Autor Wątek: Piękno śmierci...  (Przeczytany 4143 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Korte

  • Wiadomości: 6
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
Piękno śmierci...
« dnia: Marzec 04, 2009, 08:02:53 pm »
Patrząc w swoje odbicie w wodzie z wielką dumą, zastanawiam się, co robić dalej, po spłaceniu tego olbrzymiego długu. Było wiele pomysłów, ale 2 były najlepsze. Siedzieć tak i się nudzić, a drugi, pójść i ubić coś swoim toporem. Tak na marginesie. Jestem Korte. Od nie dawna, jestem kowalem i wychodzi mi to całkiem nieźle. W każdym bądź razie Nie narzekam, bo nie mam na co. Chciałem zostać kowalem od młodości i mi się to udało. Jestem w tego dumny. Cóż jednak wrócimy do teraźniejszości. Trudnego wybory nie było i poszedłem coś ubić. Szedłem pośród drzew, czekając na dobrą okazję by zaatakować coś silnego. W około były same poringi... te różowe gluty są straszne. Nie dla tego, ze jakieś potwory, ale tyle je widziałem, że każdy by się bał. Powoli robiło się coraz tłoczniej prze te poringi. Ale i co pewien czas pojawiały się rockery. Przerośnięte pasikoniki... okropnie nudne. Dobra ale nie będę już was zanudzał tym co widziałem. W pewnym momencie doszedłem do miejsca, odludnionego od Poringów, Rockerów itp. Po środku polany, siedział Babhomet Junior i nic nie robił. Był ode mnie odwrócony i to zabawnie wyglądało. Starałem się jak najciszej wyjąć topór, ale i tak Kosa Babhometa szybko się podniosła jak wyjmowałem broń. Stwór się odwrócił w moją stronę i zaczął na mnie biedz. Wymachiwał kosą nie miłosiernie. Wyjąłem już najszybciej jak się dało topór i rzuciłem się na Juniora. Walka trwała z dziesięć minut. Ostrze kosy blokowane klingą topora, a uderzenie topora, blokowane przez kosę. Kiedy jednak po 3 mocnych uderzeniach kosa mu się złamała i skróciła o połowę. Wtedy broń stwora zrobiła się lżejsza, lecz i trudniej było ją trzymać w dwóch małych dłoniach. Ponieważ jedna obok drugiej nie było tak łatwo już uderzać. Więc to wykorzystałem i szybkim ciosem, rozciąłem stworzeniu brzuch. Krew mocno trysnęła a potem zaczęła się w szybkim tempie rozlewać. Ja tylko wyczyściłem o trawę broń i odszedłem z tego miejsca. Izlude było długą drogę z tond, a Morroc było z 30 kilometrów z tond, a więc ruszyłem w tamtą stronę. Dobrze się orientuje w terenie gdzie co leży. Więc ruszyłem w tamtą stronę biegiem. Przy okazji, jak skorzystam z trasy Kafra bus i będę w Pronterze wezmę wózek. Po pół godzinie zobaczyłem bramy Morroc. wszedłem do miasta i zacząłem się rozglądać po wszystkich miejscach. Nie widziałem żadnej znajomej twarzy, oprócz Kafry, a więc podszedłem do niej i zapytałem o której godzinie przyjeżdża Kafra bus. Powiedziała, że niedługo przyjedzie. Poczekałem z pięć minut i wsiadłem do niego. Po dosyć długiej drodze wysiadłem obok prontery i wszedłem do miasta, zawsze tłocznego od ludzi. Podszedłem do Wypożyczalni i poprosiłem o jeden wózek. Po rozglądnięciu się po nich, wziąłem taki co ma w bagażniku misia. Zabawnie wyglądał i tylko dla tego wziąłem ten wózek. Rozglądając się po mieście i nie dostrzegając nic ciekawego, podszedłem do Warperki i poprosiłem by mnie przeteleportowała do losowego miejsca. Myślałem, ze będę  gdzieś gdzie są poringi, jak to lubią warperki robić, lecz nie... Tym razem, byłem w jakiś podziemiach... Oświetlanie było jedynie z płomieni, pod którymi leżały stosy czaszek. Wiedziałem, że to nie jest zbyt łatwe miejsce. Ruszyłem więc przed siebie, uważając gdzie stąpam. Nie wiedziałem co mnie zaraz spotka. Jedynym odgłosem w tym miejscu, było skrzypienie mojego wózka i moje kroki. Idąc tak przed siebie, wyjąłem topór na wszelki wypadek. W końcu nigdy nic nie wiadomo. Idąc tak, w oddali słyszałem wiele krzyków ludzi, jęki i błagania o pomoc. Serce biło mi w równym tempie. Szedłem dalej i dalej. Jęki były coraz głośniejsze, aż zobaczyłem z kąd się wydobywają... szkielety... Całe masy szkieletów i duchów błąkających się po tym miejscu. Zamarłem na dwie minuty. Żaden szkielet mnie nie zauważył. Zrobiłem cichy krok i wszystkie pary wypalonych oczu spojrzały w moją stronę. Niektóre szkielety wyjmowały łuki, ze swoich żeber, inne miecze z głów, jeszcze inne, wyjmowały ze zgniłego mięsa topory a ostatnie szkielety z piersi, na których było pełno zgniłego mięsa włócznie. Duchy wyjmowały bronie, lecz one miały bronie schowane gdzie my. Spojrzałem tylko na to ze strachem, a potem zacząłem gorączkowo myśleć co tu zrobić. Miałem w wózku tylko i wyłącznie kowadło i cztery młoty. Wyjąłem jeden i rzuciłem z całej siły w grupę szkieletów które się z krzykiem rozleciały. Czyli było przesądzone, że szkielety da się zniszczyć... a duchy? Wyjąłem drogi młot i rzuciłem nim w ducha. Podobnie, tylko, że on przeżył to i wstał z wbitym młotem w czaszkę. Z duchami może być gorzej... oj zdecydowanie gorzej. Z toporem ruszyłem na te stworzenia. Szkielety uderzałem ostrzem i klingą a duchy tylko ostrzem. Kości rozleciałych szkieletów łamały się pod moimi stopami, duchowe flaki przyczepiały się butów. Szkielet po szkielecie, duch po duchu. Niestety i ja obrywałem. Jeden duch uderzył mnie mieczem w nogę i rozciął mi skórę, ale nie doszedł za daleko, bo szybko mu odrąbałem głowę. W ciele tkwiło mi z sześć strzał. Szkielety jednak były za słabe by mnie zranić więc nic mi praktycznie nie zrobiły. Krew mi leciała z ran i z buzi. Po godzinie walki, byłem wycięczony i zniszczyłem ostatniego szkieleta. Krew ze mnie się lała. Byłem blady. Oczy mi się same kleiły, ale nie wiem jak mam się z tond wydostać. Zacząłem iść dalej i nic mnie nie spotkało. Zobaczyłem drzwi... może one zaprowadzą mnie do wyjścia a może do zguby. Podszedłem do nich i otworzyłem... Prontera... cudowna prontera!! Lecz... skąd mogłem się tu znaleźć i jak to możliwe, że to przejście zabiera do Pro.? Nie ważne tam... Wyszedłem z tego wstrętnego świata i rzeczywiście była to prontera, tłoczna i piękna jak zawsze. Wybiegłem z stamtąd z wózkiem i zapomniałem zamknąć drzwi, ale cóż tam! Poszedłem dalej, by kupić poty. Ożywią mnie i wyleczą moje rany. Kupując to, usłyszałem krzyk... potem drugi trzeci, aż doszło do tego, że krzyki rozwalały mi uszy. Wypiłem na szybko poty i wybiegłem ze sklepu.... Chaos. Armia nieumarłych zabijała ludzi. Kilku noviców leżało zakrwawionych na ziemi. Jeden był jeszcze żywy i zajmowała się nim Lekarka. Podbiegłem do nich i bez słowa zacząłem niszczyć wszystko, co się zbliżało. Novic po jakimś czasie, był już zdrów i dałem mu czar, by przeniósł się do Morroc. Po chwili mały zniknął, a ja zacząłem walkę. Wszyscy tam walczyli. Rycerze, złodzieje, Asasini, Łucznicy, grajkowie, Tancerki, Gangsterzy, tekwondzi, soul linkerzy, star gladiatorzy, ninja, Kowalowie, alchemi i ich potwory, lekarze, monkowie, itp. Novicowie uciekali przez czary z miasta i schraniali się, tam gdzie ich czar zabierał. Na ziemi leżeli zabici nieumarli ale i zabici ludzie. Czarne chmury zebrały się nad Pronterą i deszcz zaczął lać nie miłosiernie. Pioruny strzelały, trafiając to w truposza, to w człowieka. Grzmot za grzmotem. Nie dało się słyszeć co ktoś mówi, a nawet krzyczy. Biłem i biłem. Całe miasto w panice i w gniewie. Nikt nie przestawał bić. Ci co padali z sił, zostawali zabici, przez szkielety albo ducha. Nikt nie wiedział, co tworzy i tworzy nowe stwory. Magowie używali czarów które niszczyły szkielety i duchy, lecz na ludzi nie działały. To jakieś meteoryty spadały, to burze śnieżne, to pioruny... Wszędzie w pronterze była prowadzona walka. Jednak ludzie nie mieli szans na wygraną. Po kolei zaczęli schodzić do podziemi by tam się schraniać. Gdy zostałem, ja i kilkunastu innych ludzi, usłyszałem ryk, który przedarł się przez grzmoty. Wszyscy zaczęli biec do schronu a ja byłem na ich końcu by bronić niektórych. Na całym ciele miałem rany, tak jak i każdy inny. Kiedy i ja wszedłem do podziemi, zamknąłem stalowe drzwi i zabarykadowałem tak, by nie dało się ich otworzyć z zewnątrz. Wszyscy szemrali pomiędzy sobą lub coś krzyczeli. Usłyszałem słowa "Cisza" tak głośno krzyknięte, że w sekundę każdy się uciszył. Zwróciliśmy wzrok na osobę która to krzyknęła. Zaczął się wypytywać, czy wszyscy którzy jeszcze żyją tu są. Matki i ojcowie, zabrali swoje pociechy jako pierwsze do schronu, więc każdy był, kto jeszcze żył. Każdy obolały, poraniony i ledwo żywy, dostawał po 10 białych potów. Każdy dziennie miał dostawać po trzy bochenki chleba, ponieważ było ich pełno, a sprzedawcy, Kowalowie i alchemiści, mogli wyjmować po zapasie jedzenia i oddawać je. Ja także oddałem to co miałem. Usiadłem obok kilku innych ludzi. Było tu wystarczająco miejsca, by każdy miał chociaż metr przestrzeni. Łóżka były w innym pokoju i powinny starczyć dla każdego, a dla tych którym nie starczyło, mają dostawać kołdry, materace i poduszki. Minęło kilka dni, kiedy zaczęło powoli brakować żywności. Zacząłem gorączkowo myśleć co by tu zrobić. Podszedłem do osoby, która nami przewodziła i poprosiłem, by mnie wypuścił i bym mógł zginąć z honorem. Kiedy usłyszało to kilkanaście innych osób, z czego większość to byli rycerze, także chcieli wyjść na powierzchnie i walczyć. On się zgodził, lecz jeżeli wyjdziemy i będziemy chcieli wrócić... to będzie praktycznie nie możliwe. Ja wiedziałem co się święci. Dwóch złodziei jednak zrezygnowało. Generał, zrobił nam przejście do wyjścia. Szedłem na jego czele. Kiedy doszedłem do drzwi, szepnąłem, by każdy wyjął broń i po cichu wyszedł. Jak ostatnia osoba wyjdzie, niech zamknie jak najszybciej drzwi i lecimy walczyć. I tak się stało. Dwudziestu dwoje ludzi, wyjęło bornie. Piętnastu rycerzy, 2 kowali ze mną i pięciu gangsterów. Wybiegliśmy z brońmy i kiedy zamknęły się drzwi, zaczęło się piekło. Cała ta grupa i ja zaczęliśmy niszczyć szkielety i duchy. Na jednego naszego, przypadało tysiąc umarłych... dużo, ale to byli sami ludzie doświadczeni. Z całej tej grupy po trzech godzinach walki, dziesięciu było martwych. Umarli zaczynali powoli znikać, a nowi nie przybywali. Po następnych trzech godzinach, wykorzystaliśmy wszystkie poty po walce. Centrum Prontery zostało na razie oczyszczone [centrum, czyli droga, aż do murów, niedaleko fontanny] Jednak długo odpoczynek nie potrwał. Przybyli nowi umarli ale i nowe wsparcie. Było nas teraz pięćdziesięciu, bo ludzie którzy byli w bunkrze, postanowili nam pomóc. Ale było więcej nas, niż przedtem, lecz i umarli przybyli w strasznej ilości. Na samym ich czele.... Stwór, którego nikt nigdy nie widział [dla osób, nie kumających nowy mvp którego nie będzie]. Potwór ten, olbrzymi i potężny jest. Pięćdziesiąt razy większy od ducha. Prawdziwe piekło miało się zacząć za pięć sekund. Całą nasza grupa poleciała na tego stwora. Jego bronią były dwa wielkie miecze. Dziesięciu ludzi, zajęło się słabymi umarłymi, reszta zaczęła walkę z olbrzymem. Niebo wciąż zachmurzone, deszcz wciąż lał, pioruny uderzały a grzmoty wszystko zagłuszały. Ciemność, rozjaśniały iskry wytworzone na skutek uderzeń miecza o miecz. Słyszałem słabe krzyki ludzi zabijanych i nieumarłych. Kiedy wszystkie inne trupy zostały zniszczone, zostało tylko trzech ludzi ze mną... rycerz, ja i gangster. Lecz po chwili zostałem tylko ja i rycerz. Nasza śmierć, została przesądzona. Lecz nie chciałem pozwolić na zwycięstwo zła. Nie mogłem... będę walczył do ostatniej kropli krwi. Stwór zwrócił swój ogień walki na mnie. Broniłem się toporem dzielnie, do pewnego momentu. W chwili gdy miałem wykonać ostateczne uderzenie, poczułem przeszywający ból w brzuchu. Miałem tam wbity miecz... Przeleciał na wylot i wbił się w ziemie. Niebo w chwili, gdy stwór zginął, rozjaśniło się. Rycerz pobiegł pędem do podziemi by wszyscy wyszli i zabrał ze sobą lekarza. Krew leciała ze mnie nie miłosiernie. Bólu nie czułem, lecz wiedziałęm, że jest wielki. Lekarz wyjął ostrze z mojego brzucha i starał się opatrzyć ranę... na marne. Byłem cały blady, a śmierć moja była już oczywista. Po trzech próbach uleczenia mnie, odstąpił, wiedząc, że nic nie może nikt zrobić. Śmierć moja była wybawieniem, bo to przeze mnie to wszystko się stało. W mieście wiele budynków płonęło, nie było miejscy, by nie było tam kości, czy zmarłych ludzi. Mój czas nadszedł... i także się stało. Po dziesięciu minutach życia, słaby jak nie wiem co, odszedłem ze świata żywych. Wyprawili mi pogrzeb, a potem o mnie niektórzy zapomnieli. Lecz wielu innych przychodziło by zapalił nad moim grobem świeczkę, tak jak i nad innymi... To był koniec podróży mojej po świecie żywych. Mój dziadek, który mnie wychowywał, był by ze mnie dumny i teraz jestem przy nim, szczęśliwy.


Napisałem to w trzy godziny, a więc, nie czepiajcie się, tego, ze czasem się coś powtaża czy co.

Offline Tomek Thay

  • I heard U liek Mudkipz...?
  • Wiadomości: 442
  • Reputacja: +4/-22
  • Płeć: Mężczyzna
  • Less girls more dps!
  • Gildia: SoR
  • Nick nKDR: Cheezburger
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 04, 2009, 08:10:28 pm »
Po 1. ORTOGRAFIA!
Po 2. ORTOGRAFIA!
Zapomniałbym:
Po 3. ORTOGRAFIA!
"biedz", "powtaża" ludzie porażka!

Offline Korte

  • Wiadomości: 6
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 04, 2009, 08:12:31 pm »
Powtarzam: Napisałem to w trzy godziny, sory za błędy, ale mi się oczy lepiął bo dziś miałem trudny dzień. Po za tym w wordzie poprawiłęm większosć, a więc się ciesz... było tam ze 100 błędów i większość poprawiłem ;p

Offline Ascheritt

  • Wiadomości: 635
  • Reputacja: +3/-5
  • Nick rKDR: davv
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 04, 2009, 10:55:36 pm »
zostaw klawiature i zacznij pisac na kartce z uzyciem dlugopisa lub innego przyboru pismienniczego; byle nie pod kolor kartki :D

Offline Korte

  • Wiadomości: 6
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 05, 2009, 04:54:18 pm »
A po kiego grzyba? Jestem jeszcze młody, a pisze jak kura pazurem i sam nie umiem rozczytać to co napisałem xD

Offline Ichmael

  • Wiadomości: 207
  • Reputacja: +0/-0
    • http://www.subfan.pl
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 05, 2009, 05:12:21 pm »
No i wlasnie sam sobie odpowiedziales. Mlody jestes, to naucz sie czytelnie pisac, bo wyobraz sobie, ze nie zawsze bedzie mozna sobie napisac na kompie, wydrukowac i jeszcze posprawdzac bledy w Wordzie, czy czymkolwiek. Sa takie momenty w zyciu, kiedy masz napisac duzo, z sensem i ODRECZNIE i nikogo nie bedzie obchodzic, ze te nieczytelne bazgroly to tak naprawde wartosciowa praca, tylko ze nikt jej rozczytac nie moze.

Offline Alid

  • Wiadomości: 79
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • bla bla bla
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #6 dnia: Marzec 05, 2009, 05:23:16 pm »
Sam nie wiem co jest gorsze, styl czy ortografia :P Nie będę się zabardzo rozchodził co tam jest nie tak, bo jeśli chodzi o mnie wszystko było marne. Nawet w pewnym momencie opowiadanie przypomina jakies sprawozdanie/notatke ( w dodatku kiepskie), to chyba nie było zamierzone :P Wtedy przestałem je czytać. Ogólnie opowiadanie czyta się trochę jak biblie, jeżeli wiesz o czym mówie.
no ale... jesteś pierwszą osobą która od dłuższego czasu coś tu zamieściła, także powodzenia :P

Lol ej, ludzie dajcie już spokój z tego typu postami typu "Jestem twoim starszym kolegą, posłuchaj mojej rady... na temat ręcznego pisania~!~!!!!!" Gówno prawda, pomijając fakt że to jakie decyzje będzie podejmował w życiu nie mają nic wspólnego z opowiadaniem i tym tematem. Nauczyć się ładnie pisać ODRĘCZNIE może w szkole, na kółkach zainteresowań itp. Opowiadanie to poszerzanei swoich choryzontów, zainteresowań, i wcale nie jest do tego potrzebna kartka i długopis... Równie dobrze można się nauczyć pisac opowiadania na kompie (także w WORDZIE, co swoją drogą Ichmaelu owiele lepiej się sprawdza przy nauce ortografii niż pisanie z słownikiem...), jak i długopisem. Przy pisaniu opowiadań nie liczą się mozliwości techniczne.
« Ostatnia zmiana: Marzec 05, 2009, 05:32:35 pm wysłana przez Alid »

Offline Gepard

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1823
  • Reputacja: +218/-172
  • Płeć: Mężczyzna
    • KDR — prywatne serwery Ragnarok Online
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #7 dnia: Marzec 05, 2009, 07:45:15 pm »
Z tego odręcznego pisania to by się większość współczesnych pisarzy (takich zawodowych) śmiała.

@autor
Żeby coś napisać, to najpierw trzeba parę rzeczy przeczytać.

1. ortografia
2. może jakieś akapity, a nie ściana tekstu?
3. brak spójności językowej - w tekście, który mówi o rycerzach, kowalach, łucznikach takie sformułowania jak "baphomet junior"? "gangsterzy"? "pięć sekund"?

Offline Appointed

  • Wiadomości: 70
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #8 dnia: Marzec 05, 2009, 08:14:26 pm »
Swoją drogą, podoba mi się.  ;)

Offline N e x

  • Wiadomości: 24
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
  • C'mon And Try...
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #9 dnia: Marzec 05, 2009, 08:19:04 pm »
nom, SWOJOM DROGOM nie jest zle...ale slownik i tak proponuje =/


"Izlude było długą drogę z tond, a Morroc było z 30 kilometrów z tond"  > ALL  XD
« Ostatnia zmiana: Marzec 05, 2009, 08:21:06 pm wysłana przez N e x »

Offline Korte

  • Wiadomości: 6
  • Reputacja: +0/-0
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Piękno śmierci...
« Odpowiedź #10 dnia: Marzec 05, 2009, 08:33:46 pm »
słownik w microsofcie mi tak podpowiedział i nie zauważyłem błędów O.o xD