Autor Wątek: No Name  (Przeczytany 3627 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Blue Red

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • "Peace, love and lol ... to everyone!~" ^^
No Name
« dnia: Marzec 23, 2007, 11:19:44 pm »
Fanfick, który pisałam z bólem brzucha i wielką niechęcią w związku z wczesną wyprawą do szkoły. Na razie tytułu brak, sam się stworzy w trakcie. Liczę na pomocne komentarze, dzięki którym będę mogła poprawiać błędy (bo i tak wiem, że ich trochę jest).
Bohaterów na razie ... jedynko-dwójka. Stopniowo będą się pojawiać kolejni. Mam nadzieję, że profesje, przedmioty oraz stworzonka będą dobrze rozpoznawalne przez Was.
P.S. Nie spodziewajcie się krócitkich rozdziałików, gdy mam wenę, to zdarza mi się pisać wielostronicowe eseje.
Enjoy!

~I~

 Gdy Faris usłyszał, jaki zawód wybrała dla siebie jego siostra, omal nie wylał całego kałamarza na rozpostarty przed nim zwój, oczekujący na kolejne alchemiczne zapiski. W zdenerwowaniu, jakie wywołała u niego stojąca przed nim młoda dziewczyna o bujnych brązowych włosach i wiecznie wesołych oczach, nie zauważył tego momentu, gdy zlewki z cennymi substancjami i parę delikatnych kryształków rozprysło się o podłogę. Po tym minęła chwila dosłownie, kiedy wstał i, zaślepiony nagłym atakiem furii, wyrzucił bliźniaczo do niego podobną Akrel za drzwi, zatrzaskując z hukiem drzwi i ignorując jej pełne zdumienia okrzyk.
Potem zaległa cisza.
Nie było to milczenie, którego tak często szukał w zakamarkach swej pracowni, zagłębiając się w coraz to bardziej zadziwiające i niebezpieczne księgi, dające przyjemne ukojenie oraz skupienie, tak ważne w opisywaniu kolejnych mikstur. Ta głusza była jedną z tych, które tak bardzo starał się omijać z daleka – nieprzyjemny, rozżalający i skłaniający do ponurych myśli niemy dźwięk. Oczy Farisa stawały się wtedy przygnębiająco ciemne, usta zaciskał, jakby wypił niezbyt świeży sok z pomarańczy, a serce kołatało w piersi, zarówno ze złości po kolejnej kłótni, jak i po ogarniającym go smutku, że ponownie nie udało mu się poskromić swego charakteru.
Słysząc oddalające się kroki siostry i jej stłumione łkanie, sam skierował się z powrotem do sterty zwojów i ksiąg, pod którymi znajdowało się biurko, zrobione z najlepszego wierzbowego drewna w okolicach Payon. Trudno było je zdobyć, w końcu tamtejsi łucznicy oraz łowcy nie są zbytnio skłonni do dzielenia się swoimi łupami, zwłaszcza gdy pochodzi ono z lasów, w który żyje najwięcej dzikich zwierząt i magicznych stworzeń.
Magia. Wszechobecna, docierająca do każdego zakątka w królestwie Midgar, przesycona blaskiem czarów, dźwiękiem wypowiadanych inkantacji i dająca przyjemne ciepło na sercu, gdy służy dobru i widać jej efekty na potrzebujących. Szkoda jedynie, że tak wiele młodych adeptów, chcących zostać w przyszłości osobami biegle władającymi różdżkami oraz laskami, nie ma bladego pojęcia, jak potrafi być ona niebezpieczna, ani też ile trzeba włożyć wysiłku, aby zwykłe słowa zapisane na zakurzonych stronicach mogły stać się strumieniem samowystarczalnej energii.
Mężczyzna rozparł się wygodnie w fotelu za biurkiem, poczynając kalkulacje nad plusami i minusami tej krótkiej i jakże wybuchowej kłótni. Westchnął głęboko, uświadamiając sobie po raz kolejny, że gdyby nie jego gwałtowna reakcja, mogliby dojść do jakiegoś porozumienia i Akrel może posłuchałaby brata. Jednak, jak to bywa za każdym razem, bardziej doświadczony w życiu i starszy jedynie o pięć lat Faris musi dorzucić swoje kilka złotych monet do sprzeczki, powodując u dziewczyny łzy, a u siebie kolejny napad furii. Jakże głupi potrafi być czasem człowiek …
- Chodź no tutaj, ty mały, różowy glucie o nieokreślonej konsystencji. Zbierz mi, proszę, te kryształowe kawałeczki leżące na podłodze – Faris nachylił się nad biurkiem, kierując wzrok na małe, wydawałoby się, że i słodkie, stworzonko, siedzące w cicho w kącie i wciągające już drugi szklany kartonik z sokiem jabłkowym. – Doprawdy, muszę zmniejszyć mu porcje żywności, bo inaczej będę mieć toczącą się u boku dynię.
- Poi! – Wykrzyknął, poirytowany przerywaniem mu tak ważnego w jego egzystencji posiłku, różowy glutek. Niechętnie odtrącając od siebie pyszny napój, podskoczył parę razy, dostając się pod biurku i zaczął pochłaniać w całości małe elementy, by potem w całości wypluć je z powrotem pod nogi pana. Bez żadnej ślinki, czy innego nieważnego śmiecia na przedmiocie, inaczej nie mógłby się szczycić mianem najdokładniejszego i najlepszego Poringa w całym Geffen.
Stuk, stuk, puk, stuk, puk, stuk, stuk, puk, stuk … Młody alchemik bębnił palcami o blat biurka, zastanawiając się, w jaki sposób przekonać teraz siostrę do zmiany planów. Wiedział, że nie zrezygnuje ona tak łatwo ze swojego zamierzenia, w końcu buntowniczy wiek młodocianej musi zrobić swoje. Gdyby ją tylko przekonać w jakiś inny sposób …
Obserwując sprawne wykonanie zadanie przez udomowione stworzonko, a potem jego powrót na siedlisko z przysmakami, zaczął główkować nad tym, kto miałby taki wpływ na Akrel, ażeby był w stanie ją przekonać i przy okazji nie stracić głowy. Jej najlepsza przyjaciółka, Morth, odpada od razu. Miesiąc wcześniej wyjechała wraz z rodzicami na rajską plażę w Comodo, by tam obserwować coroczne pokazy fajerwerków. Wróci najpewniej za trzy tygodnie, a do tego czasu, siostra Farisa może już przejść wszystkie próby przy rozpoczynaniu wybranej przez siebie kariery i ukończyć egzaminy wstępne.
Dalej, jest jej obecny chłopak. Grouth. Czy tam, Grath. Nie, chwila, Grath to był ten sprzed sześciu tygodni, obecnie jest chyba Amroth. Ten biedny, ale za to niezwykle utalentowany kowal z sąsiedniego miasta. No tak, tylko ile on może, do dyplomatycznych negocjacji bardzo mu daleko. Poza tym, Akrel już od ponad tygodnia robi maślane oczy do wymachującego drewnianym, jak na razie, mieczykiem jegomościa z sąsiedniego domu, jednak Faris nadal nie zna jego imienia. Możliwe też, że nie zdąży tego zrobić, chyba że uda mu się porozumieć ze zbuntowaną.
Westchnąwszy cicho, pochylił się nad częściowo zapisanym pergaminem, ujął w dłoń pióro harpii, zamoczył je w atramencie i zaczął zawzięcie pisać, starając się skupić na jakichś bzdurnych obliczeniach, które miały ułatwić ćwiczenia nowicjuszom w dziedzinie alchemii. Skrobanie nie ucichło nawet wówczas, gdy po dwóch godzinach pracy, do gabinetu cicho weszła Alice, pamiątka po rodzicach i ich duma – jedyne takie złapane stworzenie w okolicy. Ileż to już osób oferowało za nią diamenty, tiary i pierścionki ... Jednak staroświecka natura Akrel nie pozwalała wyrazić zgody na którąkolwiek z kuszących propozycji. Nie wahała się nawet, gdy proponowano im dobrze urządzoną kamienicę w centrum Al De Baran, choć w tym przypadku, to nawet i Faris miał pewne wątpliwości oraz opory przeciw jej postanowieniu. W końcu było to idealne miejsce dla ludzi praktykujących mieszanie substancji i tworzenie całkiem nowych mieszanek.
Mężczyzna spojrzał kątem oka znad pióra na uśmiechniętą twarz dobrodusznego stworzenia, które z takim oddaniem codziennie parzyło im wyśmienitą herbatę i w kółko czyściło nawet najbardziej zabrudzone miejsca w domostwie. Zapisując kolejne stronice, starał się nie zwracać uwagi na wymianę zdań między domowymi zwierzętami w kącie. Zawsze denerwował ich język tych stworzeń, który nijak nie dało się zrozumieć. Jedynie szczebiotanie, piski i skomlenia, w jednak one odróżniały w tym radość, złość i smutek. Doprawdy, wielkim błędem natury było zniszczenie ujednolicenia komunikatów, które przekazują między sobą istoty żyjące w tym pokręconym świecie.
Po mniej więcej sześciu godzinach ciągłego wlepiania oczu w średniej jakości pergamin i wypalaniu się drugiej resztki świeczki, alchemik wstał z fotela i, nie budząc śpiącego w kącie różowego glutka, wyszedł ze swojej pracowni. Stąpając cicho po schodach, zszedł na dół i lekko zapukał w drzwi do pokoju siostry. Czekając na otwarcie,podszedł do okna na korytarzu i wyjrzał przez nie.
Wieża w mieście świeciła magicznym blaskiem, jak to miała w zwyczaju robić od stuleci. Księżyc znajdował się wysoko na niebie, co niechybnie oznaczało bardzo późną godzinę. Panowała cisza i spokój, gdzieniegdzie pohukiwała jedynie sowa, podczas swego nocnego polowania. Z karczmy w oddali dało się słyszeć śmiechy i dźwięki muzyki przyjezdnych bardów. Na całej długości ulicy Srebra paliło się jedynie w siedmiu oknach w budynkach. Przed domem rodzeństwa od czasu do czasu kroczyła samotna postać kobiety lekkich obyczajów. Faris westchnął cicho, zastanawiając się, dlaczego niezależnie od miejsca i czasu, na takie osoby zawsze można liczyć. Zarumienił się trochę, przypominając sobie o marnych próbach skorzystania z takowych usług, które kończyły się albo ucieczką przed strażnikiem w zaciszach ogrodów królewskich, albo wylaniem na głowę zawartości nocnika, należącego do właścicielki stodoły.
- Hej, Akrel! Możemy porozmawiać? Czy pozwolisz mi wejść do siebie? – Faris energicznie pokręcił głową, odpychając od siebie myśli marzyciela i stając przed zamkniętymi drzwiami. – Uch, siostro, otwórz, proszę. Ta sprzeczka nie miała sensu, porozmawiajmy spokojnie – Tak, na pewno nie jestem dobrym negocjatorem, pomyślał smętnie alchemik. Mam nadzieję, że w swojej dziedzinie będę się lepiej sprawdzał ...
Mężczyzna starał się wymacać klamkę w ciemnościach, a po nieudanej próbie zawrócił, po omacku doszedł raz jeszcze do okna i wziąwszy świeczkę oraz coś do zapalenia, rozjaśnił trochę mrok w korytarzu. Zrobił parę kroków w stronę drzwi, poczym stanął jak skamieniały, kierując swój wzrok na zamek pod klamką.
Cały był porysowany i wydłubany jakby od środka, gdzieniegdzie cięcia czymś ostrym były głębokie nawet na centymetr.
Z bijącym sercem, otworzył z rozmachem drzwi i wbiegł do środka. Z przerażeniem stwierdził, że w pokoju nie ma jego siostry, ani nawet Alice, która w nocy miała zwyczaj sypiać u obecnej pani domu. Po podłodze walały się sterty ubrań, z komody wyrwano siłą dwie szuflady. Kilka książek smętnie zwisało z progu rozkopanego łóżka, a zakurzona maskotka o kształcie konika polnego do połowy umazana była ciemną farbą. Pobielały ze strachu, Faris podszedł do tego przedmiotu, przybliżając świecę. Odetchnął trochę, gdy plama nie okazała się być koloru krwi.
- Akrel, Akrel, ty głupiutka siostro ... – Alchemik usiadł na skraju łóżka, wpatrując się w podłogę i starając się nadal zachować zimną krew. Odchylił się trochę do tyłu, prawie skręcając sobie kark i ciężko wzdychając, rzekł: - Ech, a mogłaś zostać tancerką ze swym wyczuciem rytmu i wdziękiem. Bezmyślna, ile razy ja ci mówiłem, żebyś nigdy nie zadawała się z zabójcami ...

~~ The end of 1st Part

I jak? Naprawdę liczę na Wasze opinie! :)
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2007, 09:06:17 pm wysłana przez Blue Red »

Offline Kozaczek

  • Wiadomości: 144
  • Reputacja: +0/-0
  • Harry
Odp: No Name
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 23, 2007, 11:36:23 pm »
przeczytalem kawalek, fajne, jutro przeczytam calosc, obiecuje!

Offline Laska

  • Wiadomości: 21
  • Reputacja: +0/-0
Odp: No Name
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 24, 2007, 01:39:06 am »
Blue Red, to jest supeeer =3 Zauważyłem kilka blędów, np:
"W zdenerwowaniu, jakie wywołała u niego stojąca przed nim młoda dziewczyna o bujnych brązowych oczach(chyba włosach :P) i wiecznie wesołych oczach,"

Offline Dainiru

  • Wiadomości: 4
  • Reputacja: +0/-0
Odp: No Name
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 24, 2007, 07:53:18 am »
Niezłe... jak zacząłem czytać to już musiałem skończyć. ;3
Pierwsza od dawna praca, w której ktoś zwraca uwagę na kropki, przecinki, ogonki, spacje itp. No i nie dopatrzyłem się też żadnego błędu ortograficznego.
Na początku czegoś mi brak, jakiegoś takiego konkretnego wprowadzenia. Nie znamy ani pory, w której to się dzieje ani miejsca, wiadomo jedynie, że jest to gabinet alchemika no i można się domyślać po późniejszym opisie, że za 6 godzin będzie noc ;P. Takie tło może w ogromnym stopniu wpłynąć na nastrój jaki się chce uzyskać.
Napisałaś krótki opis Akrel ale o dziwo nie ma opisu głównego bohatera przez co staje się on "małym, różowym glutkiem o nieokreślonej konsystencji".

"Możliwe też, że nie zdąży tego zrobić, chyba że uda mu się porozumieć ze zbuntowaną."
Tutaj mnie uraziło słowo "zbuntowaną" na samym końcu, uważam, że ładniej brzmiałoby by „zbuntowaną dziewczyną”, ale to tylko takie moje odczucie.
Jeszcze miejscami wydaje mi się być chaotyczne np. w jednym momencie piszesz o stole z Payon, a zaraz potem są przemyślenia na temat magii, co wydało mi się takie kołujące.

Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg pracy. Mimo kilku rzeczy, których mi zabrakło opowiadanie czytało mi się przyjemnie. ;3  :3 I nie pisz nic z bólem brzucha i niechęcią (szczególnie jeżeli wywołuje ją szkoła ;x ) czasem lepiej sobie zrobić notatki w wordzie, zeszycie i spojrzeć na nie później jak humor się poprawi. ;3 Czy mi się zdaje czy celowo starasz się unikać nazw stworzonek, przedmiotów itp. ?

"P.S. Nie spodziewajcie się krócitkich rozdziałików, gdy mam wenę, to zdarza mi się pisać wielostronicowe eseje."
Może być nawet 1000 stron. Jak opowiadanie będzie ciekawe i wciągające to i tyle się przeczyta.  ;D

Powodzenia w pisaniu dalszej części opowiadania.

Offline Blue Red

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • "Peace, love and lol ... to everyone!~" ^^
Odp: No Name
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 24, 2007, 09:20:58 pm »
@all
Dziękuję za komentarze. Cieszę się, że już trzy się zdążyły pojawić :)

@Laska
Błąd naprawiony, nie miałam możliwości ponownego przejrzenia tekstu po napisaniu go, więc takie niedopatrzenie się trafiło.

@Dainiru
A tam, pierwsza taka praca, wyszukaj trochę niezłych fanfick'ów, choćby i ff-owych, a zarzekam się, iż będzie tam sporo z "ogonkami" i poprawną ortografią (ale trza najpierw trafić na porządnego ff-a).
Szczerze, to może mi się zrypał nastrój, najgorzej - jak sądzę - wyszły mi dialogo-monologi. Opis bohatera (a czy ja wiem, czy on jest taki najgłóniejszy ~) zawsze może być później, prawda? Bo skąd wiadomo, czy drugi rozdział nie będzie się dziać 80 lat po tym albo też 7 lat wcześniej? ;)
"Zbuntowaną" napisałam, bo tak sądził o niej w tym momenci braciszek. Wątpię, by o swojej siostrze myślał "a, jaka to zbuntowana dziewczyna". Tak jakoś mi się wydaje, że chyba po prostu epitet starczy. Nie znam się na relacjach rodzeńskichh, gdyż praktycznie takowego nie posiadam :P Więc przepraszam, jak urażam.
Hm ... Nie wiem, czy celowo omijam nazwy zwierząt i przedmiotów. Ja wolę po prostu, jeśli Wy, czytelnicy, potraficie wczuć się w atmosferę tego świata, zobaczyć coś więcej niż jedynie WoE, MvP, czary i broń za niewyobrażalną ilość zenów. Próbuję pokazać ro jako świat żywy, w którym istnieje życie, ludzie są normalni, a ich podział społeczny oraz zawody (+magia) są częścią NORMALNEGO życia. Bo w sumie głupio pisać "zraniony po walce z bossem, nachlał się, ile wlezi Red Potów, więc jego hp wzrosło do maxa i mógł dalej iść kosić Green Planty". Lepiej opisywać to bardziej ludzko i realistyczniej ("trudne stworzenie do pokonania", "lecznicze mikstury", "rośliny w zielonym kolorze" itp.). No i tyle chyba :D
1000 stron .... na tyle to ja bym chciała napisać co innego. Coś ważniejszego niż jedynie fanfick z nudy. Ale to kiedy indziej, najpierw muszę sobie wyrobić styl pisania, więc nadal oczekuję komentarzy. Za wszystkie dotychczasowe - domo arigato.

Offline zelazko

  • Wiadomości: 50
  • Reputacja: +0/-0
  • Zapraszam do piekla
Odp: No Name
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 29, 2007, 10:01:51 am »
ciekawe, czekam na więcej blue.. Ja jak tylko znajdę czas, dokończę swoje.. (pewnie wielkanoc.. ) Co do tych 1000 stron... no.. wiesz..ja w Ciebie wierzę ;)


« Ostatnia zmiana: Czerwiec 29, 2010, 03:32:05 pm wysłana przez My way »