Autor Wątek: ZadanieDomoweXD  (Przeczytany 3715 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Żana

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • Daj mi! Daj mi! Daj mi trochę słońca!
ZadanieDomoweXD
« dnia: Marzec 31, 2007, 10:53:51 am »
Naszym zadaniem domowym było napisać książke fantastyczną lol xD
Łoto com wybździła :P

życze powodzenia w czyytaniuu xD



                                           Zapomnieć o wszystkim



     -Yoshi... Zastanawiałeś się kiedykolwiek jakby to było gdyby ludzie mogli latać?
Zapomnieć o wszystkim... I wszystkich... Poczuć wiatr we włosach, a na plecach mieć piękne białe skrzydła. - Aya spojrzała na niebo rozmarzonym wzrokiem.
-Latać? Po co człowiek miałby latać? Dobrze mi tu...Na ziemi.- Yoshi odwrócił się w stronę dziewczyny. Zawsze zadawała mu to samo pytanie, a on za każdym razem odpowiadał tak samo.
     Znał ją od dziecka i wiedział o niej wszystko. Oboje wychowywali się w małej wiosce zwanej Payon. Aya była bardzo bystra i delikatna. Jej rodzice pragnęli wychować ją na przykładną żonę i matkę, ale ona miała całkiem inne plany. Dobrze wiedziała o swoich uzdolnieniach. Potrafiła leczyć ludzi nie używając ziół, leków ani sprzętów medycznych. Wystarczyło, że skupiła się na ranie lub obolałym miejscu, a wszystko ustępowało. Skaleczenia goiły się na jej oczach, a ból znikał na zawsze. Wszyscy mieszkańcy Payon i okolicznych wiosek słyszeli o niej. Aya była zawsze chętna do pomocy, wiedziała jednak, że leczenie to tylko odrobina jej zdolności. Pragnęła zostać kapłanką i kształcić się w pobliskiej katedrze. Każdą wolną chwile spędzała ze swym przyjacielem.
     Yoshi wychowywał się w rodzinie, z której wywodzili się znani rycerze. Jego ojciec zginął broniąc stolicy, gdy Yoshi’ego nie było jeszcze na świecie. Urodził się trzy miesiące później. Jego matka Junko nadała mu imię po ojcu. Nigdy nie pomyślała o tym, że jej syn może pójść jego śladami. Chciała, aby Yoshi znalazł sobie piękną żonę i zamieszkał w mieście gdzie miałby godne życie. On jednak widział swój los zupełnie inaczej. Marzył o długich niebezpiecznych wyprawach, o tym by kiedyś stać się legendą. Nie było to jednak wszystko, czego chciał. W jego sercu był ktoś, kogo kochał nade wszystko. To właśnie Aya sprawiła, że już jako dziecko wyznaczył sobie życiowy cel. Pragnął bronić jej jak najcenniejszego skarbu.
-Chodźmy już do wioski. Muszę jeszcze naprawić dach. – Yoshi wstał, otrzepał się i wyciągnął dłoń w stronę Ayi. Gdy ta podała mu rękę pociągną ją delikatnie ku sobie. Ruszyli w stronę Payon. Aya szła bez słowa, ciepły, wiosenny wiatr rozwiewał jej piękne, długie, brązowe włosy. Swoją zgrabną figurą i uwodzicielskim spojrzeniem onieśmielała wszystkich mężczyzn. W jej głowie nie było jednak miejsca na miłość. Była zbyt zajęta swymi marzeniami.


                                         Pod Wielką Wierzbą



     Mijały dni, tygodnie...Któregoś dnia Yoshi wyruszył do szkoły rycerskiej, która znajdowała się w stolicy Roggartu. Przez wiele lat szkolił się na mężnego wojownika. W tym samym czasie Aya studiowała w katedrze. Odkrywała swoje możliwości i zwiększała wiedzę na ich temat. Pisali do siebie listy prawie, co dzień. Brakowało im siebie nawzajem. Dziewczyna powróciła do Payon zaraz po skończeniu nauki. Miną rok nim znów mogła ujrzeć Yoshi’ego.
Tego dnia stała na wzgórzu i obserwowała bawiące się na łące dzieci. Przypomniały jej się czasy, kiedy i ona była w ich wieku. Gdy biegała boso po trawie, a życie było proste i piękne. Z tych radosnych wspomnień wyrwał ją hałas dobiegający z lasu. Słyszała ptaki zrywające się do lotu, chwile później spomiędzy drzew wyłonił się młodzieniec. Przystojny, dobrze zbudowany ubrany w srebrną, błyszczącą zbroje. Jechał na cudnym czarnym rumaku. Serce dziewczyny zabiło szybciej, a nogi same porwały ją w jego stronę.
-Yoshi! Yoshi! – łzy płynęły po jej policzkach, gdy stanęła naprzeciw niego.
Przyglądali się sobie nawzajem, a już po chwili Aya wisiała na jego szyi.
Mieli sobie dużo do opowiedzenia. Wieczorem oboje siedzieli pod wielką wierzbą i oglądali zachodzące słońce.
-Wiesz, gdy byłem w stolicy słyszałem od podróżników przeróżne historie.
Wiele z nich mówiło o rycerzach zabijających smoki, o czarodziejach, magii, o wojnach i bitwach, ale żadna nie była tak piękna jak ta o marzeniach...
-O marzeniach? –zdziwiła się Aya- O jakich marzeniach?
-Podobno gdzieś w Gefeni jest miejsce piękne i straszne zarazem. Ludzie mówią, że znajduje się tam fontanna, z której tryska złota woda. Jeśli człowiek napije się jej to spełni się jego największe marzenie.
-Yoshi! Czy to jest prawdziwa historia?- zapytała z nadzieją w głosie.
-Nie wiem...
-Zróbmy coś szalonego! Odnajdziemy to miejsce! Może wtedy moje marzenie się spełni...
-...Ale Aya! To byłaby bardzo niebezpieczna podróż. Nie chcę narażać cię na zbędne ryzyko.- odpowiedział stanowczo Yoshi.- Poza tym nie wiemy czy to prawdziwa opowieść...
- Yoshi...To jedyna szansa, aby moje marzenie się spełniło. Ty zostałeś rycerzem, a ja? Ja naprawdę pragnę wznieść się w górę. Chcę latać...Choć raz, jeden raz.
- Ehh... Dobrze, jutro o świcie wyruszymy z Payon...Musisz mi jednak coś obiecać.- spojrzał prosto w jej zielone oczy.
-Co?- zapytała zaskoczona, lecz uradowana.
-Że cokolwiek się stanie zawsze będziemy razem. – powoli, wyraźnie i z powagą w głosie wyszeptał Yoshi.
-Nie muszę tego obiecywać Yo. To jest jasne jak słońce...zawsze tak było. –uśmiechnęła się przyjaźnie i oparła głowę na jego ramieniu.


                                              Szczęśliwi i wolni



     Rano Yoshi osiodłał konie. Czarnego ogiera Jiro i białą klacz Chike. Wiedział, że ta podróż będzie długa i męcząca, ale nie chciał zawieść swej przyjaciółki. Obiecał sobie, że zawsze będzie jej bronił i właśnie teraz miał szanse wykazać się swoimi umiejętnościami, na które tak ciężko pracował.
     Aya szykowała prowiant na drogę. Myślami była już daleko stąd. Marzenia odżyły na nowo w jej sercu. Znów uwierzyła w to, że jeśli człowiek pragnie czegoś całym sobą to może to osiągnąć.. Wyszła przed dom i spojrzała na zapracowanego Yoshi’ego. Nigdy nie myślała, że to właśnie on może pomóc jej spełnić marzenia. Nie podobało mu się to, co mówiła o lataniu, uważał to za śmieszne i nie potrzebne. –Chyba się zmienił- pomyślała i wróciła do swojego zajęcia.
     Długo żegnali się ze wszystkimi. Matka Yoshi’ego płakała i wciąż powtarzała, że dopiero, co wrócił i już odchodzi. Rodzice Ayi nie popierali jej pomysłu, ale nie chcieli jej zatrzymywać. Pragnęli, aby była szczęśliwa i nie chcieli by później miała im za złe, że nie pozwolili jej wyruszyć w ta podróż.
Aya dosiadła swą klacz spojrzała ostatni raz na swoja rodzinę i wioskę.
-Chika...Hyaa!- krzyknęła i ruszyła przed siebie. Tuż za nią jechał Yoshi na swoim Jiro. Udali się w kierunku Gefeni. Nie wiedzieli jeszcze, co ich czeka, ale byli szczęśliwi i wolni.


                                           Noc pachnąca różami



     Wieczór zbliżał się nieubłaganie. Konie były już zmęczone ciągłą jazdą.
-Za tą górą jest osada magów. Myślę, że przyjmą nas na tą noc. –oznajmił, Yoshi.
-To dobrze, bo już myślałam, że będziemy spać pod gołym niebem.- zaśmiała się.
- Będziemy... –powiedział niepewnie młodzieniec.
-Jak to?! Mówiłeś, że przyjmą nas na tą noc!- Aya spojrzała na Yoshi’ego ze zdziwieniem.
-Widzisz...Magowie to ludzie z zasadami. I jedną z nich jest to, że nie wpuszczają do swych domów obcych ludzi. Pozwolą nam rozpalić ognisko na tyłach osady, a to już sporo. Przy ich domach jest bezpieczniej niż tu w lesie. – to mówiąc ruszył w stronę góry, za którą znajdowała się osada.
     Wszystko wyglądało inaczej niż w Payon. Ludzie ubrani byli w długie szaty po samą ziemie, na głowach nosili szpiczaste kapelusze, a nad ich ramieniem latały okrągłe, białe duszki. Domy zbudowane były z różnych materiałów od cegły aż po pnącza. Od osady bił dziwny blask, dzięki czemu nawet w ciemności można było znaleźć do niej drogę. Mieszkańcy osady byli tak zajęci sobą, że nawet nie patrzyli na idących środkiem drogi podróżników.
-Yoshi...Co to za świecące kule? Te, które każdy z nich ma nad swoim ramieniem...-spytała rozglądając się wokoło.
- To duchy stróże. Magowie trenują je i walczą za ich pomocą. Ciekawe jest to, że gdy duch przegra walkę i nie jest już w stanie odzyskać swoich mocy mag umiera wraz z nim.
-To okrutne...Poza tym, dlaczego mieliby walczyć? Przecież mają wszystko, czego chcą, a jeśli czegoś im brakuje to mogą to wyczarować.-nie rozumiała Aya.
-Osady magów rywalizują między sobą od wieków. Czasami przychodzą w grupach, a czasem w pojedynkę i wyzywają się na pojedynki.- Chłopak zszedł z konia i rozejrzał się w około. Jego wzrok zatrzymał się na szklanym domku tuż na skraju wioski.- To będzie dobre miejsce na sen. Zaraz rozpalę ognisko, ale najpierw pójdę napoić konie. Jeśli chcesz możesz rozejrzeć się w pobliżu.- Yo chwycił za cugle Jiro i Cziki i poprowadził je do pobliskiej rzeki.- Jego towarzyszka skinęła głową i ruszyła w kierunku placu głównego. Jej oczom ukazał się piękny widok. Dookoła było widać dokładnie wszystkie gwiazdy pomimo tego, że w osadzie było jasno. Pośrodku rynku stał pomnik jakiegoś człowieka. Zaciekawiona podeszła bliżej by przeczytać tablice umieszczoną pod monumentem. Napisano na niej dużymi literami „Ten, który pokonał wielu i umarł z honorem”. Trochę niżej zapisano nazwisko i imię, „Iwahara Doi”. Przez chwilę zastanawiała się, co znaczy dla magów „umrzeć z honorem”, wtedy przypomniały jej się słowa Yo, gdy mówił o pojedynkach. Nie sądziła jednak, ze dane będzie jej zobaczyć taki pojedynek jeszcze tego wieczoru. Odwróciła głowę i zobaczyła lecącego w jej stronę z ogromną prędkością ducha stróża. Zasłoniła twarz rękoma i wydała z siebie przeraźliwy krzyk. Coś jednak osłoniło ją przed ciosem. Gdy otworzyła oczy zobaczyła stojącego przed sobą wysokiego mężczyznę o długich czarnych włosach.
-Krzywdzić ludzi nie magicznych? To brak zasad! Walcz ze mną...-to mówiąc czarownik wskazał palcem na stojącą po drugiej stronie placu kobietę. Czarny płaszcz osłaniał jej ciało, a spod kaptura wypływały jasne blond loki. Stała bez ruchu nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Duch stróż czarnowłosego maga wirował w powietrzu tworząc jasny krąg, chwile później utworzyła się kula przypominająca kroplę wody. Mężczyzna przyłożył dłoń do serca, a następnie gwałtownym ruchem wycelował w dziewczynę. Kula pomknęła w jej stronę. Tajemnicza postać wystawiła obie dłonie, na których wodna kropla rozbiła się i rozlała na ziemię. Kobieta zrobiła krok w tył usuwając się w cień poczym znikła.
-Saori...- wyszeptał mag sam do siebie. Przez chwilę stali oboje w milczeniu. Aya niepewnie spojrzała na ciemnookiego młodzieńca.
-Kim jesteś?! Kim była ona?!
-Nazywam się Iwahara Doi. Jestem duchem tego pomnika. Bronię bezbronnych ludzi przebywających w tej osadzie.
-Ja...Nie wiem jak ci dziękować. Gdyby nie ty pewnie bym już nie żyła.
-Nie sądzę żeby ona chciała cię zabić. To nie w jej naturze...Musiała mieć jakiś powód.
-...Ale ja jej nie znam! Widzę ją pierwszy raz. – młoda kapłanka zaczęła szlochać- Ja...Ja naprawdę...-wytarła oczy, lecz ducha już nie było. W jej kierunku biegł Yo, a ona nie mogła zrobić ani jednego kroku. Jej ciało dygotał bynajmniej nie z zimna. Cała pobladła, poczuła jak w jej głowie wszystko wiruje. Nogi ugięły się...Zemdlała.
     We śnie widziała siebie w białej sukni. Na plecach miała piękne białe skrzydła, a w ręku róże. Coś jednak sprawiło, że sen ten przerodził się w koszmar. Nie wiedząc, czemu skrzydła rozpłynęły się i w jednej chwili wszystko zawirowało. Niemy krzyk wydała z siebie spadając na ziemię...Jej ciało całe we krwi... I tylko róża, którą trzymała w dłoni wciąż była nienaruszona.
     Otworzyła oczy następnego ranka. Leżała okryta ciepłym kocem w objęciach Yoshi’ego. Spojrzała na jego spokojną twarz i poczuła się bezpiecznie. Kilka godzin później siedziała na swej klaczy. Jechała za Yoshi’m. Nie oglądała się za siebie. Na wspomnienie tamtego wieczoru po całym ciele przechodziły jej ciarki. W drodze opowiedziała o wszystkim swemu przyjacielowi. Dokładnie opisała mu kobietę w czarnym płaszczu oraz sen, który miała tej nocy.
-Jasne blond włosy? Widziałem ją wczoraj nad rzeką. Stała sama i patrzyła w dal. Chyba słuchała mojej rozmowy z pewnym kupcem, który również poił swego konia... Opowiadałem mu o naszej wyprawie do Gefeni. Gdy skończyłem mówić jej już nie było, a co do twojego snu to nie mam zielonego pojęcia, co może oznaczać.



                                            Saori -ta, która pamięta



     Nad Gefenią zachodziło słońce. Niebo przybrało krwawego koloru.
-Nareszcie! Tyle lat czekałem! Teraz spełnię swoje marzenie.
Nasze marzenie...- Shogo spojrzał na Saori ciepłym wzrokiem. Odkąd ją poznał nie mógł znieść myśli, że tak piękna istota nie może mówić. Kiedy usłyszał o Gefeni poczuł jak przechodzi po nim fala ciepła. Nareszcie mógł zrobić cos dla niej! Życie Saori nabrałoby sensu, a on usłyszałby jak bardzo go kocha.
Był zwykłym łucznikiem i nie miał niczego, co mogłoby ją zadowolić. Ona natomiast była magiem o potężnej sile. Urodziła się w muzykalnej rodzinie. Jej matka był znakomitą śpiewaczką, a ojciec potrafił grać na różnych instrumentach. Gdy rodzice dowiedzieli się o jej kalectwie postanowili, że nie chcą jej wychowywać. Ojciec zabrał malutką dziewczynkę do odległej wioski Morro. Tam zaopiekowała się nią starsza kobieta, która nie mogła mieć własnych dzieci. Nadała jej imię Saori. Już jako dziecko miała piękne długie blond loki i jasne błękitne oczy. Ciepłym spojrzeniem potrafiła pocieszyć swą przybraną matkę nawet w najcięższych chwilach. W wolnych czasie chodziła do pobliskiej osady magów gdzie odkryła swoją pasje. Po śmierci swej opiekunki przeniosła się do stolicy by zwiększać swoją wiedzę. Unikała obcych ludzi by nikt nie dowiedział się o jej inności. Shogo jako pierwszy poznał jej tajemnice. Nie zostawił jej wtedy i był z nią do dziś. Razem podróżowali i zdobywali doświadczenie. Przez cały ten czas miał tylko jedno marzenie...By, choć raz usłyszeć jak bardzo go kocha.
-To wielki dzień Saori! Chodźmy!- przestąpili próg wielkiej sali, a po jej środku ujrzeli piękną fontannę.
     Tamtego dnia Saori nie zapomni do końca swego życia. W snach wciąż widzi Shogo nachylającego się nad taflą złotej wody...



                                           Dolina Skrzatów



Saori usiadła na pomniku Doi’ego ze spuszczoną głową. Duch pojawił się z nikąd i usiadł obok niej.
-Dlaczego ją zaatakowałaś?- spytał wprost czarnowłosy mężczyzna.
Saori spojrzała na niego ze łzami w oczach.
-Czy oni podróżują do Gefeni?- domyślił się czarodziej.
Dziewczyna skinęła głową i rozpłakała się.
-Ty nie chciałaś jej zabić...Ty chcesz ich powstrzymać, prawda?
Przytaknęła, po czym podniosła się i stanęła na wprost zjawy. Spojrzała głęboko w oczy Doi’ego. Wiedziała, że z jego strony nie uzyska wsparcia.
-Jeśli tego pragną to nie zdołasz ich powstrzymać.- Rozpłyną się na jej oczach.
Czarodziejka poprawiła kaptur i ruszyła w stronę Gefeni.
 

     Kamienisty szlak prowadził między dwoma wzgórzami tworząc bajeczną dolinę. Była to jedyna droga prowadząca do Gefeni. Oboje wiedzieli, że będzie to dla nich spore wyzwanie. Przybycie do tego miejsca zajęło im kilka dni. Strudzeni podróżą postanowili odpocząć pośrodku doliny wypełnionej bujną roślinnością. Rozmaite gatunki kwiatów, krzewów oraz drzew zaskakiwały swoja odmiennością. Barwne płatki tworzyły cudną mozaikę. Śpiew ptaków rozlegał się dookoła.. Wolno kroczyli przed siebie prowadząc za sobą swe konie. Aya i Yoshi byli tak zafascynowani tym wszystkim, że nie zauważyli skradających się w zaroślach małych skrzatów. Te niewielkie uskrzydlone stworzonka potrafiły nieźle psocić. Powalone drzewo było dla Yoshi’ego idealnym miejscem na sen. Było tak wielkie, że z łatwością chroniło ich przed wiatrem. Rycerz ułożył się wygodnie i otulił kocem. Zamkną oczy i oddalił się w senną krainę. Aya starannie wyczesywała swą klacz Chike. Miła wrażenie, że ktoś lub coś ją obserwuje. Niepewnie rozglądała się wokół siebie, ale jedyne, co zobaczyła to chwiejący się pączek dużego kwiatu. Podeszła do tej pięknej rośliny i schyliła się. Kolory przeplatały się na jej płatkach, niebieski, różowy, żółty, fioletowy, a nawet czarny. Wyciągnęła swą delikatną dłoń by móc zerwać kwiat. Już chwytała za łodygę, gdy płatki rozchyliły się, a ze środka wyleciał mały skrzat. Jego długie szpiczaste uszy poruszały się energicznie na boki, machał skrzydełkami i przyglądał się jej z zaciekawieniem.
-Chodź tu malutki- powiedziała ciepło i wystawiła rękę.- Nic ci nie zrobię obiecuje...
Skrzat opadł delikatnie na jej nadgarstek nie odrywając spojrzenia od Ayi.
-Widzisz malutki, nie ma się, czego bać.
Mała istota wydała z siebie dziwny dźwięk, po czym ugryzła młodą kapłankę i odleciała.
-Ałaaaa!- Aya dotknęła miejsca, z którego ciekła krew. Skupiła się i rana znikła. Wyprostowała się i złączyła ręce jak do modlitwy.
-Kyrie Eleison- wyszeptała. Nad jej głową pojawiła się złota tarcza, która rozsypała się i opadła na jej ciało. –Ty mały złośniku! Teraz możesz gryźć do woli. Tego czaru nigdy nie przełamiesz.
Ruszyła w stronę śpiącego Yo. Uszła zaledwie kilka kroków, gdy rozległ się potężny huk. Kłęby pyłu i kurzu wzniosły się w powietrze. Aya zasłoniła twarz rękawem i podbiegła do zdezorientowanego Yoshi’ego.
-Co się stało?!- zapytał.
-Nie wiem! Nic nie widzę!- schroniła się w jego objęciach.
     Chcąc sprawdzić, co się stało ruszyli wąska ścieżką. To, co zobaczyli sprawiło, że oboje stracili nadzieję. Przejście na drugą stronę doliny było zasypane kamieniami.
-Damy radę przedostać się na drugą stronę? –spytała niepewnie Aya.
-Sami tak, ale z końmi nie, a bez nich nie damy sobie rady w dalszej podróży...
Aya upadła na kolana. Nie mogła powstrzymać łez płynących po jej policzkach.
-Nie płacz. To nam nie pomoże.
Mały skrzat widząc rozpaczająca dziewczynę poczuł w sercu smutek. Nie rozumiał, dlaczego tak się dzieje, ale miał ochotę płakać wraz z nią. Nie znał jej ani powodu, dla którego płacze. Wtedy przypomniał sobie o czymś, co mogło poprawić jej humor. Otworzył usta i zaśpiewał piękną i ujmującą pieśń. Z za kwiatów, liści, drzew i innych roślin wyłaniały się skrzaty. Wszystkie krążyły wokół Ayi i Yoshi’ego. Mały skrzat chwycił kapłankę za palec i pociągną za sobą. Inne złapały za dłoń Yoshi’ego oraz ich konie za lejce. Wszystkie zgodnie prowadziły ich wprost na porośniętą winoroślą skalną ścianę. Rośliny opadły na ziemię a ich oczom ukazała się ciemna grota. Popatrzeli na siebie niepewni tego, co ich czeka. Nie mieli jednak wyboru, więc bez oporu wkroczyli w ciemność...



                                                 Jezioro zapomnienia


     Długo szli ciemnymi, krętymi korytarzami. Gdy tylko ich oczom ukazało się blade światło na nowo odżyła w nich nadzieja. Aya pobiegła szybko w stronę światła. To, co zobaczyła sprawiło, że uśmiech zniknął z jej twarzy, a cała radość uleciała.
     Gęsta, biała mgła sprawiała, że zobaczenie czegokolwiek było wręcz niemożliwe. Poczuła ciepłą dłoń na swym ramieniu.
- To właśnie Gefenia. Zapomniana i opuszczona… Nie wielu ludzi ma odwagę tu przybyć. –Odwrócił się w stronę skrzatów pilnujących konie. –Mogłybyście zaopiekować się naszymi końmi do naszego powrotu?
Wszystkie skrzaty zgodnie pokiwały głowami. Chwyciły za cugi i pofrunęły powrotem w stronę jaskini.
-Przed nami wielkie zamarznięte jezioro. Postaram się jak najszybciej przeprowadzić cię przez nie.- chwycił delikatną dłoń Ayi i pociągnął w głąb mgły.
     

     Zdenerwowana Saori wbiegła w ciemny tunel. Nie mogła się pogodzić z myślą, że jej plan się nie powiódł. Dokładnie zaplanowała każdy szczegół. Kamienie miały powstrzymać ta parę przed dotarciem do celu.
-Wszystko z winy tych małych, wstrętnych skrzatów! Jak mogłam być taka głupia…- pomyślała.
     Wyjście z jaskini było już bardzo blisko. Wyciągnęła dłonie przed siebie i wyczarowała drobną iskrę, która miała rozświetlić jej drogę we mgle.


   -Prawie jesteśmy na miejscu. Jeszcze tylko chwilka i zobaczysz wielką złotą bramę. –powiedział z ulgą Yo.
  -Cieszę się, że już jesteśmy na miejscu. Moje marzenie wreszcie się spełni.-
Aya rozmarzyła się. Głośny świst wyrwał ją z jej małego świata. Coś bardzo mocno uderzyło w Yoshi’ego. Czar odrzucił go gdzieś w tył. Aya upadła na ziemię. Rozejrzała się nerwowo, lecz nigdzie nie widziała ciała swego towarzysza.
-Yoshiiiiiiiiiiiiiiiiiii! Yooooooo! – krzyknęła zrozpaczona – Gdzie jesteś…Odezwij się błagam! Tak bardzo się boję…
   Yoshi podniósł się i wyciągnął miecz. Słyszał w oddali krzyki Ayi, ale nie był w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa.
Kolejna kula leciała w jego kierunku. Szybkim ruchem odskoczył w bok. Czar przeleciał tuż obok jego ramienia. Yo bez namysłu ruszył w stronę głosu Ayi.
Bał się, że może jej się cos stać. To uczucie sprawiło, że nie czuł bólu, który wywołał cios w brzuch. Podbiegł do wciąż leżącej kapłanki. Pomógł jej podnieść się i przytulił ją do siebie.
-Musimy iść! Szybko! –Szli przed siebie szybkim krokiem.
-Brama! Widzę bramę! – Aya spojrzała niepewnie na Yoshi’ego.


                                             Piękny sen



Przekroczyli wielka bramę, a ich oczom ukazał się piękny widok. Mgła znikła ujawniając długą, szeroką drogę prowadzącą do wielkiego placu, na którym znajdowała się fontanna. Po obu stronach drogi rosły piękne kolorowe drzewa, a pomiędzy nimi barwne kwiaty kusiły swym słodkim zapachem.
     Ruszyli przed siebie pewniejszym krokiem. Aya myślała już tylko o jednym, aby dotrzeć do fontanny i wznieść się w powietrze. Yoshi odwrócił się w stronę bramy i zobaczył idącą za nimi Saori.
-Aya… Idź spełnić swoje marzenia. Ja zajmę się tą czarownicą. Kiedy skończę przyjdę po ciebie.
Aya pokiwała głową i bez namysłu pognała ku swemu celu.


     Yoshi stanął naprzeciwko Saori. Mocno zacisnął palce na mieczu.
-Nie przeszkodzisz nam! Nie wiem, dlaczego chcesz nas zabić, ale ci się to nie uda! Dobrze wiem, że to ty zaatakowałaś Aye koło pomnika, zawaliłaś przejście kamieniami i starałaś się za wszelką cenę powstrzymać nas od dotarcia tutaj…
Saori stała bez ruchu. Tylko ona wiedziała prawdę. Była świadoma tego, że mogło to wyglądać jak próby odebrania im życia, ale była to jedyna rzecz, jaką mogła zrobić by ich uratować. Wyciągnęła ręce przed siebie i skupiła się na zaklęciu. W tym samym czasie Yoshi schylił się tak by czar w niego nie trafił. Uniósł miecz w górę i pobiegł w jej stronę.


Aya wkroczyła na schody prowadzące do złotej wody. Stanęła na najwyższym z nich i spojrzała do fontanny. Włożyła obie dłonie do środka. Przyjemne ciepło przepłynęło przez jej ciało. Splotła swoje palce by woda nie mogła przepływać pomiędzy nimi. Uniosła ręce i przystawiła dłonie do ust.


Po długiej i wyczerpującej walce Yoshi przebił serce Saori.
Dziewczyna spojrzała na niego ze łzami w oczach. Nie czuła bólu, lecz żal, że nie potrafiła im pomóc. Jej powieki stawały się coraz cięższe. Upadła na kolana spierając się trzęsącymi rękoma. Krew kapała na biały marmur…Ostatni raz otwarła swe oczy. Spojrzała w kierunku fontanny. W jej stronę szedł uśmiechnięty Shogo. Pierwszy i ostatni raz w swym życiu otwarła usta i powiedziała tak bardzo wyczekiwane słowa.
-Kocham Cię…- wyszeptała i odeszła wraz z nim.


Aya napiła się tajemniczej mikstury. Poczuła jak przez jej ciało przechodzi fala przyjemnych dreszczy. Jej oddech spowolnił się. Zmrużyła oczy i opadła na ziemię. We śnie widziała jak z jej pleców wyrastają piękne, ogromne, białe skrzydła. Jej ciało stało się lekkie jak piórko. Uniosła się w powietrze i spojrzała w górę. Czuła się swobodnie jak nigdy dotąd. Słońce ogrzewało jej ciało, a wiatr rozwiewał włosy…Wydała z siebie ostatnie tchnienie i umarła we śnie.
     Jej ciało leżało na marmurowych schodach, Yoshi zobaczył jej rozłożone ręce. Podszedł do niej i przytulił ją mocno do siebie. Łzy ciekły po jego policzkach. Uświadomił sobie, że właśnie stracił najważniejszą w swym życiu osobę. Jedyne, co mu pozostało to wspomnienia, które nie pozwoliły mu już nigdy zapomnieć o niej i tym, co się stało…





Offline hasuke

  • Wiadomości: 12
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: ZadanieDomoweXD
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 31, 2007, 11:08:27 am »
bardzo dobre opowiadanie ^^ spodobalo mi sie

Offline Blue Red

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • "Peace, love and lol ... to everyone!~" ^^
Odp: ZadanieDomoweXD
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 31, 2007, 01:19:01 pm »
Bardzo ładne, odrobinę melodramatyczne, ale nie aż tak, by zamdliło.
Mam zastrzeżenia co do literówek typu:" Nie czuła bólu, lecz Spoko, że nie potrafiła im pomóc.". Poza tym warto zwracać uwagę na powtórki - jego/jego/jej, było/była/było/byli itd.
Ogólnie opowiadanie mi się spodobało :) Zwłaszcza ta postać Shiori, niezdolnej do powstrzymania losu. Jak dla mnie, to zakończenie było ... za krótkie! Jak jest tak smutno i przygnębiająco, to warto przedłużyć choć troszkę. ALe ogólnie - za krótko napisałaś, bo chętnie bym więcej tego poczytała.
Pozdrawiam.

Offline Żana

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • Daj mi! Daj mi! Daj mi trochę słońca!
Odp: ZadanieDomoweXD
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 31, 2007, 01:28:11 pm »
Wiem, że krótkie, ale następnego dnia miałam je oddać ;] Więc musiałam się streścić ;]

Jak coś to moge to poprawić i dopisać sporo rzeczy lub napisać coś nowego ;]

Tylko kto by to chciał czytać .

Dziękuje za krytyke ;) To pomaga często ;D

Offline Blue Red

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • "Peace, love and lol ... to everyone!~" ^^
Odp: ZadanieDomoweXD
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 01, 2007, 12:39:46 pm »
Ja bym chciała :D

Coś mnie ostatnio bierze na rzewne dzieła - mangi, książki, opowiadania. Wiosna? Muahahaha, prędzej za duż Coli wychlałam xD.

Offline Kamenka

  • Wiadomości: 107
  • Reputacja: +0/-0
  • ~~oLoN WóDKA!!!!!~~
Odp: ZadanieDomoweXD
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 15, 2008, 01:30:28 am »
świetnie napisana historia! Mam nadzieje, że poza powinnościa napisania pracy domowej cos jeszcze cie tchnie i napiszesz kolejnego ficka:)



« Ostatnia zmiana: Czerwiec 29, 2010, 03:34:15 pm wysłana przez My way »