Autor Wątek: Maska  (Przeczytany 4210 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Tewam

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 217
  • Reputacja: +233/-66
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pisarzyna =]
    • http://www.johncrazy.webpark.pl
  • GaduGadu: 1710502
  • Gildia: Smile Corp
  • Nick nKDR: Tewam, Lune
  • Nick rKDR: Zandu
Maska
« dnia: Wrzesień 17, 2007, 09:23:12 am »
Z góry zaznaczam, że opowiadanie jest długie i nie można spodziewać się humoru podobnego do zawartego we wcześniejszym fanficu...

*****************************************************************

Plusk...
Kolejny odpadek wyleciał z jednego z okien prosto do wartkiego strumienia miejskiego rynsztoku. Miał on rychło spłynąć do olbrzymich kanałów miejskich, wybudowanych jeszcze za czasów Tristana I. Jednak coś było nie tak... I to na dodatek było nie tak już dość długi czas. Woda wraz z pływającymi w niej odpadami unosiła się jak ogromna kałuża nad kamiennym brukiem ulic stolicy. Od kilku tygodni stan ten utrzymywał się, sprowadzając na miasto setki nieznanych do tej pory chorób. Ilość zamieszkującej ten obszar ludności, zmniejszała się z każdym dniem by w finale zamienić się w zero. Do miasta przybywało wielu znanych lekarzy z odległych miast czy nawet spoza granic Midgardu, jednak żaden z nich nie mógł pomóc dopóki nieczystości zalegały na ulicach. I chociaż z początku ignorowano problem, myśląc zapewne, że ilość wody jaka nagromadzi się na powierzchni prędko usunie nieznaną przeszkodę, to wraz z kolejnymi dniami ludzie sami mogli zobaczyć jak bardzo się pomylili.
Obecny król chcąc zapobiec zniszczeniu swojego ukochanego miasta ogłosił kolosalną nagrodę dla śmiałka, który rozwiąże tajemniczy problem.
Wielu dzielnych wojowników wyruszyło w głąb podziemnych labiryntów by odnaleźć przyczynę nieszczęścia. Lecz żaden z nich nie powrócił już do swojej rodziny... Nawet królewska gwardia, składająca się z najwybitniejszych rycerzy nie mogła uczynić niczego ponad zniknięcie w kanałach. Wbrew wszelkim pozorom, do stolicy przybywało teraz więcej podróżnych niż kiedykolwiek. Byli to ludzie handlu, łowcy nagród, lekarze, kapłani czy też rzecz jasna złodzieje. Jednak nikt z nich nie rozwiązał niczego, a niektórzy nawet nie mieli ochoty zmieniać stanu rzeczy. Wszystko jednak zmieniło się tego jednego dnia...
Kalizar był jednym z miejskich strażników stojących wraz z Azlimem przy zachodniej bramie. Może nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby tym razem przy bramie nie stał tylko jeden z nich, ledwo podpierając się na swojej włóczni. Drugi z nich leżał ciężko chory w koszarach, nie mogąc już dłużej pełnić służby w swoim stanie. Lecz i ten który wciąż uparcie chronił przejscia do wnętrza stolicy nie miał się najlepiej. Podkrążone i pozbawione blasku oczy, wychudłe policzki, żółta cera to były tylko jedne z nielicznych znaków daleko postępującej choroby. Wtem zza lini horyzontu wyłoniła się jakaś sylwetka. Strażnik starał się rozpoznać poszczególne kształty tego osobnika, ale odległośc i zachodzące słońce za plecami wędrowca znacznie utrudniały to zdanie. Bynajmniej z każdą kolejną chwilą tajemniczy ktoś zbliżał się do bramy. Wreszcie wyłoniły się poszczególne kształty kostura i spiczastej czapki, jaką nosili Geffeńscy magowie. Wraz z następującymi sekundami ukazywała się błekitna szata, długie opadające na ramiona blond włosy czy też śmieszne czarne, równie spiczaste co kapelusz, buty. Był to Tewam, mag wywodzący się z Prontery. Kiedy był jeszcze małym chłopcem marzył by zostać rycerzem. Chciał chronić ludzi od wszelkich niebezpieczeństw. Niestety wbrew jego nadziejom, jego ciało nie rozwineło się w sposób właściwy i jego marzenie zostało przekreślone. Jeden z wędrownych grajków widząc tego smutnego młodzieńca poradził mu by udał się do Geffen, gdzie będzie mógł zostać magiem. Nie było to co prawda to czego pragnął, ale lepsze niż zostanie na przykład kolejnym oszustnym kupcem czy też co gorsza zwyczajnym złodziejem. Po latach spędzonych nad księgami w wieży magicznego miasta, zdał wreszcie egzamin na czarodzieja pierwszego stopnia i z tą wiedzą wracał w rodzinne strony. Wieści jakie udało mu się zdobyć tylko popędzały go do pośpiechu.
Kalizar w końcu poznał dawnego przyjaciela, i powoli usiadł opierając się o mur. Tewam niespokojnie podbiegł do niego i stanął przerażony...
- Ka... Kalizar co ci się stało? Gdzie jest Azlim? Co tu się dzieje do ciężkiego licha ?!
Strażnik powoli sięgnął do swojego pasa po manierkę z wodą, pociągnął z niej spory łyk i wysapał:
- Po co wracałeś Tewam... Po co? ... Mogłeś żyć życiem jakie sobie obrałeś... Azlim umiera... Mój czas też już niedługo nadejdzie... Nic już nas nie uratuje...
- Czemu ?! Czemu mówisz mi takie słowa ?! Sam wiesz, że nie ja wybrałem to co się stało... Co tu się dzieje ? Kalizar ?
Lecz Kalizar nie odpowiedział już więcej... Zmysły odleciały od niego jak ptaki wylatujące do ciepłych krajów. Tewam stękając uniósł w ramionach nieprzytomnego przyjaciela i ruszył prosto w stronę pobliskiej karczmy. Drzwi rozstąpiły się z trzaskiem, a zrozpaczony mag wkroczył do środka wołając medyka.

***************************************************

A więc i rycerze nie byli w stanie zniszczyć kryjącego się w podziemiach zła... - myśli Tewama były zaprzątnięte jego zniszczonymi marzeniami. Siedząc nad leżącym w łóżku chorym przyjacielem zdawał się odpływać w wizje prorocze, które bynajmniej nigdy nie powinny się sprawdzić. Widział zniszczone miasto, porosłe mchem i w połowie zalane gnijącą wodą pełną ludzkich szczątków i śmieci... Widział zamek na którym zwisają podarte i już wyblakłe czarne flagi oznaczające przecież żałobę... Widział t...
- Przepraszam pana? Pan się dobrze czuje?
Błękitno-morskie oczy Tewama wróciły do rzeczywistości i bystro spojrzały na pytającego:
- Eee... O co pa... A tak, oczywiście. Wszystko w najlepszym porzadku - przełknął ślinę i wskazując na leżacego - A co z nim będzie?
- Nic nie da się zrobić... Kolejny beznadziejny przypadek. Dopóki stan miasta nie ulegnie poprawie nie można go będzie uratować.
- Jak to ?! Nie można wywieźć stąd chorych do innych miast ?
Doktor spokojnie spojrzał w przepastne oczy maga.
- Wszystkie szpitale w pobliskich miastach i tak są już pełne, a znaleźć środek transportu mogli by tylko najbogatsi mieszkańcy... - potem dodał chłodno - A niestety pański znajomy do nich nie należy.
Tewam zacisnął w gniewie rękę na swoim kosturze. Wstał i zszedł do sali poniżej. Ze swojej sakiewki wysypał wszystko, co miał i położył na blacie przed karczmarzem.
- Trzymaj go tutaj na ile starczy ci tych pieniędzy, a jeżeli się skończą to dopłacę później.
W oczach maga rozbłyskały groźne płomienie gniewu. Morska toń oczu zmieniła się w płomienny sztorm, którego nic nie mogło powstrzymać. Mag wszedł na najbliższy stołek i gromkim głosem wykrzyczał:
- Co się z wami ludzie dzieje ?! Czemu siedzicie tutaj bezczynnie, gdy umierają wasi bracia ?! Czemu nie chwytacie za broń w obronie kobiet i dzieci ?! Jeżeli pójdziemy razem, będziemy w stanie uratować stolicę i jej mieszkańców !
Nikt jednak nie zareagował na tę mowę... Ci którzy przed chwilą głośno przechwalali się na temat swoich bohaterskich czynów, jedynie pospuszczali głowy nad kuflami pełnymi piwa. Wspaniali, jak się mogło przed chwilą wydawać, wojownicy odwrócili się do maga plecami. Tewam nie mógł uwierzyć w to co widzi... Jak to możliwe, że ten kraj przetrwał tak długo mając tak tchórzliwych poddanych ? Ręce powoli opadły, a płomienny żar oczu zmienił się w kupkę popiołu. Nagle ktoś chwycił Tewama za ramię. Ten odwrócił się i drobny, ale spokojny, odrobinę smutny uśmiech zawitał na jego obliczu. Tym który odpowiedział na jego wezwanie był gildijny kapłan. Albowiem Tewam należał do zgromadzenia zwanego "Eternal". Wieczność jaka zawarta była w jego nazwie dla każdego z członków znaczyła co innego. Dla jednego było to wieczne życie, dla drugiego wieczne szczęście, a dla innego wieczne picie. Ale dla maga była to wieczna sprawiedliwość. Nie potrafił przejść obok osoby cierpiącej, by chociaż nie spróbować jej pomóc. Czarodziej wiedział, że kapłan Duo nie był złym człowiekiem. Bez słowa zrozumieli siebie nawzajem i pewnym krokiem ruszyli w stronę mrocznego wejścia do podziemi. Na zachód od Prontery stał mały kamienny posterunek. To właśnie w jego wnętrzu znajdował się właz do miejskich kanałów. Kamienna płyta zwykle chroniąca otwór wejściowy, była rozbita na drobne kawałki. Dookoła leżała połamana broń i powyginane tarcze. Całość podkreślała zaschnięta na podłodze krew...
- Teraz nie ma już odwrotu... - tu Tewam spojrzał znacząco na towarzysza, a ten skinął delikatnie głową.
Dzierżąc w dłoniach pochodnie powoli zaczęli swą wędrówkę po kamiennych schodach w bezdenną czeluść... Wraz z każdym krokiem powietrze stawało się coraz bardziej stęchłe, a pochodnie dawały coraz mniej światła. W końcu zgasły zostawiając dwóch śmiałów w zupełnej ciemności. Mag powoli przywarł do obrośniętej obślizgłym porostem ściany i nawołując kapłana do tego samego, ruszyli dalej. Każdy krok wydawał się trwać w nieskończoność. Ciągły chlupot pod nogami, odgłosy kapania czy też dziwnego skrobania sprowadzały na wędrujących prawdziwe szaleństwo. Wreszcie dotarli do systemu metalowych rur. Z nieznanego powodu ciemności były tu mniejsze niż we wcześniejszych kamiennych korytarzach. Źrenice rozszerzyły się do granic możliwości przyzwyczajając oczy do panujących w kanałach warunków. Śmierdząca woda nie sięgała tutaj wyżej niż do kostek, a nie zalana część podłogi zdawała się poruszać... Niezliczone zastępy żuków, stonóg, skorków tworzyły ruchomą wykładzinę metalowej powierzchni. Był to co prawda niecodzienny widok, ale mag nie miał czasu na dogłębną analizę tego zjawiska. Bez wahania postawił nogę w morze żyjątek. Chrupot rozgniatanych owadów rozległ się głośniej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. W głębi jednej z pobocznych rur rozległ się głośny terkot i po chwili wyleciał z niej granatowo-czarny karaluch wielkości dużego psa. Dla maga nie była to pierwszyzna. Na swoim teście bojowym walczył z takimi bestiami, bynajmniej nie mógł zrozumieć co robią one tak blisko stolicy. Szybko wyciągnął przed siebie kostur i wyszeptał krótką formułkę. Dwa metry nad ziemią uformowały się trzy płomienne ostrza, które z wielką prędkością wbiły się w cel spopielając go w zupełności. W tym samym momencie zewsząd dało się usłyszeć zbliżający się głośny warkot. Czarodziej odwrócił się szybko i krzyknął do Duo:
- Tego już nie powstrzymamy! Musimy biec!
Za uciekającymi, jak i również przed nimi, zbierały się dziesiątki straszliwych bestii. W rytmie monotonnej pieśni błogosławieństwa, Tewam miotał przed siebie ogniste kule, które paliły po kilku przeciwników naraz. Niestety chociaż takie zaklęcia tylko nieznacznie osłabiały maga, to jednak wciąż osłabiały. Bieg szybko zamienił się w trucht, by w końcu przerodzić się w powolny marsz. Natomiast przeciwnikom nie było końca. Nie wiadomo skąd wyrastały wciąż to kolejne chmary ogromnych owadów. Wreszcie i owady dosięgneły dwóch intruzów. Twarde jak stal żuwaczki zaciskały się na nieszczęśnikach tnąc skórę. Raz jeszcze kostur wzniósł się w górę i cały korytarz wypełnił się okrzykiem:
- Fire Wall~!
Tuż przed twarzą maga pojawiła się ognista ściana, która odrzuciła do tyłu osmalone szczątki najbliższych karaluchów. Lecz kolejne szeregi zdawały się nie widzieć zagrożenia i wciąż parły do przodu rozbijając się o magiczny twór. Bynajmniej Tewam dobrze znał limit swojego zaklęcia i wiedzial, że za parę chwil i ono wygaśnie... Nie było ratunku... Naglę za plecami maga rozległ się głośny zgrzyt. Szybko obejrzał się i ujrzał jak jego towarzysz Duo otwiera jakiś właz w ścianie rury. Nie namyślając się wiele, szybko skoczył do otworu tuż za kapłanem i rzucając jeszcze jedną ognistą kulę za siebie zamknął szczelnie przejście.
- Kiedy ty powstrzymywałeś nawałnicę, zauważyłem w ścianie te wrota. Zapewne to jest szyb pozostawiony tutaj przez budowniczych - wyjaśnił Duo.
- Jeżeli tak, to może jest tu jakieś przejście do serca kanałów - to mówiąc Tewam zaczął szukać ręką po omacku. Ręka natknęła się na okrągłą główkę dźwigni. Z bijącym sercem mag pociągnął ją w dół. W tym samym momencie podłoga zaczęła spadać z zawrotną prędkością, a wraz z nią dwaj śmiałkowie. Niespodziewanie platforma zaczeła zwalniać tempa, aż w końcu powoli zatrzymała się uderzając o kamienną posadzkę. Kolejny właz otworzył się ze zgrzytem, a oczom ukazał się ogromny labirynt kamiennych korytarzy poprzeplatanych rurami. A jako, że byli na drobnym wzniesieniu, widzieli w oddali, oświetloną wiecznymi pochodniami projektu starożytnych, salę główną. Tewam, wspominając chorych w mieście, niemalże siłą pociągnął za sobą kapłana kończącego właśnie rzucać zaklęcie regeneracyjne. Droga wydawała się prosta, bo w całym labiryncie nie było żywego ducha. Jedynie zakrwawiona podłoga czy części pogubionego ekwipunku mogły sprowadzić pewne wątpliwości. Jednak jak to zwykle bywa, tak i teraz, to co piękne szybko się zakończyło. W chwili gdy w oddali zamigotały niewyraźne zółte poświaty pochodni, ukazał się również ogromny plac dzielący intruzów od celu ich wędrówki. Problemem było to, że plac ten był pełen gigantycznych karaluchów. Jak zahipnotyzowane stały równymi rzędami uniemożliwiając przejście. Mag powoli zdjął z pleców kostur i rozpoczął recytacje niemal zapomnianych w dzisiejszych czasach słów magicznych. Wiedział, że z tej wyprawy raczej już żywy nie wróci... Nie miał nic do stracenia, a mógł jeszcze ocalić miasto przed totalną zagładą... Laska emanowała naprzemiennie białym i czerwonym światłem. Powietrze stawało się dziwnie wibrujące i ciężkie. Wreszcie z postaci maga wystrzeliła ogromna świetlna fala rozchodząca się błyskawicznie we wszystkich kierunkach. Owady zauważyły zagrożenie i zaczęły szarżę na czarodzieja. Ale zaklęcie zostało już rzucone i nic nie mogło powstrzymać tego co miało się stać. Nad całym placem otworzył się ogromny portal. Mag raz jeszcze uniósł swą broń w górę i z całej siły wykrzyknął:
- Meteor Storm~!
Laska wypadła mu z rąk, a on sam przewrócił się z wyczerpania. Duo jednak wciąż stał i patrzył na dzieło zniszczenia dokonywane przez swego towarzysza. Oto w chwili, gdy przebrzmiały ostatnie dzwięki okrzyku z głebi portalu wynurzył się ogromny zalany płomieniami kamień, który z impetem runął w ocean przeciwników. Piski umierających robali, huk zderzenia, odgłosy rozsypującego się gruzu zlały się w jedno wprowadzając w drżenie całą budowlę. Zaraz po pierwszym meteorze wyleciał kolejny, za nim następny i tak do dziesięciu... W chwili, gdy spadł ostatni z nich, na placu, a raczej tym co z niego pozostało, nie było już żadnego żywego przeciwnika. Wciąż jarzące się kawałki kamienia rzucały światło na całą salę. Kapłan wciąż nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Tam gdzie przed chwilą był kamienny plac, obecnie rozciągało się olbrzymie rumowisko pełne kraterów i wyrw. Skwierczenie palącego się truchła i nieliczne piski dogorywających przeciwników były jedynym dźwiękiem przerywającym ciszę. Tewam leżał nieprzytomny na ziemi. Duo nucąc pieśń leczniczą rozpoczął zabieg ratujący życie czarodzieja. Jego ręce rozświetliły się zielonym światłem. Po krótkiej chwili mag usiadł, czekając na pełną regenerację sił. Jednak coś nie dawało mu spokoju...
- Duo... Słyszysz to dudnienie ?
Kapłan spojrzał wyraźnie zmartwiony na towarzysza.
- Zaklęcie zbyt mocno cię wyczerpało, przyjacielu... Musisz jeszcze chwilę odpocząć.
Bynajmniej dudnienie w uszach czarodzieja nie znikało. Przeciwnie. Z każdą sekundą zdawało zdwajać swą siłę. Drobne kamyczki zaczeły dziwnie podrygiwać na resztkach kamiennej posadzki. Tym razem i Duo zrozumiał, że coś się dzieje. W łunie jarzących się jeszcze fragmentów meteorów można było zobaczyć, że wszystkie ściany zapełniają się schodzącymi wielkimi owadami. Wypełzały ze wszystkich zakamarków podążając do kamiennych ruin. Kapłan wstał szybko i ciągnąc za sobą wymęczonego maga ruszył w stronę głównej sali. Karaluchy osiągnęły wreszcie poziom gruntu i rozpoczął się szaleńczy pościg. Odległość między chmarą, a uciekającymi zmniejszała się w zastraszającym tempie. Duo raz jeszcze obejrzał się za siebie i podnosząc ręcę do góry wyszeptał cicho magiczne słowa pieśni. Tewam poczuł, że mimo swojego wycieńczonego ciała, mógłby teraz ścigać się z wiatrem. Kapłan uśmiechnął się i powiedział rozpoczynając ponownie bieg:
- To własnie nazywamy szybkością, magu.
Jednak mimo powiększenia prędkości, robale zbliżały się nieubłagalnie do swoich przyszłych ofiar. Dwaj intruzi ostatkiem sił dostali się w obręb serca kanałów. W tym miejscu czarodziej raz jeszcze odwrócił się i postawił ścianę ognia. Ale nic w nią nie uderzyło... W chwili, gdy ucieknierzy dostali się w obręb centrum, owady straciły wszelkie zainteresowanie ich istnieniem. Nie zważając na  zalegające dookoła martwe osobniki, zaczęły tworzyć kolejną zaporę chroniącą przed nowym intruzem. Duo zregenerował siły swoje i towarzysza po czym ruszyli odnaleźć przyczynę uszkodzenia miejskiej części podziemi. Jako, że miasto znajdowało się na wschodzie, w tą właśnie stronę się udali. W migotliwym i niewyraźnym świetle wiecznych podchodni ciągle podsycanych oliwą, dwaj śmiałkowie ujrzeli ogromną rurę nad którą widniał wykuty napis "Prontera". Całe jej ujście było wypełnione dziwną białą masą. Gdy Tewam podszedł bliżej zobaczył, że są to ogromne jaja. Ale nie było ich dziesięć czy dwadzieścia. Ich ilość mogła być prędzej liczona w setkach o ile nie w tysiącach.
- Co to ma być ? - Duo również zbliżył się do znaleziska - To jest za wielkie nawet na te gigantyczne karaluchy... Co za bestia może się z tego narodzić... ?
Jakby w ramach odpowiedzi, za plecami przybyszów rozległ się pisk jednego owada. Jednakże nie był to zwykły pisk, taki z jakim spotkali się wcześniej. Ten mógł być śmiało nazwany królem wszystkich pisków. Jego donośność pozwalała śmiało zaliczyć go do kategori ryków z jakimi nikt nigdy nie chciałby mieć do czynienia. Ale dwaj intruzi nie mieli już takiego wyboru. Kilkanaście metrów za nimi stała żywa legenda. Coś co nie miało prawa istnienia od wieków. Tewamowi staneła przed oczami księga mitycznych potworów. To własnie zbroja z jego pancerza dawała według podań, pełną odporność na magię... Paradoksalnie w zapisanej historii to właśnie czarodziej zakończył jego istnienie...
Przed nimi stał "Golden Thief Bug" nazywany tak z powodu jego złotego koloru. Olbrzymi karaluch na miarę wielkości trzech słoni stojących obok siebie. Jego ślepia lśniły rubinową czerwienią. W prawym oku tkwiła strzała, a oba boki były porysowane od cięć mieczem. Mimo tych ran wyglądał majestatycznie, a zarazem przerażająco. Mag szybko wyciągnął przed siebie kostur i ponownie jego końcówka zaczeła emanować na zmiane czerwonym i białym światłem. Duo chwycił go ostrzegawczo za ramie, chcąc tak jakby przypomnieć co stało się, gdy użył tego ostatnim razem.
- Nie martw się... Tym razem będzie ich mniej - szybko powiedział Tewam i wrócił do recytowania magicznych formuł.
Nad wciąż stojącym w miejscu potworem uformował się portal. Z jego wnętrza wyleciał olbrzymi meteor. "Golden" jakby przeczuwając zagrożenie, rozjarzył się nagle złotym światłem, tworząc coś na rodzaj bariery. W końcu ognisty kamienny blok dotarł do celu... rozbijając się o światło jak bańka mydlana. Tak samo trzy kolejne rozpadły się, nie zadawszy przeciwnikowi żadnych strat. Bestia ruszyła na dwóch agresorów szaleńczym truchtem. Mag, choć trochę zmęczony, wyszeptał następną magiczną formułkę i przegrodził potwora od siebie lodową ścianą. Bynajmniej nie była to żadna przeszkoda dla mitycznego stwora. Jednym uderzeniem rozbił w drzazgi magiczną zaporę. Drobne kawałki lodu wbiły się w pancerz. Rozwścieczony bólem potwór rozpoczął szaleńczą szarżę na maga. W ostatniej chwili kapłan odepchnął zmęczonego czarodzieja, ale przez to sam otrzymał potężny cios. Złoty karaluch kontynuował atakowanie Duo. Tewam zaczął szykować się do następnego czaru.
- Ani mi się waż Tewamie! - to wykrzykując kolejny raz ledwo sparował uderzenie tarczą - Uciekaj póki jeszcze możesz! Zaraz do cieb...
Lecz nie było mu dane dokończyć tych słów. Monstrum uderzyło tak mocno, że część poszarpanego pancerza przebiła tarczę, zanurzając się głęboko w ciele kapłana. Kolejne głuche uderzenie o ścianę oderwało ofiarę wraz z kawałkami złota w torsie. Ironio... Ludzie zawsze pragną tego złowieszczego kruszcu, a gdy go wreszcie otrzymują oznacza to śmierć. Tewam żałował teraz każdego kroku postawionego w kanałach Prontery. Ile by dał, by nie widzieć gasnących oczu przyjaciela... Lecz teraz nic nie dało się zmienić. Smutek i żal w jednej sekundzie zostały zastąpione chorobliwą nienawiścią i pragnieniem zemsty. I chociaż ta połyskliwa poczwara pędziła teraz prosto na niego, to on stał niewzruszony z oczyma wpatrzonymi w swój mieniący się błękitnym światłem kostur. Gigantyczny robal znajdował się już około metra od maga, gdy nad walczącymi raz jeszcze otworzył się portal. W mgnieniu oka z jego wnętrza wydostała się śnieżna burza spychająca potwora w okolice centrum zawiei. Lodowaty wiatr wręcz zdmuchiwał z bestii świetlistą barierę. Laska raz jeszcze rozbłysła turkusowym światłem. Żywioł wzmógł się, dmiąc potężnie i sypiąc ostrym tnącym gradem. Tewam z falującymi wśród śniegu włosami patrzył chłodno na wyjącego w mrozie stwora... W powietrzu formowały się kolejno sople lodu, które wbijały się głęboko pod pancerz "Goldena". Czas działania czaru w końcu minął, a mag upadając na kolana głośno sapał. Olbrzymi owad leżał bez ruchu naszpikowany lodowymi igłami. Tewam powoli wstał i zbliżył się do pokonanego przeciwnika. Nienawiść w oczach wygasała zmieniając się w zimną pustkę. Kolejny raz w historii świata to właśnie czarodziej zabił tę straszliwą bestię. Lecz za taką cenę... Mag spojrzał na ciało swojego drogiego przyjaciela. Pochylił się nad ciałem i cicho łkając zamknął sztywne powieki umarłego. Gdzie zmierza ten świat skoro na prawych bohaterów czeka jedynie cierpienie i śmierć... Kapłan do końca walczył o swoje życie tamując rękami, skrzepłą już teraz, krew. Nieopodal pola walki leżały zwłoki uczestników wcześniejszych ekspedycji. Pokryte dziwną galaretowatą masą miały zapewne służyć jako pokarm dla larw złotego potwora. Dotychczasowi strażnicy dostępu do głównej komory, ruszyli teraz ze wszystkich stron do swojego martwego króla. Tewam chwiejnym krokiem podszedł do zatkanej jajami rury. W oczach migotały mu czarne plamy, a od utraty przytomności dzieliła go jedynie chwila. Drżącą ręką podniósł laskę do góry po czym wystrzelił ostatnią ognistą kulę. Ciemność była ostatnią rzeczą jaką widział po rzuceniu zaklęcia mag. Usłyszał za to odgłos własnego upadającego ciała, eksplozję, skwierk palonych potomków złotego monstrum, przeraźliwy pisk tysięcy karaluchów i łoskot wpadającej do pomieszczenia wody. Hektolitry śmierdzącego płynu zalały cała salę pochłaniając wszystko co się w niej znajdywało...

**************************************************************

- Hej! On otwiera oczy!
Ludzie z całego pomieszczenia zbiegli się do leżącego na łóżku. Tewam widział dookoła siebie nieznajome twarze. Pamiętał, że jest magiem... I nic poza tym. Kiedy tylko próbował sięgnąć pamięcią do lat dzieciństwa czy chociaż ostatnich paru dni odnajdywał pustkę.
- Gdzi... Gdzie ja jestem ? - zapytał drżącym ze słabości głosem.
- W lecznicy zamku w Pronetrze - odpowiedział łagodny głos siedzącej obok niego arcykapłanki.
- Co... się stało ?
- Naprawdę niczego nie pamiętasz? - zmartwienie odbiło się na twarzy kobiety - Ludzie twierdzą, że jako ostatni zstąpiłeś do kanałów Prontery i udało ci się rozwikłać problem. Wyłowili cię wynajęci do penetracji podziemi najemnicy.
- Ile spałem ? - mówiąc czuł jak z każdą chwilą wracają mu siły.
- Niespełna tydzień - delikatnym ruchem zmieniła mu leżacy na czole kompres.
Nagle drzwi rozwarły się i do pokoju wkroczył herold.
- Jego wysokość Tristan III, Władca Midgardu - ogłosił, po czym usunął się na bok. Zaraz po tej zapowiedzi w towarzystwie paladyna i arcymaga do sali wszedł silnie zbudowany mężczyzna o kruczoczarnych, z drobnymi siwymi pasemkami, włosach. W stalowych oczach tkwiła troska, ale i coś co budziło respekt. Gestem dłoni powstrzymał przed podejściem swoich doradców.
- A więc to tobie zawdzięczam ratunek, magu - aksamitny niski głos sączył się z ust przybyłego - Jak się zwiesz, bohaterze?
- Jestem Tewam, królu...
Tu rzecz jasna padło kilkanaście zdań wychwalających pod niebo leżącego. Władca cichym szeptem skonsultował z opiekunką stan zdrowia miejskiego herosa, a potem dodał już głośniej:
- A więc postanowione. - Tu odwrócił się w stronę służby - Dziś urządzamy przyjęcie maskowe z okazji powrotu do sił naszego zbawcy.
W tym momencie jeszcze raz spojrzał na czarodzieja.
- Sto tysięcy złotych monet nagrody zostanie ci wypłacone jeszcze przed wieczorem.
Złoto... Było coś w tym złowieszczego... Ale mag czuł, że to właśnie w nim tkwi tajemnica jego pamięci. Kiwnął więc tylko głową na znak aprobaty i ponownie zapadł w kojący sen.

***********************************************************

Słońce już zaszło, gdy Tewam otworzył oczy po raz kolejny. Zaiste wspaniała jest moc lecząca kapłanów. Obok łóżka leżała piękna błekitna szata z kryształowymi ozdobami i wyszytym złotą nicią godłem królewskim. Nałożył na siebie przygotowane ubranie i wyszedł przed komnatę. Czekał już na niego jeden z zamkowych lokajów. Zaprowadził go na dziedziniec zamkowy. Tam stały już stoły suto zastawione wymyślnymi jadłami. Tysiące gości stało wśród nich czekając na znak rozpoczęcia zabawy. Mag przelotnym spojrzeniem przeczytał ogromną kamienną tablicę postawioną przy wejściu do zamku.

       
† Pamięci tych którzy swe życie oddali w walce
 z nieznanym wrogiem w kanałach Prontery,
 a także tym którzy zginęli z powodu plagi jaką awaria
powyższych podziemi przyniosła. †
                 † Niech tragedia ta nigdy nie popadnie w zapomnienie. †

Drobne ukłucie przeszyło serce czarodzieja. Nie wiedział czemu, ale nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego ten napis jest również tak ważny dla niego... Jednak herold nie dał mu czasu na refleksje.
- Nasz bohater, zbawca Prontery, czarodziej Tewam!
Rozległy się gromkie brawa. Mag został niemal wepchnięty na drewnianą scenę, gdzie stał już jeden ze stołów, przy którym siedział król i najważniejsze persony w mieście. Na podeście stały wyłożone maski, z których mógł wybrać jedną dla siebie. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na wyczekujące zabawy i napitków twarze. Sam nie potrafił już się uśmiechnąć. Chociaż wiedział, że należy to zrobić, to nie potrafił się przemóc. Raz jeszcze pomyślał: "Moje problemy nie powinny być ich smutkiem..." i wybrał maskę z wymalowanym uśmiechem zgoła paradoskalnie kryjącym jego prawdziwe uczucia.
- Czas na zabawę! - wykrzyknął król, a niebo rozświetliły setki fajerwerków...
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 18, 2007, 08:29:20 pm wysłana przez Tewam »

Yuen

  • Gość
Odp: Maska
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 17, 2007, 10:22:45 am »
Czemu takie krótkie? ~~ !!!?!
Podoba mi sie bardziej niz poprzednie z czystym sumieniem mogę powiedzieć. Ma klimat imo więcej ozdobników niż treści miejscami, ale nie przeszkadza.
I taka myśl podczas całego czytania sie mnie trzymała - odcinek zabijania GTB z RtA (Ragnarok the Animation) nie wiem czemu >.< ale z taką fabulą jak tu przedstawiona wyglądałoby to o wiele wiele lepiej ~~
życzę powodzenia w dalszym tworzeniu bo domyślam się ze to nie ostatnie opowiadanie :>

Offline Melania

  • Wiadomości: 65
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
Odp: Maska
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 17, 2007, 01:56:22 pm »
bardzo dobre :) aż mi się smutno zrobiło jak kapłan umarł  :'(
hmm w pewnym momencie czytania miałam nawet dziwne skojarzenie z sytuacją na kdr, może u nas też jakaś zaraza panuje(joke;))
liczę, że będziesz pisał dalej(i niedługo znów coś Twojego przeczytam) :) potrafisz tworzyć odpowiedni klimat w swoich opowiadaniach aż chce się wejść na ro i przeżyć to po swojemu ;)

Offline Tewam

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 217
  • Reputacja: +233/-66
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pisarzyna =]
    • http://www.johncrazy.webpark.pl
  • GaduGadu: 1710502
  • Gildia: Smile Corp
  • Nick nKDR: Tewam, Lune
  • Nick rKDR: Zandu
Odp: Maska
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 17, 2007, 11:49:25 pm »
Hyh... no dziękuje za miłe słowa. Bynajmniej życie znowu ukazuje starą prawdę, że masy lubią prace krótkie, dowcipne i zgoła niewymagające wiele od czytelników :/ Może i niepotrzebnie zrobiłem taką "reklamę" na samym początku ...

Offline arabeska

  • Wiadomości: 46
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
Odp: Maska
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 18, 2007, 09:57:58 am »
Na początku, "rychło spłynąć" brzmi lepiej, imo.
"labiryntów by odnaleść przyczynę nieszczęścia" - odnaleźć ;d
"Może nie było by w tym nic" - byłoby.
"- Wszystkie szpitale w pobliskich miastach i tak są już pełne, a znaleść środek" - znaleźć ;d
"był gildijny kapłan. Albowiem Tewam należał do zgromadzenia zwanego "Eternal"." - ja bym przecinek dała przed "albowiem".
"Bynajmniej dla maga była to wieczna sprawiedliwość." - bynajmniej - partykuła wzmacniająca przeczenie zawarte w wypowiedzi. Blah, nie lubię jak ludzie używają słów, których nie rozumieją.

I uhm, strasznie dużo przecinków gubisz. I używasz jakoś za dużo trzykropków. I nadużywasz "bynajmniej" xP Hm. Tam gdzieś jeszcze pod koniec było "ci" wielką literą - pisze się małą, to nie list :p Tyle z błędów. Tak ogólnie to ciekawe dość było, choć przez początek nieco ciężko przebrnęłam :p Opis w kanałach już lepszy, przynajmniej jakaś akcja była.
Ludzie wolą krótkie, bo mniej do czytania, a dzisiejsze społeczeństwo to z książkami na bakier.

Offline Leonus

  • Wiadomości: 6
  • Reputacja: +0/-0
Odp: Maska
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 18, 2007, 02:44:38 pm »
Hmm, no to ja jestem zobowiązany poprawić poprawkę:
Cytuj
"Może nie było by w tym nic" - byłoby.
Niestety, z partykułą "by" jest trochę zamieszania. Otóż łącznie pisze się ją z czasownikami w formie osobowej (np. znalazłby, uciekliby), natomiast z czasownikami w formie nieosobowej oddzielnie (np. stało by się, znaleziono by). Tewam napisał dobrze, chwała mu za to.

Cytuj
"był gildijny kapłan. Albowiem Tewam należał do zgromadzenia zwanego "Eternal"." - ja bym przecinek dała przed "albowiem".
Tu też jest dobrze. Pragnę przypomnieć, kiedy stawia się przecinek. 1. Dla oddzielenia 2 zdań podrzędnie/współrzędnie złożonych. 2. Przy wyliczeniach, również gdy używamy "i" ("i z tego, i z owego..."). 3. Przy wtrąceniach ("Piłka, którą wczoraj kupiłem, kosztowała 80 zł."). Dlatego w tym przypadku Tewam również dobrze napisał.

Słowa typu "bynajmniej" faktycznie są nadużyte, przecinków brakuje w wielu miejscach. Do wielokropków bym się nie doczepiał, dodają klimatu. Reszta błędów zawsze się może zdarzyć, jak w każdej dużej pracy pisemnej.


Opowiadanie świetne, przeczytałem całe z niegasnącym zainteresowaniem. Więceeej :P

Offline arabeska

  • Wiadomości: 46
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Kobieta
Odp: Maska
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 18, 2007, 03:12:19 pm »
Ale "byłoby" też jest poprawną formą :p A ten przecinek po prostu by bardziej tam pasował niż kropka.

Offline Dagroth

  • Wiadomości: 25
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • King Nothing
Odp: Maska
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 18, 2007, 04:17:59 pm »
Oh tak Tewamie, mój drogi, twe opowieści wciągają ;) Bardzo podoba mi się prowadzenie fabuły i sam fakt, że nie musiałem ani razu zatrzymać się, aby zrozumieć o co chodzi w danym momencie autorowi. Ponadto, przyznam, że jest to pierwsze opowiadanie w uniwersum Ragnaroka, które wciągnęło mnie na tyle, abym poświęcił czas na przeczytanie go z większym skupieniem, niż jakiekolwiek inne z tych zamieszczonych na forum. I wybacz, że nie dopieprzam się do ortografii, stylu i interpunkcji, ale tak jak każdego normalnego czytającego, najprościej ujmując - pieprzą mnie takowe.
Czekam na dalsze przygody maga Tewama :)

@Arabeska
Racja, "byłoby" też jest poprawne.

Offline Tewam

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 217
  • Reputacja: +233/-66
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pisarzyna =]
    • http://www.johncrazy.webpark.pl
  • GaduGadu: 1710502
  • Gildia: Smile Corp
  • Nick nKDR: Tewam, Lune
  • Nick rKDR: Zandu
Odp: Maska
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 18, 2007, 08:32:42 pm »
Hyh... Jednak wraca mi wiara w ludzi :P Szczególnie dziękuje za te komentarze, które wytykają mi błędy (Spora część poddana eliminacji). Być może dzięki nim w przyszłości niektóre z nich pominę...
Co do przecinków. No niestety - to jest mój spory problem ;P

Kolejne opowiadanie będzie nieco krótsze i może mniej dramatyczne...
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 18, 2007, 09:34:34 pm wysłana przez Tewam »

Offline Kropas

  • Wiadomości: 184
  • Reputacja: +0/-0
Odp: Maska
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 25, 2007, 10:57:38 am »
Ahh, pięknie. Jeszcze mogłeś zrobić, że GTB card poleciało xDD ( jak w anime ). Ja nie jestem od wytykania błędów, nie lubię tego robić ( szczególnie przy czymś tak świetnym ). Widać, że umiesz pisać dwoma różnymi stylami, których nie porównam. Czekam zniecierpliwiony na następne ficki ;) A może ktoś będzie z tobą konkurował ?


« Ostatnia zmiana: Czerwiec 29, 2010, 03:33:51 pm wysłana przez My way »