Autor Wątek: Klimat  (Przeczytany 5538 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Tewam

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 217
  • Reputacja: +233/-66
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pisarzyna =]
    • http://www.johncrazy.webpark.pl
  • GaduGadu: 1710502
  • Gildia: Smile Corp
  • Nick nKDR: Tewam, Lune
  • Nick rKDR: Zandu
Klimat
« dnia: Styczeń 11, 2008, 12:52:27 am »
Hm... Czyli jak to wszystko naprawić - w kilkunastu zdaniach, złoty środek na odzyskanie świetności serwera. A również coś, czego nikt by się po kdr nie spodziewał. Poruszę także temat kopiowania itemów oraz ogólnego używania makaronów w dziejach świata.

A teraz na poważnie ;3 Powyższe wprowadzenie ma zachęcić do wejscia osoby, które by normalnie tu nie weszły :) Przed wami kolejne z moich opowiadań, odrobinę odbiegające od wcześniejszych "dzieł".

*****************************************************

A więc stało się...
Tego ranka w malowniczym "Zamku Nowicjuszy" pojawił się nowy obywatel państwa Midgard. Jego imię wzorem pradawnych bohaterów brzmiało Andarion. Świat magii, miecza i zadziwiających technologii roztaczał się dookoła. Każda rozmowa z kolejno spotykanymi ludźmi przynosiła mu niezbędną do przetrwania wiedzę. To o systemie podróży, to o umiejętności leczenia czy też o używaniu ekwipunku. W dziwnie głębokim plecaczku prędko znalazły się: czapka zrobiona z połowy jajka jakiegoś potwora, fioletowy jedwabisty strój, jedna para sandałów oraz średnio ostry nożyk. Te wszystkie przedmioty miały jedną wspólną cechę - drobną różową metkę z napisem "Novice". I chociaż wśród wielu talentów, jakie ten nowicjusz niewątpliwie posiadał znajdował się dobry gust, to niczym urzeczony, założył prędko, co tylko się dało. Zauważył przy tym dość interesującą zależność tyczącą kolorowej szaty. Wbrew wszelkiej logice bez względu na to czy powyższe ubranie założył czy też nie - wyglądał tak samo. Brązowo-żółty strój novica wesoło spoglądał na świat nie zważając na wysiłki biednego Andariona.
- Niestety skorupa nie była, aż tak miła... - mruknął pod nosem człowiek z połową jaja na głowie. Ściskając w dłoni tarczę z kory, pomalowaną na srebrny kolor (zapewne mając imitować metal), ruszył do następnej komnaty. Tam za dwoma drewnianymi ladami czekali ostatni instruktorzy. Jeden z nich nie chciał rozmawiać dopóki nie porozmawiałeś z tym drugim. Po krótkich wyjaśnieniach na temat tego, że z każdym pokonanym potworem zdobędziesz doświadczenie czyniące wojownika silniejszym zostałeś odesłany z powrotem do pierwszego. Ten zmierzył cię wzrokiem i wskazał dwu metrową górkę butelek z czerwonym płynem. Andarion mozolnie zaczął wkładać dziwny napój do swojego plecaczka, obliczając, iż zmieści się w nim około dziesięciu flakoników. Jednak po około setnej sztuce miejsca wciąż nie brakowało... W ciągu dziesięciu minut trzysta okrągłych pojemniczków znalazło się w posiadaniu nowicjusza. W tej samej chwili jakimś magicznym sposobem przeniósł się na arenę pełną dziwacznych stworzeń. Na zielonej trawie biegały bielutkie króliki, dziwne pomarańczowe i różowe galaretowe masy, ogromne gąsienice, karaluchy wielkości talerza oraz gigantyczne ruchome muchomory. Nad taflą rzecznej wody siedziały metrowe żaby, a nieopodal podskakiwały, większe od człowieka, pasikoniki ze skrzypcami i wielgachnym liściem. W głowie Andariona wciąż huczały słowa jego nauczycieli. Bez zbytnich wstrętów wzniósł swój nóż i wbił go, aż po klingę, w pobliską różową galaretkę. Nad dziwnym zwierzakiem wyświetliły się litery układające napis:
- Po.. Poring 50/50 - wydukał nowicjusz.
Tymczasem wraz z ciosem liczba pięćdziesiąt spadła do trzydziestu siedem. Rozdarcie w ciele potwora zasklepiło się w mniej niż sekundę. Jednak nie zrażony tym wojownik wciąż wprawiał swój nóż w ruch. Wciąż natychmiastowo kurując wszelkie obrażenia, potwór nagle rozleciał się na kawałki. Fragmenty zwłok zaczęły tracić wyraźność, aż w końcu zniknęły zupełnie. Zaskoczony jeszcze przebiegiem sytuacji nowicjusz zauważył, że w miejscu gdzie poległ jego przeciwnik pojawiły się jabłko i biały kamyczek. Gdy podniósł te przedmioty, nad każdym z nich ukazało się przed moment "Jabłko sztuk 1", "Jellopy sztuk 1". Po chwili obydwa znaleziska wylądowały w przepastnym plecaku. Podobna historia miała miejscu w starciu gąsienicą, która pozostawiła po sobie "Kłaki sztuk 1", "Koniczyna sztuk 1". Tych nie udało się jednak podnieść. Jeden z ogromnych karaluchów podbiegł i pożarł leżące na ziemi "skarby". Andarion odważnie pchnął nożem, a sprowokowany atakiem robak potężnie uderzył. Nowicjuszowi pociemniało w oczach. Ostatkiem sił sięgnął ręką po leczniczy napój. Lecz, gdy ręka dotknęła korka, cała butelka wraz z zawartością rozpłynęła się w czerwonej mgle. I chociaż ani jedna kropla napoju nie trafiła do ciała wojownika, to uzdrawiająca moc zadziałała. Powtarzając ten manewr kilkukrotnie początkujący mieszkaniec Midgardu pokonał straszliwą bestię. Ciało przeciwnika znikało w świetle promieni słońca, ukazując kolejno kłaki, koniczynę i "Ubranie sztuk 1". Owe odzienie było dwa razy większe od pokonanego przeciwnika. Umysł zdawał się wiedzieć, co nowicjusz widzi przed sobą, ale wszelkie próby zaakceptowania tego faktu kończyły się fiaskiem. Jedyna myśl, która uparcie przedzierała się przez wszelkie zapory ludzkiego mózgu brzmiała następująco: "Nie wiesz co to jest. Musisz użyć lupy.". I mimo, że owa informacja mogłaby śmiało konkurować ze słynną wypowiedzią Tristana II podczas jego gorączki ("Ogórki się palą. Przynieść mi fortepian."), to Andarion wyjął z plecaczka jedną z dwóch lup i zaczął powoli badać tajemniczą szatę. Z każdą minutą wyłaniał się ogólny obraz skórzanej kurtki. Gdy wreszcie z całą pewnością ubranie okazało się być tym, co było widać. Andarion spróbował założyć je na siebie. Jednakże w tym samym momencie przez jego głowę przeleciała druzgocąca myśl: "Ominąłeś pięć centymetrów kwadratowych na lewym rękawie. Musisz użyć lupy.". Chcąc nie chcąc raz jeszcze pochwycił lupę w dłoń i powrócił do nużącej czynności. W momencie, gdy ukończył pracę, szkło wzmacniane metalową oprawką i drewnianą rączką zniknęło. Jedynym dowodem pozwalającym uwierzyć, że owy przedmiot kiedykolwiek istniał była "Skórzana Kurtka sztuk 1". Nowicjusz odruchowo podrapał się po głowie i ruszył dalej przemierzając drabinkowy most. Jego kroki nie wydawały nawet najmniejszego dźwięku. Nawet, gdy mocniej tupnął odpowiadała mu jedynie cisza. Ignorując jednak wszelkie niedogodności logiczne prędko dotarł do drewnianej bramy. Stojący przed nią strażnik, widząc przybysza, zapytał donośnie:
- Czy jesteś gotowy przejść do końcowej części twego szkolenia ?
- Tak - palnął bez namysłu Andarion.
Nowicjusz w mgnieniu oka przeniósł się do kamiennej komnaty. Zza lady opatrzonej napisem "Finalny Instruktor" wyglądał nieśmiało brodaty mężczyzna ze złotym kielichem w dłoni.
- Ekhm... Zanim dokonam testu personalnego musisz porozmawiać z Brucem po lewej.
Przedostatni instruktor krótko opisał kastę magów, mieczników, kupców, łuczników, duchownych, a nawet złodziei. Zaraz po tej rozmowie ponownie odezwał się "ostatni".
- A więc teraz pora na twój test. Czy chcesz się go podjąć czy też nie ?
- Uff... To mogę go nie robić? Nie cierpię testów.
- Tak czy Nie. Wybierz jedną opcję.
- Eee... Wybieram nie ? - odparł zmieszany nowicjusz.
- Wybrano odpowiedź nie. Jaką klasą chcesz zostać ? Magiem (Geffen), Miecznikiem (Izlude), Złodziejem (Morroc), Akolitą (Prontera), Łucznikiem (Payon), Kupcem (Alberta) ?
- Z tego, co mówili mi wcześniejsi instruktorzy wnioskuje, że to Prontera jest stolicą. Od niej właśnie chciałbym zacząć moją wędrówkę w tym magicznym świecie.
- Jaką klasę wybierasz ?
- ... - wyrwało się Andarionowi.
- Jaką klasę wybierasz ?
- Akolitę - dodał zrezygnowany.
- Wybór przyjęty. Zostajesz przeniesiony do Prontery.
Ciało nowicjusza rozpadło się na tysiące świetlistych błękitnych punkcików, które w mniej niż sekundę złożyły się z powrotem w kościele w Pronterze. Andarion nie miał zamiaru zostać kapłanem albo mnichem. Tak jak się pojawił, tak szybko wybiegł na brukowaną ulicę. Należałoby wspomnieć tutaj o pewnej dziwnej sprawie. Drzwi w tej krainie należały najprawdopodobniej do elementów estetycznych. Bowiem tam gdzie się dało wejść, zawsze były rozstawione portale naziemne przenoszące, wchodzącego na ich obszar, kilka metrów dalej.  Wracając jednak do wyglądu stolicy... Po bokach drogi stały dziesiątki jednakowych domków, z których kominów wylatywały równocześnie małe chmurki siwego dymu. W całym mieście panowała idealna cisza. Andarion biegł pośród kamiennych budowli szukając żywego człowieka. W końcu w oddali wyłoniły się kupieckie stragany. A dokładniej ludzie z wózkami stojącymi obok małych drewnianych tabliczek reklamowych. Nowicjusz wślizgnął się między nich i donośnym głosem zawołał:
- Witajcie szlachetni sprzedawcy! Cóż się dzieje z miastem, iż takie pustki na ulicach?
Żaden z zebranych nawet nie drgnął. Zdenerwowany tym faktem Andarion podbiegł do jednego z kupców i potrząsnął go za ramię. Ten jakby obudzony z cudownego snu, groźnie spojrzał na śmiałka i ze swojego pełnego kwiatów wózka wyjął pięć ogromnych płytowych zbroi, sześć mieczy dwuręcznych i jedną tarczę.
- Bierzesz coś z tego ? Zbroje po dwadzieścia milionów złotych monet, miecze po dziesięć milionów złotych monet, a tarcza promocyjnie trzydzieści osiem milionów złotych monet.
Nowicjusz spojrzał na kupca czy ten, aby nie zwariował, po czym ściskając w dłoni swoją napchaną do granic możliwości sakiewkę ze stu pięćdziesięcioma monetami, pobiegł dalej w wypiekami na twarzy. Do uszu biegnącego dobiegł cichy gwar. Mimowolnie skręcił w jego kierunku i tak oto wpadł w tłum najprzeróżniejszych postaci. Byli tam, ubrani w jedwabne długie szaty wschodniego kroju, magowie ze spiczastymi czapkami, pustynni zabójcy z wielkimi ostrzami przymontowanymi do ich ramion, rycerze na dorodnych ogromnych ptakach, łucznicy z wiernym sokołem latającym nad głową czy też dostojni kapłani. Nad ich głowami Andarion widział kolejno, wyświetlone tajemniczymi napisami, imiona. Nieopodal dwaj kowale podawali sobie z dłoni do dłoni naraz pięć pełnych ekwipunków plus wysoką na pięć metrów stertę monet, która zaraz zniknęła w głębiach sakwy jednego z nich. Nowicjusz dojrzał również wyglądającą nieco inaczej od reszty dziewczynkę. Jej imię brzmiało "Gift", a nazwisko "Merchant". Czarnooka blondynka spojrzała na przybyłego i słodkim, zmysłowym głosem zapytała:
- Kupić ? Sprzedać ? Wyjść ?
- Eee... - odparł zmieszany mężczyzna.
Zielona suknia zawirowała zalotnie i z uśmiechem pytania padły raz jeszcze:
- Kupić ? Sprzedać ? Wyjść ?
- Sprzedać ?
W tym samym momencie plecaczek nowicjusza otworzył się na oścież, a z jego wnętrza wypadły rzeczy zdobyte na potworach. Były tam biały kamyczek jellopy nad którym unosiła się cyferka siedem, była łapa żaby z cyferką dwa, kłaki osiem i wiele innych. Gdy tylko nowicjusz zbliżył rękę do któregoś z przedmiotów z ust pani "Gift" padała cena. Po dłuższym namyśle w bilansie wyszło, iż niedawno poznana dziewczyna musi zapłacić pięćset sześćdziesiąt dziewięć złotych monet. Andarion z zatroskaniem spojrzał na kupującą i zastanawiał się czy będzie miała tyle pieniędzy. Lecz, gdy podszedł do niej w swej błyszczącej zbroi paladyn i sprzedał przedmiotów za sumę około siedmiuset tysięcy, to kwestia bogactwa go już więcej nie wprowadzała w stan zdziwienia. Wracając na główną drogę zauważył jak przechodnie dosłownie przenikają się nawzajem. I chociaż naszły go myśli o duchach i ponownej ucieczce, to kiedy sam został "przeszyty" przechodniem wnet zrozumiał, iż ma do czynienia z kolejną ciekawostką tego świata.
Nagle z nieba rozległ się potężny głos, a chmury układały się w taki sam napis, jaki on głosił...
- Oto z piekielnych otchłani wypełzają potwory! Kochani gracze uratujcie swoją stolicę przed zagładą!
"Gracze ?" - przeszło przez myśl nowicjuszowi.
Ze wszystkich stron słychać było przeraźliwe ryki dobywające się z tysięcy przerażających gardzieli. Nieruchome prawie tłumy, przypominające do tej pory kamienne posągi, jak za sprawą magicznego zaklęcia rozproszyły się w kierunku dudnienia potwornych stóp. Metalowe ostrza mieczy połyskiwały nad głowami biegnących rycerzy, a laski magów emanowały kolorowym światłem. Wśród tej swoistej armii przewijali się kapłani śpiewając lecznicze lub błogosławiące pieśni. Andarion uniesiony, panującym dookoła duchem walki, wyciągnął z plecaczka nożyk i ruszył na atakujące miasto bestie. Dwie gromady zwarły się wreszcie w śmiertelnym uścisku. Ludzie nie zważając na niebezpieczeństwa, rzucali się pojedynczo na często przeważające siły wroga. Los jednak nie był zbyt łaskawy dla bohaterskich śmiałków. Ledwo wciskali się w tłoczącą się czarną masę, tak szybko padali na kamienną drogę bez życia. Ich ciała, ku największemu przerażeniu nowicjusza, po chwili rozpływały się w powietrzu. Wtem z tylnych linii wiernych obrońców eksplodowały świetlne refleksy, a nad mroczną hordą otworzyły się liczne portale. Z ich wnętrza wylatywały kolejno ogniste meteory, złote pioruny i miotane burzowym wiatrem sople lodu. Wszystko to łącznie z wielkim hukiem zaczęło dziesiątkować wrogie szeregi. Tuż przed Andarionem runął ogromny czarny rycerz. Nowicjusz prędko schylił się i podniósł w górę jego miecz. Ten jednak niemalże w tej samej sekundzie zaczął się rozmywać wraz z dawnym właścicielem. Pozbawiony dziwnym sposobem swojej nowej broni, nowicjusz dostrzegł kątem oka leżącą na ziemi piękną zbroję. Ostatkiem sił rzucił się w jej kierunku. Palce zetknęły się z chłodnym metalem, lecz z błękitnych przestworzy spadał na to miejsce magiczny i płonący twór. Andarion z przerażeniem obserwował nadciągającą śmierć w postaci meteoru. Przeraźliwy gorąc i gryzący zapach siarki zbliżał się nieuchronnie. Nieprzyzwoicie głośny wybuch, tumany czarnego dymu i deszcz złotych iskier splecionych płomieniami doskonale obrazują spotkanie sztucznego ciała niebieskiego z nadzwyczaj realną kamienną drogą. Skaliste odłamki rozsypały się w okolicy przeszywając na wylot wszystko w promieniu pięciu metrów. Zdziwienie mógł przynieść jedynie fakt, iż po takowym przeszyciu nie pozostawał żaden ślad. Tak samo jak po uderzeniu płonącej kuli. W ogóle Andarion dopiero w tej właśnie chwili zauważył, iż zgoła potężna magia, nie czyni żadnych szkód terenowi. Z niedowierzaniem obserwował rozbijające się, o nieruchome liście na drzewach, meteory czy pioruny. Ostre jak brzytwy kawałki lodu zatapiały się w ścianach budynku, tylko po to, by zaraz wyparować. Jedynie złe monstra zdawały się odnosić z powodu czarów jakieś szkody. Jednakże, z każdym znikającym potworem, przybywały trzy kolejne. Walka zdawała się nie mieć końca. I zdawała się być z tego powodu szczęśliwa. Czarna masa spychała obrońców w południową część miasta. Nowicjusz spróbował założyć cenne znalezisko, ale w jego umyśle ponownie pojawiła się zaskakująco mało logiczna myśl: "Nie wiesz co to jest. Musisz użyć lupy.". Grupka potworów jakby znudzona ciągłym umieraniem w walce z magami, odłączyła się od głównej hordy i pomknęła w stronę Andariona. Ten widząc to rozpoczął odważnie uciekać. Z plecaka wyjął lupę i w biegu zaczął oglądać zbroję. Obok przemknęła grupa ludzi goniąca jakiegoś biednego kapłana i wykrzykująca na przemian:
- Heal plx!!!
- Buff plox!!!
- Hilnij plz!!!
- PLoX!!!
Jednak główny "przedmiot" ich zainteresowania zostawił tą nachalną gromadkę, w jednej ze ślepych uliczek, używając zaklęcia teleportu. Tymczasem lupa rozpłynęła się w powietrzu i nad zbroją dzierżoną w dłoniach nowicjusza ukazał się napis "Zbroja płytowa sztuk 1". Widząc doskonały kunszt w jej wykonaniu, drobna fala nadziei na przeżycie wstąpiła na twarz Andariona. Niestety znikła ona dość szybko. A będąc dokładniejszym to w tym samym momencie, co w głowę nieszczęśnika ze swoimi brudnymi buciorami wpadła myśl: "Nie możesz tego nosić. Twoja kasta nie jest odpowiednia.". Niesforna rzecz sama schroniła się do plecaczka, a nowicjuszowi nie pozostawało nic innego jak dalszy bieg. Goniąca go sfora zbliżała się z każdą chwilą. Andarion uskoczył w boczną uliczkę, lecz potwory nie zgubiły tropu. Niefortunnie w tymże właśnie zaułku stała czarnowłosa dziewczyna w jaskrawo czerwonej sukience. Uciekający z daleka zaczął krzyczeć, by ratowała swoje życie, lecz ona stała niczym niewzruszona i uśmiechała się przyjaźnie. Z trudem łapiąc oddech, chwycił ją za dłoń i wysapał:
- Uff... Ratuj... się... Yhhh...
- Wiesz co to są Kocie Uszy ?
- Eee... ?
Gromada bestii nadciągała w zastraszającym tempie. Nowicjusz spoglądał raz po raz na swoją szaloną rozmówczynię, a to znowu na napływającą falę przerażających monstrów.
- Jeżeli przyniesiesz mi 500 animal skin oraz 1 Bunny Headband - tu zaczerpnęła odrobinę tlenu i z jeszcze szerszym (o ile to w ogóle możliwe) uśmiechem wyrecytowała dalej - to zrobię ci najpiękniejszą czapkę w całym Mitgardzie.
Z czarnej masy wyrwały do przodu pojedyncze jednostki. Głuche dudnienie setek odnóży potęgowało atmosferę strachu. Po twarzy nowicjusza spłynęła lodowata kropla potu. Żądza krwi, wisząca w powietrzu, była niemal dotykalna. Z gardzieli stworów czarnej hordy wydobywał się przerażający wrzask. Andarion stracił resztę panowania nad sobą. Nie chciał już nikogo ratować, prócz siebie. Ale wbrew wszelkiej logice, nogi nie odrywały się od podłoża. W pełni sprawne, a jednak jakikolwiek ruch był niemożliwy.
- A więc chcesz skorzystać z moich usług ?
- Nie! - wykrzyczał, wciąż starając się poruszyć.
- Szkoda. Jeżeli zmienisz zdanie zapraszam później.
Gdy w powietrzu rozbrzmiał ostatni dźwięk jej aksamitnego głosu, kontrola nad ciałem została odzyskana. Lecz było już zbyt późno na bohaterską ucieczkę. Absurdalna myśl kruszyła z trzaskiem wszelkie zapory racjonalizmu: "WALCZYĆ! WALCZYĆ!" - huczało w głowie Andariona. Ręka niesiona instynktem wyrwała ostrze z pochwy. Stalowa powierzchnia zalśniła złowieszczym blaskiem. Palce kurczowo zacisnęły się na rękojeści. Broń pulsowała w dłoni w rytm szaleńczego bicia serca. Smród bestii uderzył jeszcze mocniej  pobudzone niebezpieczeństwem zmysły. Przed oczami nowicjusza, niczym spod ziemi, wyrosła czarna sylwetka. "Zel... Zealo..." - Andarionowi nie było dane rozczytać napisu wiszącego nad głową napastnika. Do jego uszu dotarł głośny świst, a od prawego boku na całe ciało rozlała się fala dziwnego ciepła. Cichym trzaskom łamanych żeber towarzyszyły nieodłącznie eksplozje bólu. Z ust wypłynął strumyk ciemnej krwi. Wreszcie z odgłosem rozdzierania starego płótna broń wydostała się na światło dzienne. Tysiące maleńkich czerwonych kropelek wzbiło się w powietrze. Nóż wysunął się z drętwiejącej dłoni i z brzdękiem uderzył o kamienną drogę. Obraz w oczach Andariona zaczął się zacierać, aż przeszedł w zupełną ciemność. Bezwładne zwłoki osunęły się na ziemię. Nowicjusz nagle zorientował się, że wszelkie potwory nie zwracają już na niego czy jego rozmówczynię żadnej uwagi. On sam, choć został brutalnie przepołowiony, nie dość, że odzyskał wzrok, to nie widział już na swoim ciele żadnych oznak walki. Leżał na brukowanej powierzchni ulic Prontery, nie mogąc poruszyć nawet palcem.
- Uciekaj... - wyszeptał na próbę.
Zaskoczony spróbował jeszcze raz:
- Uciekaj dziewczyno, póki jeszcze możesz! - dodał z pełną mocą.
Jednak ona stała niewzruszona wołaniem leżącego u jej stóp mężczyzny. Delikatne mrowienie rozbiegło się po lewym ramieniu nieszczęśnika. Drobne płaty skóry zaczęły odrywać się od mięśni i niczym poranna mgła rozpływać w powietrzu. Jego ciało po prostu znikało.
Ze ściśniętej nagłymi konwulsjami krtani wydobyło się krótkie rwane charczenie, lecz i ono zostało stłumione niecodziennym zjawiskiem. W ciągu kilku dramatycznych sekund, Andarion zniknął z ciemnego zaułka pronterskiego światka. Nicość. "Gdzie jestem...? Co się ze mną dzieje...? Czym jestem...?" Światło. Pęd. Szaleńczy pęd. Błękit nieba...
Nowicjusz upadł boleśnie na siedzenie. Chłodny kamień brukowanej drogi był aż nazbyt realny. Dłonie ostrożnie zbadały klatkę piersiową, lecz tak ona jak i ubranie znajdujące się na niej było nienaruszone. Do uszu dotarł nagle głośny gwar. Dookoła niczym z pod ziemi wyrosły dziesiątki postaci. Kapłani monotonnie wznosili modły lecząc swoich towarzyszy. Andarion zrozumiał, że otaczają go ci sami ludzie, których śmierć tak niedawno widział... Przez moment przez niesforną głowę przemknęła szalona myśl "To Valhalla... Kraina zmarłych wojowników.". Lecz świat był zbyt realny, żeby dozwolić na takie mrzonki. Wszystko wyglądało tak samo. Zewsząd rozlegały się odgłosy walki, upadających ciał czy nawet przedśmiertelne okrzyki potworów. Ludzie będący przed chwilą martwi... Stali gotowi do ponownego starcia. "Śmierć była snem... przerażającym koszmarem... To nie działo się naprawdę." Kolejna fala bestii uderzyła na zgromadzony tłum. Chaos walki wirował w powietrzu, zbierając swe okrutne żniwo. "Zamknąć oczy...". Tylko tego obecnie pragnął nieszczęsny nowicjusz... Powieki jak na złość odmawiały posłuszeństwa. Twarz zastygła w pozbawionym emocji grymasie. Ciało, wbrew całemu szaleństwu myśli jakie gnieździły się w głowie Andariona, samo ruszyło do przodu tnąc nożem na oślep wszystko, co tylko się dało. Sekundy trwały godzinami, a minuty latami. Z każdym kolejnym krokiem nowicjusz myślał o tym, że nie da rady postawić kolejnego. Nagle na niebie znów ukazały się litery:
- Tak więc i tym razem wasza odwaga uratowała stolicę Mitgardu. Mieszkańcy winni są wam dozgonną wdzięczność.
"Dozgonną... Toż to kpina." - ironiczna myśl przeleciała głowę Andariona.
- Ze swojej strony mam nadzieję, że event się podobał. Prawdopodobnie powtórzymy taki w przyszłości.
"Event ?". Świat zawirował w oczach tak mocno, że nowicjusz wsparł się na stojącym obok człowieku. Ten odwrócił się i wyrecytował niczym maszyna:
- Czesc jestem Naruto4632 dasz zeny plox ?
Andarion odskoczył jak oparzony. Plecami uderzył o kolejnego przechodnia:
- Czesc jestem Naruto3325 pujdziesz na majo plis ?
Nowicjusz rzucił się biegiem do przodu. Rozpychając kolejnych ludzi słyszał urywki rozmów typu: "Dobrze, że śmierć w mieście nic nie zabiera.", "Dropłeś coś?", "Szkoda było czas marnować", "Ha Ha Wbiłem 7%". W końcu dobiegł do jednej z bocznej uliczek. W cieniu wysokiego gmachu zatrzymał się i sapał zmęczony gonitwą. "Znajdę normalny świat..." - ta myśl nie dawała mu już od dłuższego czasu spokoju. Nagle na lewym ramieniu poczuł delikatne dotknięcie. Obrócił się gotowy na wszystko co najgorsze. Przed nim stał dziwnie ubrany człowiek z gitarą:
- Hm... Witaj. Wydajesz się nieco zagubiony - odezwał się nieznajomy.
- Ehh... Mało powiedziane - lekko jeszcze drżącym głosem odpowiedział Andarion.
- Nazywam się Lachociag. Może mogę Ci w czymś doradzić ?
- Na przykład w czym? - od niechcenia nowicjusz podrapał się po głowie.
- A kim chcesz przykładowo zostać w przyszłości ?
- Hm... Jeszcze nie jestem pewien, ale chyba magiem.
- No to jak rozdałeś status point ?
- Że co ?
Nagle na twarz Andariona wrócił wyraz zupełnego braku władzy nad sobą:
- Pię... Pięć str, Pięć agi, Pięć dex, Pięć vit, Pięć int, Pięć luk - powoli wycedził przez zęby, dziwiąc się samemu sobie.
- Heh... Typowy noob. Lepiej skasuj postać i zrób nową, póki jeszcze żal nie będzie wbitych poziomów.
"Co ?! Jak to skasować ?!" - nowicjusz z zaskoczeniem zauważył, że nie może wydobyć z siebie głosu. Kończyny zesztywniały, a na karku wyczuł znajome mrowienie. Niczym mgła drobne kawałki jego ubrania, skóry, włosów wzlatywały w powietrze by już nigdy nie wrócić na swoje dawne miejsce. Każdy następujący po sobie spazm bólu, wydawał się niczym w stosunku do poprzedniego. Ludzie obojętnie przechodzili obok znikającego nowicjusza...
Nicość. "Gdzie jestem...? Co się ze mną dzieje...?" Świadomość umiera. "Czym jestem...?". Nie ukazało się żadne światło. "Chcę..."

Tego ranka w malowniczym "Zamku Nowicjuszy" pojawił się nowy obywatel państwa Midgard. Jego imię wzorem...

***************************************************

Z enter przychodzimy.

Z delete odchodzimy.

Lecz marzenia nasze pozostają...

Offline Szczeni

  • Wiadomości: 659
  • Reputacja: +21/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • No Nie? Squad
  • Nick rKDR: Aurora Gateway Fenrir
Odp: Klimat
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 11, 2008, 01:03:56 am »
Heh po raz kolejny dałem się wciągnąć, ale powiem tylko, że cieszę się z tego powodu :) Świetne /no1

Offline Nefelim

  • Wiadomości: 90
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • One who bare fangs at god
Odp: Klimat
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 11, 2008, 02:38:33 am »
Świetne opowiadanie Tewam. Bardzo przyjemnie sie czyta, dużo humoru, ironi i napewno jest w nim to cos, co sprawia że przypominamy sobie stare (lub całkiem niedawne) czasy z pewną nutką nostalgii i z uśmiechem na twarzy. W końcu każdy kiedyś w mniejszym lub większym stopniu był Andarionem.

Czekam na kolejne opowiadania ^^

Offline Tewam

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 217
  • Reputacja: +233/-66
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pisarzyna =]
    • http://www.johncrazy.webpark.pl
  • GaduGadu: 1710502
  • Gildia: Smile Corp
  • Nick nKDR: Tewam, Lune
  • Nick rKDR: Zandu
Odp: Klimat
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 11, 2008, 07:26:50 am »
Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że chociaż kilka osób/zdarzeń mogą wydawać się podobnymi do rzeczywistości - jest to jedynie fikcja literacka, a zachowania również nie odzwierciedlają faktów.

Offline Avek

  • Wiadomości: 123
  • Reputacja: +7/-13
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kontrowersja na 100%
  • Gildia: Elements
  • Nick rKDR: Avaine
Odp: Klimat
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 11, 2008, 11:28:50 am »
Bardzo mi sie podobalo.
Szczegolnie
Cytuj
Ten odwrócił się i wyrecytował niczym maszyna:
- Czesc jestem Naruto4632 dasz zeny plox ?
(xD)
Mam nadzieje, ze Ci, ktorzy przeczytali calosc, zastanowia sie nad sensem tej gry (nie tylko na KDR).
« Ostatnia zmiana: Styczeń 11, 2008, 11:31:35 am wysłana przez Avek »

Offline Gepard

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1823
  • Reputacja: +218/-172
  • Płeć: Mężczyzna
    • KDR — prywatne serwery Ragnarok Online
Odp: Klimat
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 11, 2008, 12:29:50 pm »
Dobre, dobre.

Może być ciekawą lekturą dla osoby nieznającej jeszcz w ogóle Ragnaroka :)

Offline Cyrus

  • Wiadomości: 22
  • Reputacja: +0/-0
Odp: Klimat
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 11, 2008, 01:15:54 pm »
Świetne!! Naprawdę odpowiada pierwszemu wrażeniu, które się odnosi gdy wejdzie się do RO.

Furb

  • Gość
Odp: Klimat
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 11, 2008, 01:22:07 pm »
Opowiadanie stoi na wysokim poziomie i przyjemnie sie czyta, aczkolwiek opuscilem kilka linijek i nie znalazlem nic o kopiowaniu eq. Jestem ślepy czy nie odczytalem jakiejs metafory? ;p

Offline Tewam

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 217
  • Reputacja: +233/-66
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pisarzyna =]
    • http://www.johncrazy.webpark.pl
  • GaduGadu: 1710502
  • Gildia: Smile Corp
  • Nick nKDR: Tewam, Lune
  • Nick rKDR: Zandu
Odp: Klimat
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 11, 2008, 03:06:41 pm »
No nie zrozumiałeś. :) "Wprowadzenie" miało na celu sprowokować wejście do tego tematu ludzi nawet niezbyt zainteresowanych sztuką pisaną.
Czekam na krytykę.
A co do postu Nefelima... Mam wrażenie, że nie to chciałem tym tekstem przekazać... No ale cóż :P Wybacze swojemu GL'owi.

Offline Nefelim

  • Wiadomości: 90
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • One who bare fangs at god
Odp: Klimat
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 11, 2008, 03:21:49 pm »
Wiem Tewam. swoje intencje zamieściłeś w wprowadzeniu. Napisałem jedynie co dodatkowo dało mi przeczytanie tego opowiadania :P

Offline Dagroth

  • Wiadomości: 25
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • King Nothing
Odp: Klimat
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 11, 2008, 03:32:50 pm »
No panie Tewam - kolejne opowiadanie osadzone w realiach RO, stojące na wysokim poziomie :)
Najgorsze - niewiele tutaj do krytykowania. ;)

Offline Zapomniany_Grajek

  • Wiadomości: 375
  • Reputacja: +35/-22
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gildia: GangBang
  • Nick nKDR: Zapomniany_Grajek
Odp: Klimat
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 01, 2008, 09:53:31 am »
W końcu znalazłem czas, żeby przeczytać tego fanfic'a...
Całkiem miła lektura. Jak ktoś jeszcze nie przeczytał to polecam.

Offline sl0w

  • Wiadomości: 60
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • No nie wiem, zobacze.
Odp: Klimat
« Odpowiedź #12 dnia: Lipiec 20, 2009, 02:40:59 am »
Powiem tak:
JESTEM POD WRAZENIEM ;o

Offline DI0X

  • Wiadomości: 115
  • Reputacja: +4/-4
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gildia: Chivalry Guard
  • Nick Dark KDR: DIOX
  • Nick nKDR: DIOX
  • Nick rKDR: DIOX
Odp: Klimat
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 20, 2009, 02:16:00 pm »
ja tez wspaniala opowiesc ;D

Offline Brylant

  • Wiadomości: 15
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Be Happy Nap :)
Odp: Klimat
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 22, 2009, 03:49:12 pm »
Nic dodać nic ująć :)
Miło się czytało :D

Offline Baranek^_^

  • Wiadomości: 11
  • Reputacja: +0/-0
  • ...
Odp: Klimat
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 23, 2009, 05:22:04 pm »
Motywuje do pogrania sobie od nowa




« Ostatnia zmiana: Czerwiec 29, 2010, 03:35:40 pm wysłana przez My way »