Autor Wątek: To znowu ja!  (Przeczytany 2701 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Blue Red

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • "Peace, love and lol ... to everyone!~" ^^
To znowu ja!
« dnia: Czerwiec 14, 2007, 08:46:28 pm »
Witam. Już po raz trzeci wysyłam coś do tego działu i po raz drugi nie ma to związku z RO. Jednak, skoro poprzedniego tekstu nikt mi nie przeniósł i został w świętym spokoju w tym dziale, to postanowiłam dać kolejny. Starszy wprawdzie (napisany w październiku), dłuższy, ale nadal ze sporą domieszką fantasy i ciekawych zdarzeń!
Miałam to zrobić do szkoły. Uff, udało się, zaliczyłam to zadanie. Warunki były dwa: stworzyć mit na podstawie mitologii greckiej i nie pisać żadnych dialogów. Niby to łatwe i przyjemne, ale kark sobie można złamać w przy wymyślaniu. Chociaż mnie oszczedziło (ta moja skromność)  ;D.
Dobra. Jedziemy z tym koksem!

~*~
Jak powstała mgła?

   Pewnego razu, w czasach świetności Edypa, nad Atenami zawisły czarne chmury wojny. Persowie mieli zamiar przejąć to miasto z, większą niż grecka, armią. Od miasta bogini Ateny dzieliły ich zaledwie cztery wioski. Ludzie w popłochu uciekali z nich, wraz z całym swoim dobytkiem, najczęściej do Mathros, ówczesnej Megary. Oddziały perskie spokojnie maszerowały przez opustoszałe wsie i miasteczka, aż wreszcie dotarły do Khalkis. Stamtąd mieli już prostą drogę do Aten i, jak sądzili, oczywistego zwycięstwa.
   W Khalkis, od wielu lat mieszkało rodzeństwo, Melkae, wspaniała gospodyni domowa i jej brat, Kalios, którego marzeniem było przyjęcie do wojska oraz zwycięstwa i chwały na polu bitewnym. Żyli tam prawie osiemnaście lat, dwanaście już bez rodziców. Melkae, jako starsza siostra, otoczyła ogromną opieką swojego o sześć lat młodszego brata. Nie stał się on przez to mężczyzną nieśmiałym i wstydliwym. Wręcz przeciwnie, wydoroślał na mężną i odważną osobę, o krótkich mocno kręconych brązowych włosach i czarnych jak noc oczach. Jego prosty nos, odziedziczany z każdym pokoleniem w ich rodzinie, powodował zawsze lekki ukłucie zazdrości u Melkae, która posiadał uroczy i okrągły nosek.
   Ona sama była nieco okrągła, co dodawało jej wdzięku i poczucia matczyności. Wspaniałe i gęste, o kolorze kory dębu, włosy, spadały jej na niebieskie, głęboko osadzone oczy. Cechowała ją sumienność i dokładność oraz oddanie w modlitwach, kierowanych głównie do dwóch bogiń, Semele i Dyrios. Panią Księżyca ofiarami chciała przekonywać do bezchmurnej i pięknej nocy, żeby jej brat po polowaniu mógł bezpiecznie wrócić do domu w blasku satelity. Zaś Dyrios, panią deszczu, ulew i mżawek błagała o drobny deszcze co kilka dni, żeby piękna róża rosnąca przed domem mogła się naturalnie rozwijać i pokazywać swe piękno. Kwiat ten został posadzony przez matkę rodzeństwa, gdy Kalios był jeszcze małym dzieckiem i dopiero uczył się chodzić. Malkae żartobliwie nazywała roślinę bliźniakiem brata, gdyż oboje mieli prawie tyle samo lat.
   Gdy dotarła do nich wieść o zbliżających się wojskach perskich, niezwłocznie zaczęli działać. Malkae umieściła wszystkie cenne przedmioty w domu, zaś zwierzęta ukryła w, tylko jej znanych, pobliskich jaskiniach, razem z żywnością dla nich i dla siebie. Wiedziała, że brat nigdy by się nie ukrył, ani nie uciekł, patrzyła, tylko ze smutkiem, jak opuszcza Khalkis wraz z grupką mężczyzn, gotowych do dołączenia do armii greckiej. Po dwóch dniach, kobiety, dzieci i starcy także opuścili miasteczko ze wszystkimi, co posiadali. Pozostała tylko ona, jej zwierzęta oraz niczym niezmącona cisza, jakby zapowiadająca wkrótce wielkie walki.
   Kobieta czekała więc na rozwój wydarzeń, jednocześnie modląc się do całej dwunastki olimpijskiej o pomyślność dla brata i misji, jaką wyznaczyła mu Fortuna, bogini losu. W trzeci dzień jej próśb, usłyszała odgłosy i parsknięcia koni oraz radosne, lekko pijackie wrzaski mężczyzn. Gdy przełamując lęki, wyjrzała zza krawędzi jaskini ujrzała oddział perski, świętujący przejęcie kolejnej, niczym niewinnej wioski. Gorąca fala wściekłości zastąpiła strach w jej sercu, gdy ujrzała różę przed domem. Kilku z żołnierzy nie przypadkiem nastąpiło na roślinę i łamało jej piękne łodygi i liście, zaś wszystkie płatki leżały rozsypane na ziemi. Gdyby nie opanowanie, które szkoliła w swojej osobowości od wielu lat, pewnie wybiegłaby z jaskini i starałaby się coś robić, zamiast obserwować niszczenie krzewu. Nie mogąc znieść tego widoku z powrotem wróciła do zwierząt, żeby coś zaradzić na ranę na ciele cielaka.
   Z leczenia zwierzęcia wyrwał ją krzyk jakiegoś mężczyzny, niedaleko wejścia do jaskini. Gdy wyszła z jamy zobaczył go jakieś dwadzieścia metrów od niej, z nogą utkniętą w szczelinie. Był to jeden z żołnierzy, poznała to po jego ubraniu, jednak zachowywał się inaczej. Nie zataczał się, ani nie chwiał, jak pozostali, co znaczyło, że nie wypił tyle wina, ile zazwyczaj podczas uczt, pił prawdziwy Pers. Prócz tego, zamiast wiercenia się w szczelinie i pogłębiania swojej nogi miedzy skałami, stał spokojnie i przypatrywał się głazom, jakby zastanawiając się gdzie jest ich słaby punkt i jak mógłby się uwolnić. Tak nie robił żaden prawdziwy Pers, Malkae była tego pewna. On pewnie by wrzeszczał i starał się natychmiast wyjąć nogę, pogłębiają ją w szczelinie. Zastanawiała się, jak mu pomóc, jednocześnie nie zostając nakrytą i nie zaciągniętą do obozu, rozbitego tuż obok jej domu.
   Nim zdążyła o czymkolwiek pomyśleć, spostrzegła na sobie jego wzrok. Teraz dopiero mogła przyjrzeć się twarzy Persa albo raczej kogoś, kto jest w perskim oddziale, jak stwierdziła. Zamiast ostrych rysów twarzy, czarnych jak smoła włosów i zazwyczaj ciemnych oczu Persa, ujrzała w miarę, jak na mężczyznę łagodne rysy twarzy. Włosy były natomiast koloru piasku na plaży, a oczy błękitne jak niebo. Przez strach wstrząsnęły nią dreszcze, nie mogła też się poruszyć, ani nic wymówić. Stała tak odrętwiała, póki mężczyzna nie poprosił ją o pomoc w wyciągnięciu.
   Wahała się długo, jednak uległa w końcu, przyzwyczajona do pomagania innym. Podeszła do niego ostrożnie i powoli, upewniając się, że jest tu tylko on jeden, a reszta oddziału w obozie ponad trzysta metrów od nich. Krzaki dobrze ukrywały jej kryjówkę i jednocześnie pozwalały jej bezpiecznie oglądać ich poczynania. On, widząc jej ostrożne ruchy i ciche kroki, z uśmiechem powiedział, że nic jej nie zrobi, sam uciekł od reszty. Gdy wreszcie udało im się oswobodzić jego nogę, Malkae krzyknęła cicho ze strachu i odskoczyła od niego, widząc bijący od niego blask. Żołnierz zamienił się niespodziewanie w pięknego młodzieńca, odzianego w drogą i lekką szatę. Odparł, że tak naprawdę nie jest Persem, a bogiem sztuki, o imieniu Apollo, który każdą wioskę ostrzega, kiedy wrogie oddziały mają zamiar zaatakować. Po czym zniknął.
   Malkae jeszcze długo przed oczami stał obraz młodzieńca. Wróciwszy do jaskini, wciąż nie mogła przestać o nim myśleć. Oszołomiona jego pięknością, zachowywała się jak w sennym transie. Zapominała o najprostszych czynności, a najgorsze było to, że nie pamiętała o codziennych modłach do bogiń, które się opiekowały nią oraz Kaliosem. Zaczęła natomiast, składać ofiary Apollinowi oraz doceniać sztukę i piękno muzyki, których był patronem.
   Rozgniewane i zazdrosne zachowaniem kobiety, boginie, postanowiły, że odtąd nie będą już opiekować się ani Malkae, ani jej bratem. Małe deszczyki przestały już spływać na zniszczoną, ale wciąż w stanie do regeneracji róży, natomiast Księżyc rzadko się teraz wychylał zza chmur. Malkae zbyt przejęta bogiem sztuki, nie zauważyła tych zmian i nadal oddawał mu hołd.
   I pewnie trwało by to dłużej, gdyby nie wieczór, który zmienił wszystko. Poprzedniego dnia spora grupka oddziału opuściła wioskę, która krzykami i hałasami obudziła Malkae z nocnego snu. Wyszła na moment z jaskini, żeby przyjrzeć się, co żołnierze robią i jak się okazało, szykowali się do podboju kolejnej wioski. Niespokojna, jakby czując, że stanie się coś niedobrego, usnęła urywanym snem w jamie. Gdy Księżyc był już na niebie następnej nocy, ponownie usłyszała wrzaski i odgłosy mężczyzn, jednak teraz były one bardziej radosne niż poprzednio. Ukryła się za wielkim krzewem przed jej kryjówką, jednak postawione w nowym miejscu namioty dobrze zakrywały widok. Wykazując się wielką odwagą, przebiegła mały kawałek od rośliny na tył namiotu i stamtąd wyjrzała na plac, gdzie zapalono ognisko, a wokół ustawiła się duża część Persów.
   Spochmurniała, słysząc, o czym głośno rozmawiają, gdyż tematem były dwie nowo zdobyte wioski i zabicie oddziału wojska greckiego. Już miała odejść z powrotem do jaskini, gdy zamarła słysząc, co mówi, jak jej się zdawało, główny dowodzący oddziałem. Chwalił się on skróceniem życia jakiegoś mężczyzny, który był bardzo waleczny, ale nie dość, żeby pokonać Persa. Miał kręcone włosy i czarne oczy. Mężczyzna głośno śmiał się z imienia dziewczyny poległego, które wypowiedział po otrzymaniu śmiertelnego ciosu. Malkae...
   Łzy gwałtownie zasłoniły jej widok i prawie, że na ślepo idąc, dotarła do kryjówki. Tam doznała olśnienia, jakże była głupia! Uległa urokowi Apollina i jemu oddawała cześć, zamiast składać ofiary Semele i Dyrios. Karcąc siebie w duchu i wycierając łzy, uklękła na ziemi i zaczęła błagać boginie o litość i wybaczenie za to, co zrobiła. Prosiła również o bezpieczną podróż duszy brata na Pole Elizejskie. Klęczała tak i modliła się całą noc i następny dzień, aż boginie dostrzegły jej skruchę i zadowolone z poprawy sytuacji znów zsyłały deszcz i odsłaniały Księżyc zza chmur.
   Malkae w żałobie po bracie, kilka dni po jego śmierci, wyszła z jaskini żeby zerwać zioła i złożyć je w ofierze boginiom. Gdy jej wzrok padł na wioskę, aż sapnęła ze zdumienia. Żołnierzy nie było! Musieli widać już wyruszyć na podbicie Aten nad ranem, gdy Malkae usnęła po ciężkim dniu. Z ulgą, prawie radosnymi krokami, podbiegła pod dom i sprzed drzwi wzięła na ręce wszystkie drewna, jakie zostawili po sobie Persowie, poczym ułożyła je na dużym stosie przed różą. Wziąwszy kilka płatków z cennej dla niej krzewu, wrzuciła je na stos, poczym zapaliła je. Wznosząc oczy i ręce ku niebu, po raz pierwszy w życiu, zaczęła prosić boginie o okrutną zemstę na Persach, szczególnie na dowódcy oddziału, który zabił Kaliosa. Wykrzykiwała te prośby w górę, póki tchu jej nie brakło i nie usiadła skonana na ziemi przed płomieniami. Resztkami sił zdążyła jeszcze bezgłośnie trzy razy wymówić błaganie, gdy zmęczona, usnęła na ziemi.
   W tym czasie, Semele i Dyrios zastanawiały się w jaki sposób pomóc Malkae. Były przekonane, że należy coś czynić, bo ta kobieta była jedną z nielicznych, którzy zamiast oddawać cześć wyłącznie dwunastce olimpijskiej, składała ofiary im, jak ich inni nieśmiertelni nazywali, drugorzędnym boginiom. Po długich namysłach, ustaliły plan, musiały jedynie zaczekać, aż bóg Helios ze swoim rydwanem zbliży się do końca wędrówki. Gdy to już nastąpiło, pierwsza swe działanie zaczęła Semele.
   Zmusiła ona Księżyc, żeby ukrył się za chmurami. Dzięki temu wojsko perskie, które złączyło się w Nerethor i zbliżało się do Aten, widziało już nie tak dobrze jak wcześniej teren, ale jedynie zwolniło swoje tempo. Nadal jednak byli gotów do bitwy. Teraz nadeszła druga, trudniejsza część planu, którą miała wypełnić Dyrios. Jej zadaniem było stworzenie czegoś, co uchroniłoby Ateńczyków od zguby i pokonało Persów. Stworzyło więc między oddziałami niewinną parę, a następnie skropliła ją, tworząc coś, czego jeszcze nigdy nie było – mgłę.
   Zdezorientowani żołnierze, nie widząc kompletnie nic, bo dzieło bogini ulew i deszczy zasłoniło wszystko, a Księżyc ukrył się za chmurami, zaczęli atakować siebie nawzajem, nie wiedząc, czy zabijają swego brata, czy może wroga. Ze wszystkich najgorzej miał dowódca, któremu boginie przygotowały coś specjalnego. Pani Księżyca wywarzyła trującą substancję z jej tylko znanych składników, natomiast Dyrios zamieniła truciznę w gaz i zmieszała go wraz z tą częścią mgły, gdzie znajdował się mężczyzna. On natomiast, dusząc się i kaszląc, powoli tracił siły, aż wreszcie martwy padł na ziemię, zaledwie dziesięć metrów od miejsca, gdzie zabił brata Malkae.
   Sama kobieta śniła na jawie. Nie wiedziała dokładnie, gdzie się znajduje. Jej oczom ukazała się tylko krwawa rzeź, jaką robili sobie nawzajem Persowie we mgle, której nigdy jeszcze nie widzieli. Tak samo, jak zafascynowana tym Malkae. Nie umiała rozpoznać niczyjej twarzy, poza jedną, już martwą, należącą do mężczyzny, który najwyraźniej został otruty, o czym świadczyły brzydkiego koloru ślady na ciele. Kobieta nie czuła wstrętu, tylko dziwną satysfakcję, która sama ja przerażała.
   Przypatrywała się dowódcy, dopóki nie zauważyła jakiegoś blasku za plecami. Gdy się odwróciła, ujrzała swego brata, w co nie mogła uwierzyć. Nic on nie powiedział, jedynie pomachał z daleka i uśmiechnął się, poczym odwrócił i zniknął. Kobieta odebrała to jako ostatnie pożegnanie i zanim jeszcze, jego blask zniknął, odmachała mu. Po czym, obudziła się gwałtowanie na wilgotnej od deszczu ziemi, przed niepalącym się już ogniskiem. Z ulgą i delikatnym uśmiechem na ustach, wstała i skierowała się do jaskini, żeby zwierzęta przyprowadzić z powrotem do domu.

~*~
The end.
Mam nadzieję, że zbytnio nie bolało. Daję tekst trochę niedoszlifowany, bo teraz widzę kolejne błędy (po kilku miesiącach~), ale mam nadzieję, że się jakoś przypodobał.
Tak jak ostatnio - jak nie pasuje, to przenieść. Czepiać się nie będę za bardzo :P. Ja zwyczajnie lubię dostawać komentarze o tym, co robię. Ave Hakkai!
Peace.

Offline Japaho

  • Wiadomości: 13
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Atomowa zabawka
Odp: To znowu ja!
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 14, 2007, 10:16:18 pm »
niestety ale srednie, mimo to mysle ze gdybys troche popracowal i poczytal kilkanascie ksiazek to moglbys troche sobie wyrobic wyboraznie i przelac ja nastepnie na papier. Mysle ze zadatki  na to masz. Jak narazie kiepsko ale nie poddawaj sie, uwazam ze bedzie wspaniale !! Pozdrawiam

Offline lilithus

  • Wiadomości: 21
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • icky thump.
Odp: To znowu ja!
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 14, 2007, 10:27:39 pm »
Poprzednie bardziej mi się podobało. A najbardziej to zdanie: ,,Nie, nie chodzi mi o to, że wczoraj zamordowano mi przyjaciela w moim mieszkaniu." ;)

Offline Blue Red

  • Wiadomości: 45
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
  • "Peace, love and lol ... to everyone!~" ^^
Odp: To znowu ja!
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 14, 2007, 10:35:49 pm »
Japaho. Jestem ona. Od tego zacznę, pyłć żeńska. Widać to już we wstępie chociażby ;)

Czytam dużo. Bardzo dużo. Więc nie zarzuć mi, że powinnam mieć za sobą kolejnych kilkanaście, by wiedzieć, jak się idealnie pisze. Wiedzieć można, przelać zawsze jest trudniej. A wyobraźnię też mam. Serio. Inaczej nie potrafiłabym wymyśleć tylu różnych rzeczy na 20 zazwyczaj rysunkach dziennie :P.

Darn. To z tymi ksiązkami to zabolało. Sniff. W końcu przez nie noszę okulary, bo na tyle wzrok zmęczyłam przy wchłanianiu kolejnych tekstów.

Poddawać? Mua? Co ty. To ja ludziom wciskam naokoło, by jak coś zaczęli robić i chcą być mistrzami, to mają nieprzerwanie ćwiczyć. Wiem to z doświadczenia z rysunków najlepiej (ostatnio znalazłam zeszyt z bazgrołami sprzed 4 lat. Omfg.), więc poddawać się nigdy. To nie mój styl :P

Lilithus. Dzięki. To tylko zadanie domowe, to tutaj. Nie miał to być majsterszyk, ani coś, co ma się zachować dla pokoleń (bo "Kawy" to kilka kopii zrobiłam, by, broń Boże, mi się nigdy nie skasowała przypadkiem bezpowrotnie).

Kto wie, jak mnie najdzie, to możliwe, że znów zrobię jednostrzałowca. Czasem mi się zdarza. Więc czekać ^^

P.S. Nadal to przeżywam z tymi książkami. Będę miała traumę chyba. Darn. To boli jednak, hmpf. Moje kochane książki ...


« Ostatnia zmiana: Czerwiec 29, 2010, 03:32:19 pm wysłana przez My way »