Autor Wątek: "Bogiem być!"  (Przeczytany 5528 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
"Bogiem być!"
« dnia: Lipiec 22, 2010, 06:19:45 pm »
Dziś proponuję Wam coś innego. I dla mnie jest to nieznana jeszcze konwencja "opowiadania detektywistycznego", w dodatku z narracją pierwszoosobową. I nie, to nie jest koniec. Jedynie zagajenie akcji.
Dedykuję ten kawałek pewnemu Panu z nKDR, miłośnikowi nicków na S i na V. Mam nadzieję, że się spodoba :)


- 1…2…3… - liczyłem na głos, zagryzając zęby – 4…5… kobieta negocjowalnego afektu! – walnąłem pięścią w stół, aż długopis potoczył się na podłogę. – Zrób coś z tymi pieprzonymi akolitami! – warknąłem do Trybalda – Łażą ciągle za oknem, śpiewając swoje mantry i nie dają mi nawet pomyśleć!
Popatrzyli przez okno. Na dziedzińcu paradował tuzin mnichów w tęczowych ubraniach, bijąc w bębenki i pląsając radośnie bez wyczucia rytmu.
- Co ja mogę zrobić…? – wzruszył ramionami. – W końcu sam kazałeś nam zostać w zamku. Stąd nie usłyszą, a nie możemy nikogo do nich wysłać.
- Beznadzieja…
- Zaraz sobie pójdą. – Trybald zamknął okno. Hałas przycichł. – Lepiej skup się na robocie.
- Wiem, wiem… - spojrzałem na pokój, w którym przyszło mi spędzić cały dzień. Wzrok przesuwał się powoli po odznakach uzyskanych przez gildię w Wielkiej Bitwie. Biblioteczka była pełna perełek znalezionych na wyprawach. Trofea, kolekcje kart… Jednym słowem - sala chwały. A gdzieś tam w kącie świecił na żółto kryształ. Promieniał od wewnątrz i przygasał, jakby odzwierciedlał żywy puls tego zamku. Jego emocje i zmiany nastroju. Kto wie, może i tak było? Ciekawe, czy ktoś kiedyś próbował oddzielić kryształ od jego zamku…
Ale wróćmy do rzeczy.
- Ten dzień zaczął się tak pięknie… - powiedziałem z bólem na głos, pogrążając się w coraz bardziej w ponurych myślach. Trybald wycofał się cicho z pokoju.
I dobrze. Potrzebuję trochę ciszy i chwili do namysłu.
Zaraz, zerknąłem w swoje notatki. To jak to w końcu jest? A, już widzę.
Był taki czas, gdy Bogowie chodzili po ziemi. Ze swoimi humorami, niedoskonałościami, tacy bliscy człowieczeństwu, niemal jak my… A jednak inni. Potężni. Czasem nawet nieśmiertelni.
Ale ich już nie ma. Zabrał ich czas, wypędził postęp, przepędziła ludzka niewiara. W swojej ucieczce do miejsc świętych, tam, gdzie nie dosięgnie ich ludzka złość, pozostawili na ziemi pewne artefakty.
Mjolnir, Brisingamen, Sleipnir, Megingjard.
Cztery niesamowite obiekty, obdarzające swoich właścicieli (czy też tymczasowych posiadaczy), niezwykłymi cechami. Wybijające ludzi z tłumu, stawiające ich wyżej niż pozostała tłuszcza. Przedmioty pożądania, pozwalające na chwilę poczuć się czymś więcej. Ach, bogiem być!
Zamknąłem oczy i smakowałem obrazy, którymi karmił mnie mózg. Silniejszy, mądrzejszy, szybszy… Ile rzeczy można by zrobić! Ilu rzeczom można by zapobiec. Ech.
Zza okna sączyło się ciepłe popołudniowe światło. Pełnia lata. Tak, to był dobry dzień, aż do momentu, kiedy…
Kiedy rano zgłosił się do mnie Trybald, nawet przez moment nie pomyślałem, że sprawa jest tak poważna. Gildia „Zgromadzeni” wysiłkiem kilku miesięcy prac zdobyła trzy boskie artefakty. Niesamowite osiągnięcie. Biorąc pod uwagę wszystkie czynności, które trzeba wykonać, by zaskarbić sobie łaskę Bogów, ilość niebywale cennych i rzadkich przedmiotów, które trzeba poświęcić, czas… Wszyscy uczestniczyli w tym przedsięwzięciu i byli zjednoczeni w jednym celu. Wydawałoby się, że bez waśni. Tymczasem zaraz po godzinie 10:00 w piątek, lider gildii a mój przyjaciel, Trybald, odkrył, że z gabloty z cennymi zdobyczami zniknął Brisingamen.
Naszyjnik Freyi. Arcydzieło kowalstwa. Graal wyznawców tej bogini miłości i płodności. Najbardziej wszechstronny ze wszystkich artefaktów.
- Lesterze… - zza drzwi rozległo się pukanie. – Wszyscy czekają na Ciebie w Sali kominkowej. Już czas. – dobiegł mnie cichy znajomy głos.
Trzeba wstawać.
– Już idę!
Razem z moim rycerskim przyjacielem pogrążamy się w labiryncie sal, przejść i korytarzy. Pod sufitem ciemnych zaułków zamku migocą światła, wzburzane wiatrem wzbijanym przez nasze łopoczące szaty. Po posadzkach niesie się stukot podkuwanych butów. I to echo… Spieszymy się. Miejmy to już za sobą. Otwieram na oścież wielkie dębowe drzwi rzeźbione w koślawe nordyckie wzory. W końcu mamy Ragnarok, zmierzch Bogów.
- Witajcie! – wołam już od drzwi. – Wiecie już, co się wydarzyło. Wasz lider, Trybald, poprosił mnie o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy. Jako pomocniczy mistrz gry, postaram się jak najszybciej znaleźć winowajcę. Nie martwcie się. – na twarzach niektórych w sali zobaczyłem przez moment ulgę. - Proszę Was jednak o pełną współpracę. Podajcie mi, dobrowolnie, nazwy swoich wszystkich kont. Jak już na pewno zauważyliście, nie możecie wyjść z zamku. Na czas dochodzenia, Wasze postaci zostały tutaj uwięzione. – podniosła się wrzawa wzburzonych głosów – Spokojnie! Mamy piątek i oczekuję, że najpóźniej do niedzieli wieczorem rozwiążemy tą sprawę. Ponieważ Trybald bardzo szybko zawiadomił mnie o wszystkim, Brisingamen na pewno pozostał na terenie zamku. Dlatego musicie tu pozostać. Zablokowałem także możliwość dokonywania wymian. Sami rozumiecie.
Nie byli zadowoleni. Na pewno mieli swoje plany na weekend. Ale, cholera, ja też miałem swoje plany, a teraz zostałem w to wplątany! Szlag.
Na moich oczach gildia podzieliła się na małe grupki, wymieniające po cichu szybkie zdania. Tu i tam krążyła samotna postać, zagadująca różnych ludzi. Muszę ich wszystkich przepytać. To kogo tu mamy? – zerknąłem jeszcze raz na swoje notatki. – Tam, przy kominku stoi kapłan, Aligator. Zdaje się, że sympatyczny. Obok niego widzę chyba Orrica, alchemika. Trochę dalej w kącie siedzi Toti, klaun. Zakazana morda. I w dodatku bawi się jajkiem poringa! Obrzydlistwo. Z drugiej strony zaś przysiadła przy stole Farruna, cyganka, jedyna w tym gronie kobieta. Otaczają ją BestSinEver, assassin (żadnej niespodzianki) i Santiago del Bosque,  krzyżowiec (tu już niespodzianka). Koło szafy kryje się Klaudiusz, złodziej, a obok niego przystanął Długi Bolek, ninja. Cokolwiek dziwnie chowa swoje kompleksy, ale z twarzy poczciwiec.
A obok mnie stoi Trybald, rycerz, lider tej gildii.
- Ale mi się trafili „Zgromadzeni”! – zażartowałem ponuro. Zobaczyłem kwaśne uśmieszki na niektórych twarzach. – Dobra. To ja lecę do kibla, a wy ustalcie, kto pierwszy idzie na spowiedź. Do miłego! – rzuciłem na odchodne.
I wylogowałem się z gry, zostawiając ich samych w wielkim zamku.

Offline Krzychu

  • Wiadomości: 1009
  • Reputacja: +74/-78
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nick nKDR: C h r i s
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 22, 2010, 08:14:00 pm »
Fajnie się czyta, ale ten kibel mogłaś sobie darować xD

Staszek

  • Gość
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 22, 2010, 08:40:30 pm »
Cytat: Fumi
Dedykuję ten kawałek pewnemu Panu z nKDR, miłośnikowi nicków na S i na V.

<3

Bardzo sie podoba, lubie takie multikonwencje. ;d Nie kaz dlugo czekac z kolejna czescia!

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 22, 2010, 09:40:14 pm »
Sama nie wiem, co będzie dalej... Ale zacznę nad tym myśleć dopiero, gdy będzie duży "popyt" na moje opowiadanie :P

A kibel, jak dla mnie, pasuje tam jak ulał xD
Kontrapunkt :)

EDIT:
No to jak nie ma zainteresowania, to dalej nie piszę :P
« Ostatnia zmiana: Sierpień 04, 2010, 03:47:27 pm wysłana przez My way »

Staszek

  • Gość
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 03, 2010, 10:55:42 pm »
Pisz. ;<

Offline Sylure

  • Wiadomości: 12
  • Reputacja: +2/-2
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 04, 2010, 12:41:05 am »
Czekam na kontynuacje :D

Offline My way

  • Marionette ;3
  • Wiadomości: 171
  • Reputacja: +8/-51
  • Gildia: Perfect World
  • Nick Dark KDR: Wrong Way
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 04, 2010, 01:16:55 pm »
Fumi: Połączyłem twój double post w jeden, używaj opcji "Modyfikuj".

PS: Też czekam na więcej :>.

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 07, 2010, 02:13:29 pm »
Postanowiłam kontynuować ten wątek i nie zaczynać kolejnego. Oto druga część opowiadanka. Hope you like it :)

---------------------------------

- No dobra, jestem! – pojawiłem się w zamku w wybuchu fajerwerków. Spojrzeli na mnie z dezaprobatą. Tak, podkręciłem trochę animację przy pojawianiu się na mapie. No to co..? Może trochę przesadziłem… Kurde, trzeba to dopracować na przyszłość. - To kto idzie pierwszy na spytki? – rzuciłem szybko odwracając ich uwagę.
Tak jak myślałem, nikt się nie kwapił. A tacy byli jednomyślni na początku. Teraz już każdy zwietrzył pismo nosem i nikt nie chce wyjść na donosiciela.
- Dobra, Tryb, lecisz ze mną jako głowa tej gildii. – przywołałem go ręką. Nie umknęło mojej uwadze, że Toti syknął słysząc tę decyzję. - W tym czasie nikt, powtarzam: NIKT, nie wychodzi z tej sali. Zrozumiano? Kto tu jest vice? – Aligator zamachał do mnie z kąta. – OK. Pilnujesz porządku. Wychodzimy.
Obserwowałem ich, gdy znikaliśmy za ozdobnymi drzwiami. Tak mi się jakoś wydało, że Tryb zerknął smutno na Totiego, zanim wyszliśmy z sali. Za rogiem korytarza zatrzymałem go i spytałem konfidencjonalnym szeptem. – Ty coś wiesz? Widziałem, jak patrzyłeś na Totiego. Masz jakieś podejrzenia? – zbliżyłem się do niego.
Trybald aż odskoczył ode mnie.
- Nnie, nie, w zasadzie to nie. – zamachał rękami zaprzeczając. Chyba go zaskoczyłem. – Chodzi o to… Zresztą chodźmy do komnaty kryształu, tam Ci wszystko wyjaśnię. Ściany mają uszy. – rozejrzał się wokoło nerwowo.
Oho. Widzę, że już udzieliła im się atmosfera paniki. Jeszcze parę godzin i nasza Gra zamieni się w thriller, a co na najmniej w dreszczowiec. Obawiam się, że twórcy MMO tego nie przewidzieli. W tych dusznych korytarzach zabójcy i złodzieje mogą spokojnie krążyć nie zauważeni przez nikogo.
 - Prowadź, nie zapamiętałem drogi.
Kiedy weszliśmy do komnaty zauważyłem, że kryształ był jakiś taki blady i bez życia. No no, moja mała diamentowa bestyjko! Czyli jednak odczuwasz nastroje panujące w zamku. To się jeszcze może przydać. Uśmiechnąłem się do siebie.
- Chciałbym, żebyś powiedział mi najpierw coś więcej o Brisingamenie. Wiem już, że to naszyjnik Froyi… - zacząłem przesłuchanie.
- Freyi – poprawił mnie machinalnie.
- Freyi. I że daje jakieś niesamowite właściwości temu, kto go nosi. Jakie? – pochyliłem się nad notatnikiem.
- Ten naszyjnik jest bardzo wyjątkowy. Prawdziwy skarb! – zaczął Trybald. – Obdarza siłą, inteligencją i żywotnością. Dodatkowo daje dużo szczęścia i sprawia, że posiadacz jest mniej wrażliwy na magię.
- Czyli ze wszystkich graczy… to jest: klauna, cyganki, nindży, krzyżowca, alchemika, kapłana, zabójcy, złodzieja i rycerza… Pozwolisz, że będę Ciebie także traktować jako podejrzanego? – wolałem się upewnić na wszelki wypadek. Facet był w końcu moim przyjacielem.
- Nie no, jasne. – zapewnił szybko. – Nawet nie prosiłbym o inne traktowanie.
- To dobrze. A wracając do tematu: każdy ma motyw! Każdemu Brisingamen mógłby się przydać.
- No niestety, na to wygląda.
- Hmm, trudna sprawa. – zagryzłem paznokieć. – To teraz powiedz mi, o co chodziło z Totim.
- Widzisz, zanim pojawiłeś się w zamku, na wierzch wypłynęły pewne spekulacje na temat tej kradzieży. – zaczął mówić, z wyraźnym trudem dobierając słowa. – Zresztą widziałeś Totiego. Nie jest zbyt lubiany.
- Zauważyłem.
- Zawsze trzymał się z boku i miałem wrażenie, że zazdrości innym. Gra taką postacią, która normalnie wszędzie witana byłaby z radością w drużynie. A w jego przypadku… Powiedzmy, że zawsze miał większe problemy ze znalezieniem wyprawy, niż inni gracze.
- Mhm. Ale tacy ludzie też się zdarzają i co to ma wspólnego z całą sprawą? – nie chciałem, żeby wewnętrzne animozje w gildii wpłynęły na osąd sprawy.
- Mówiłem Ci już, że zalogowałem się dzisiaj po dziewiątej rano. Porządkowałem skarbiec i odwalałem zwykłą papierkowo-administracyjną robotę dla gildii. Trochę po dziesiątej… Przykro mi, że nie pamiętam dokładnie, ale wiesz jak jest. Gdybyś wiedział, że zdarzy się coś takiego, to dokładnie notowałbyś wszystkie godziny, ale tak…
- Spoko, wiem, jak jest. – zapewniłem go kiwnięciem głowy.
- No to… po dziesiątej wylogowałem się na chwilę i po paru minutach wróciłem. Kiedy szedłem do skarbca, gdzie przechowujemy boskie artefakty, Toti wylogował się. To normalne, ale po chwili odkryłem kradzież i od razu wydał mi się dziwny taki zbieg okoliczności. Gdy się znów pojawił, spytałem go o to. I nie był zadowolony z takiego zainteresowania.
 - To akurat mnie nie dziwi. Kto jeszcze wylogował się w tamtym czasie?
- No… Gdy wszedłem do Gry, nie zauważyłem Santiago, który był jeszcze w momencie mojego zniknięcia z serwera. A tak. Farruna także wylogowała się mniej więcej wtedy, co ja.
- Dobra, to już rzuca trochę światła na całą sprawę. – zamyśliłem się. - Czyli mamy trzech pierwszych podejrzanych.
- Dwóch. – poprawił mnie.
- Dlaczego dwóch? – zdziwiłem się. – Mamy Santiago, Farrunę i Totiego.
- Ale Farruna wylogowała się ze mną. Nie mogła nic zrobić, gdy mnie nie było.
- Skąd wiesz? Mogła przecież wrócić do gry, zabrać naszyjnik i zniknąć niczym siwy dym.
- Nie! Znaczy, nie podejrzewaj jej. Jest niewinna. – zapewniał gorąco.
- Skąd możesz to wiedzieć? Tłumaczę Ci, że KAŻDY jest podejrzany, szczególnie takie osoby, które znikają w okolicach kradzieży. – jego upór był podejrzany. Czemu on tak broni tej kobiety…?
- Nic nie rozumiesz…
Nagle wydał mi się strasznie mały i zdesperowany. On, rycerz, zawsze olśniewał swoja postacią. A teraz, w tym „pokoju chwały” jego gildii, pod ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, wydał się bardzo zagubiony. Zerknąłem na swoje własne okno – za oknem gromadziły się granatowe chmury. Wiatr wywijał gałęziami drzew niczym w tańcu świętego Wita.
- To wytłumacz mi proszę. – naciskałem.
 - Ech, proszę, niech zostanie to między nami. – patrzył w moje oczy szukając tam potwierdzenia, że wszystko będzie dobrze. – Farruna wylogowała się ze mną. – powiedział z naciskiem. – I to „ze mną” jest tutaj istotne dla sprawy.
- Tak? Czemu? – zaciekawił mnie.
- Aligator i Farruna są parą w Grze. Chyba nawet kręcili coś ze sobą w normalnym świecie.
- Ale? Bo widzę, że jest tu jakieś „ale”.
- Ostatnio więcej czasu spędzam z Farruną. Ja… - zaczerwienił się. – Lubię z nią rozmawiać o wszystkim i o niczym. W Grze nie możemy tego robić za często, więc kontaktujemy się przez zwykłe komunikatory. Wtedy, gdy się wylogowałem… Chciałem po prostu jej coś pokazać. Więc wylogowała się ze mną.
- I była z Tobą cały czas? – spytałem. – Gdy mówię „była” chodzi mi oczywiście o to, czy odzywała się normalnie, bez dłuższych przerw?
- Oczywiście. Nawet została dłużej off niż ja. Wróciła do gry dopiero po kwadransie.
- No dobrze, to faktycznie coś zmienia. Ale pamiętaj, że nie mogę jej skreślać.
- Ale nie mów nikomu! Nie mów, błagam Cię! To zniszczy gildię… - załamał ręce w rozpaczy.
- Jeśli nie będę musiał, nie poruszę tego tematu. Obiecuję. – przysiągłem. Trybald wyraźnie się uspokoił na te słowa. – Wiesz co, wracajmy już do nich. Nie możemy ich tak zostawiać. Czort wie, co tam się dzieje…
- Jasne. – wstał z krzesła i ruszył do sali kominkowej.
Zerknąłem na kryształ. Stracił swój zwykły blask i chyba dalej przygasał. Pogłaskałem go po zimnych krawędziach.
- Nie martw się, maleńki. Rozwiążę tę sprawę i znów wszystko będzie w porządku.
Jakby w odpowiedzi na moje uspokajające słowa zabłysł na moment, ale bardzo szybko zmatowiał.
Trzeba iść i to rozwiązać. Choćby dla tego biednego kryształu, który chłonie nastrój zamku jak gąbka. Cholera! Rozmawiam z kryształami i troszczę się o ich humor. Zakryłem czoło i oczy dłonią w niedowierzaniu na swoją głupotę. A może to nie jest takie głupie? Zreflektowałem się. W końcu to Gra, tu wszystko jest możliwe.
Zacząłem biec, żeby dogonić Trybalda i nie zgubić się w tych piekielnych korytarzach. Już z dala od sali kominkowej usłyszałem krzyki. Przyspieszyłem. Wpadłem do pomieszczenia i moim oczom ukazał się obraz niemal biblijny (wszystko zgadzało by się, gdyby tylko Jezus potępił Judasza i wskazał go publicznie jako zdrajcę). Z jednej strony stał klaun Toti z desperacji tuląc do siebie jakieś jajka. Zdaje się, że żonglerka jajkami była jego popisowym numerem. Po drugiej stronie stała cała gildia, wszyscy „Zgromadzeni”. Zapanowała atmosfera oskarżenia połączonego z natychmiastowym potępieniem. Widziałem, że Santiago już zdążył wyciągnąć palec by wskazać złoczyńcę. Ludzie krzyczeli. Ani Trybald, ani Aligator, nie mogli zapanować na sytuacją.
- Spokój! – wrzasnąłem. – Wszyscy, cisza!
- Jak możecie tak mówić? – niespodziewanie odezwała się Farruna. Widziałem, że miała łzy w oczach. – Jak możecie go oskarżać tak od razu?! – krzyknęła na cały głos. Lepiej ich uciszyła niż moje wcześniejsze wołanie. – Co on Wam zrobił?
- Zdrajca! Złodziej! – wrzeszczał ciągle Santiago wyrywając się do przodu, a BestSinEver i Klaudiusz próbowali go powstrzymać przed rzuceniem się z pięściami na Totiego. Wydawało się, że go nie utrzymają i już już miał się uciec z ich rąk, gdy wtem Farruna przyskoczyła do Totiego. Chyba chciała go zasłonić własnym ciałem, a może tylko pokazać mu, że nie jest sam. Niestety w biegu potknęła się o swoją długą cygańską spódnicę i wpadła na struchlałego klauna. Jajka potoczyły się po podłodze. Jedno z nich pękło, a wśród odłamków skorupki wszyscy zobaczyli klucz. Klucz do gabloty z boskimi artefaktami.
Wszyscy skamienieli na ten widok.
- Toti, jak mogłeś…? – wyszeptała Farruna.
Wiedziałem, że zaraz rozpęta się istne pandemonium. Zacząłem krzyczeć: - Spokój! - ale nikt nie usłyszał mojego wołania.
Na ekranie komputera pojawiła się informacja o utracie połączenia z serwerem.
- Mamoooo! – wrzasnąłem.
- Tak, Piotrze? – dobiegło mnie z dołu wołanie mojej rodzicielki.
- Co jest z Internetem?! Nie mogę nic zrobić!!
W takiej chwili, jak to mogło się zdarzyć w takiej chwili!
- Ach, prawda. Ojciec wyłączył router, bo idzie burza. Ponoć całą noc mają być wichury. Jutro będziesz mieć ten swój Internet. – odpowiedziała spokojnie. Ale wiedziałem, że nie powstrzyma się by dodać: - I znów będziesz siedzieć całymi dniami przed komputerem!
Chrzanię. W takiej chwili! Wiedziałem, że nie zrozumieją.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 07, 2010, 03:10:47 pm wysłana przez Fumi »

Offline My way

  • Marionette ;3
  • Wiadomości: 171
  • Reputacja: +8/-51
  • Gildia: Perfect World
  • Nick Dark KDR: Wrong Way
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 07, 2010, 09:54:27 pm »
Bardzo mi się podoba! :>

Autor tematu otrzymuje "plusa" za ciekawą kontynuację fanfic'a.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 07, 2010, 11:51:11 pm wysłana przez My way »

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 07, 2010, 10:21:38 pm »
Ojej, ale to jeszcze nie koniec :P

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 09, 2010, 01:52:44 pm »
Trzecia część :)
----------------------------------------------------
- Jestem już.
- Raczej w końcu. – Trybald wyglądał, jakby zeszła noc odebrała mu wszystkie siły.
Rozejrzałem się po komnacie, z której wczoraj mnie wywaliło. Ktoś poustawiał poprzewracane krzesła, ułożył stoły, ale popękane wazony z kwiatami znaczyły pole niedawnej walki.
- Było ciężko? – przysiadłem na zydlu.
- Oj, było. – westchnął i skrył twarz w dłoniach. – Nie wiem nawet, czy coś by to zmieniło, gdybyś był na miejscu.
- No sorry, net mi wyłączyli przez burzę!
- Domyśliłem się tego! – warknął. – Przepraszam, nie mam już cierpliwości. Ponad godzinę zajęło mi ogarnięcie tego bałaganu i uspokojenie gildii. Wylogowywali się wczoraj wieczorem w piekielnych nastrojach, ale kazałem im iść i pożyć. Żeby mi się nie pałętali…
- Surowo, ale chyba dobra decyzja. – poklepałem go po ramieniu. – Totiego zatrzymałeś?
- Trzymałem go ze dwie godziny. Miałem nadzieje, że wrócisz. – spojrzał żałośnie. – Później postanowiłem także iść spać, więc go puściłem. Zaraz powinien się pojawić na przesłuchanie. – zerknął na staromodny zegar z kukułką na ścianie.
- Mówił coś wczoraj?
- Prawdę powiedziawszy, najpierw zapierał się wszystkiego, później zaczął oskarżać nas o zawiązanie spisku przeciw niemu, a gdy próbowałem go uspokoić, przeklinał mnie i słał do diabła. I to było ostatnie, co od niego usłyszałem, bo przez kolejne dwie godziny, kiedy już wszyscy poszli, siedział cicho przy kominku i tylko skamlał coś do siebie żałośnie.
- Niewesoło.
- Ano.
Usłyszeliśmy ciche arytmiczne pukanie do drzwi.
- Mogę…?
- Wchodź, Toti. – rzucił Trybald.
Ciężki drzwi otworzyły się i do komnaty wpełzł pechowy klaun. Ubranie miał poszarpane, kolorowa czapka zwisała mu smętnie, a ostatni dzwoneczek przypięty do paska coraz bardziej chylił się ku podłodze wisząc na ostatniej nitce.
- To nie byłem ja. – cichy głos zabrzmiał buntowniczo.
- Yyy… No wiesz, nikt nie mówi, że to byłeś ty. Jeszcze. Ale nie da się ukryć, że klucz od gabloty z boskimi artefaktami, znaleziony w Twoim posiadaniu, w dość kontrowersyjnych okolicznościach… może wskazywać na pewne fakty.
- Jeszcze? No ale to podstęp! Spisek! Ktoś zrzuca na mnie całą winę! To niesprawiedliwe!
- Daj spokój. – uciąłem. – Na razie zapomnijmy o całej sprawie z kluczem. Na razie! Zapamiętaj sobie, że póki co masz u mnie białą kartę. Czyli… nie oskarżam Cię, ale przesłuchuję. Siadaj i mów, jak to było wczoraj. – otworzyłem notatnik. – Zacznij od tego, o której się zalogowałeś i opowiadaj mi po kolei, co się działo.
Łypnął na mnie spode łba.
– Dobra. – wygładził trochę swoje zmierzwione ubranie, położył czapkę na stole i zaczął: – Zalogowałem się tak po dziewiątej. Wylogowałem się koło wpół do jedenastej. Wróciłem znów na serwer, gdy mi dali znać, że coś się stało w gildii. Tak koło pierwszej.
- OK. Rzeczowe zeznanie, ale nic mi nie mówi o tym, kogo widziałeś online, kto się kręcił po zamku, co ty robiłeś…
- No wszedłem rano z nudów. Posiedziałem trochę w mieście na kaflach, później zacząłem trochę ćwiczyć żonglerkę.
- Jajkami?
- Nie, piłą. Jasne, że jajkami! Trzeba dużo ćwiczyć, by być w tym dobrym. W każdym bądź razie, niedługo po tym, jak ja wszedłem do gry, pojawił się Trybald. Później jeszcze zalogował się chyba Długi Bolek, Santiago i hmm… Klaudiusz i Aligator? I… uhm…
Mój długopis wisiał nad kartką ładnych trzydzieści sekund. Nie chciałem go popędzać, ale nie wytrzymałem: - To może powiedz, kogo nie było.
- A! Chyba nie było BestSinEver i Orric’a.
- Rozumiem. – zakreśliłem te dwa nicki na kartce. – A czy widziałeś kogoś w mieście?
- No… widziałem Santiago i Długiego Bolka. Długi chyba szedł expić, bo mi tylko śmignął na ekranie, a Santiago szperał po sklepikach.
- A reszta?
- Chyba w zamku siedzieli.
- Nie wchodziłeś do zamku? Przez ten cały czas?
- Nie-e. Nie wchodziłem! – zaprzeczył. – Jaki ja miałbym interes w zamku?
- Dobra, dobra. Wiesz, że muszę pytać.
Trybald i Toti przyglądali się, jak skrobałem szybko w notatniku. Nagle Toti się wzdrygnął.
- A!
- Co „a”? – spytałem jednocześnie z Trybaldem.
- Przypomniałem sobie! Ale, ale może to nieważne… - zakręcił palcami młynka.
- Co jest niby nieważne? Mów!
- No… byłem w zamku w piątek rano. Poszedłem do swojej szafki po jajka, żeby poćwiczyć. – powiedział nieśmiało zerkając na mnie, czy się nie zdenerwuję.
- Toti… Zmieniasz zeznania! Prosiłem. Miałeś mówić mi wszystko.
- Ale zapomniałem.
- Co jeszcze zapomniałeś? – spojrzałem na niego zza zmrużonych oczu.
- Nic, na pewno już nic.
- Na pewno?
- Jasne.
- A wiesz, mam wrażenie, że coś Ci się jeszcze przypomni.
- Niemożliwe! To wszystko, co pamiętam.
- Załóżmy, że tak. – przytaknąłem. – Ale jak teraz wyjaśnisz pojawienie się klucza do gabloty w Twoim jajku?
- Nie wyjaśnię, bo nie mam pojęcia, skąd tam się wziął ten klucz! – Toti był wyraźnie zdenerwowany. – Ktoś go musiał podłożyć! Nawet nie widziałem wczoraj Trybalda, a tylko on ma dostęp do tego klucza.
- Tryb, tylko ty go używasz? – zwróciłem swoje pytanie do lidera gildii.
- No tak. – skinął głową. – W końcu musi być jakiś porządek. Ja nim rozporządzam.
- A gdy zauważyłeś, że Brisingamen zniknął, miałeś ze sobą klucz?
- Hmm… - zastanawiał się. – Jak przyszedłem do skarbca, to gablota była otwarta i nie musiałem szukać klucza. Ważniejsze było dla mnie to, że zniknął naszyjnik.
- Czyli nie wiesz, czy już wtedy nie miałeś klucza, czy zniknął później? – dopytywałem.
- No nie wiem. Przykro mi. – przygryzł wargi.
- Czy to już wszystko? – spytał nieśmiało Toti. Zupełnie zapomniałem o jego obecności!
- Tak, Toti. Możesz już iść. – machnąłem ręką w stronę drzwi. – Tylko może lepiej będzie, jeśli pójdziesz do Waszej sali chwały i tam poczekasz.
- Do sali chwały? – zdziwił się klaun.
- Chodzi mu pewnie o salę z kryształem. – Trybald uśmiechnął się dzisiaj po raz pierwszy.
- No zmykaj.
- Już! – drzwi zamknęły się za nim z trzaskiem.
- Myślisz, że faktycznie go wrobiono? – zapytał rycerz.
- Na razie nic nie myślę.
- Pełny profesjonalizm. – zaśmiał się.
- Możesz to tak nazwać.  – wyszczerzyłem się w odpowiedzi. – Ale to jest zbyt podejrzane, żeby wszystko wskazywało na Totiego. Musiałby być bardzo niezdarnym złodziejaszkiem.
- Tego nie możesz wykluczyć.
- Nie mogę, ale wątpię, żeby to on ukradł. Dobrze. Czy możesz zawołać teraz Farrunę, jeśli jest?
- Farrunę? – wyraźnie zaskoczyłem Trybalda. – Tak, jest online, ale na co Ci ona?
- Muszę ją przepytać. Znasz zasady. – patrzyłem, jak walczy ze sobą. – Idź po nią, a później skocz do Totiego, żeby nic głupiego się nie wydarzyło.
- W porządku. Ale nie mów jej, że Ci powiedziałem.
- Pewnie i tak sama będzie musiała mi powiedzieć, ale zrobię, o co prosisz.
Kiedy wychodził, widziałem, że trochę mu ulżyło. To będzie ciężki dzień…

Offline My way

  • Marionette ;3
  • Wiadomości: 171
  • Reputacja: +8/-51
  • Gildia: Perfect World
  • Nick Dark KDR: Wrong Way
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 09, 2010, 02:58:28 pm »
Kiedy kontynuacja? ; >.
Bardzo ładna praca ^^''.

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 17, 2010, 12:07:58 am »
To znów ja i kolejna część opowiadanka. Może i przedostatnia :)
Liczę na Wasze komentarze! A może macie pomysł, kto ukradł Brisingamen?
-------------------------------------------------------------------------------------
Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Witaj, Lesterze. Trybald mówił, że chciałeś mnie widzieć. – Farruna tanecznym krokiem cyganki weszła do sali.
- Tak. Wiesz, chodzi o standardowe przesłuchanie. Wszystko będzie dobrze, jeśli tylko nie masz nic do ukrycia, oczywiście! – spojrzałem na nią chytrze sponad notatek.
- Hyh, no spoko. - wyglądała na trochę zdezorientowaną. – To co chcesz wiedzieć?
- O której się zalogowałaś, co robiłaś, kto był wtedy online, kto się wylogowywał, kiedy zniknęłaś z serwera… To by było w zasadzie wszystko, co chciałbym wiedzieć na początek.
- Z tego co pamiętam, pojawiłam się koło dziesiątej razem z Aligatorem. Mieliśmy pójść razem pójść na wyprawę…
- I udało się? – wtrąciłem.
- Co? Yy, nie. Musiałam zniknąć jeszcze na parę minut z serwera, a kiedy wróciłam, wyszła ta cała sprawa z kradzieżą i wszystko zeszło na drugi plan. Posiedzieliśmy jeszcze trochę z Aligatorem, ale ponieważ nic się nie wyjaśniało, wyszliśmy z gry.
- Kto był w grze, zanim się wylogowałaś na parę minut?
- Byłam cały czas z Aligatorem, oprócz tej krótkiej przerwy. Tak więc, był Aligator, - zaczęła wyliczać na palcach - poza tym widziałam Trybalda, Totiego, Długiego Bolka, Klaudiusza i chyba Santiago.
Pozakreślałem kolejne nazwiska na kartce. Na razie zeznania były spójne, ale ilość pętli na papierze zwiastowała, że już niedługo nie będę mógł rozczytać się z własnych notatek. Postawiłem zamaszyste „?” przy nicku Totiego i powróciłem do interogacyi.
- Widziałaś, żeby ktoś się wylogowywał?
- Nie. Byłam bardzo krótko.
- Może kogoś brakowało, kiedy wróciłaś?
- Nie pamiętam, prawdę mówiąc. – powiedziała po chwili namysłu.
- Zdajesz sobie sprawę, że zniknęłaś moment przed tym, gdy odkryto kradzież? Musisz mi powiedzieć, co wtedy robiłaś.
- Ojej, no. Wyszłam na chwilę z gry. A co, nie można? – zwróciłem uwagę, że zacisnęła nerwowo dłonie na sukni. Oho, zaraz wyjawi mi tajemnicę. Biedna nie zdawała sobie sprawy, że ten szkielet już dawno wypadł z szafy. Ale może ma gdzieś schowane jeszcze inne?
- Oczywiście, że można, ale timing to sobie wybrałaś nienajlepszy.
- I gra, i życie to moje prywatne sprawy i nic Ci do tego. – zirytowała się.
- Owszem. Ale jesteś teraz podejrzana, a to, że coś ukrywasz, wcale Ci nie pomaga. – pokręciłem głową dla podkreślenia swoich słów.
- Jestem niewinna i sam do tego niedługo dojdziesz, przeprowadzając te swoje głupie przesłuchania! – poderwała się z krzesła oburzona.
- Siadaj, proszę. Bardzo to zacne, że tak chronisz swoje tajemnice. I nie tylko swoje. – podkreśliłem znacząco. - Ale lepiej dla Ciebie byłoby jednak, gdybyś powiedziała mi prawdę. Zeznania jednego z graczy dają Ci dość wiarygodne alibi. – zrobiłem pauzę, by dotarło do niej, o czym mówię. – Od tego, co powiesz zależy, czy Wasze dwa zeznania zgodzą się, oczyszczając Cię tymczasowo z postawionych zarzutów.
Z zaskoczenia aż usiadła.
- Kto? – spytała cichym głosem.
- A tego powiedzieć nie mogę…
Spojrzała na mnie zrezygnowana, zagryzła wargi i spuściła wzrok.
- Dobrze. I tak już wiesz. – poprawiła się na krześle. - Wylogowałam się z Trybaldem. Chciał mi pokazać swoje zdjęcia ze spływu kajakowego. Na pewno zdajesz sobie sprawę, że wolałabym, żeby to pozostało między nami i żeby żadne przecieki nie dotarły do uszu Aligatora. – zerknęła na mnie.
- Tak. To co robicie, to Wasza sprawa. Właściwie nie rozumiem, dlaczego pokazywanie czyichś zdjęć ze spływu kajakowego miałoby być aż tak żenujące, ale… Cieszę się, że wydusiłaś to z siebie w końcu. – wstałem od stołu i podszedłem do okna. W grze trwał wieczny dzień i słońce promieniowało jasnym pikselowym światłem. Zbliżyłem się do Farruny. – Powiedz mi jeszcze tylko… Czy byłaś wczoraj po dziesiątej w zamku?
- Nie. Pojawiłam się w zamku dopiero, kiedy zwołałeś wszystkich na zebranie popołudniu.
- Aha. Dziękuję. – podrapałem się po brodzie w zamyśleniu. Odwróciłem się do niej i podszedłem do obrazu wiszącego nad kominkiem. – Możesz już iść. Skieruj do mnie Aligatora, jeśli możesz.
- Dobrze.
Podobnie jak Trybald, nie była zachwycona z poleconego jej zadania. Ale sami sobie to piwo nawarzyli, a ja i tak staram się chodzić wokół tego tematu jak po słowiczej podłodze.
Z obrazu patrzył na mnie Thor. W ręce dzierżył ogromny młot, a u jego stóp wili się giganci. Nie, nie czułem się ani trochę tak zwycięski, jak namalowany bóg. Byłem zmęczony i bliżej mi było do Thora rozciągniętego na drzewie, w mękach poznającego tajemnice świata. Wiele bym dał za spryt Lokiego. Tak bardzo przydałby mi się w tej sprawie… Kurde.
Chyba rację mają Ci, którzy mówią, że lubię narzekać. Z narzekania czerpię jakąś niemal masochistyczną satysfakcję, a i świat, kiedy już został „ponarzekany”, wygląda dużo znośniej.
Tak, bierzmy się dalej do tej sprawy. W końcu jeszcze tylko sześć osób pozostało do przesłuchania! Jezu.
Pukanie do drzwi.
- Proszę…


I tak znów, i kolejny raz… Już nawet nie wiedziałem, po którym pukaniu usłyszałem:
- Hej, Lester! Żyjesz? – z Trybalda energia aż strzelała na boki. Zaatakowany z nagła chmurą żywotności zapadłem się w sobie, przytuliłem do stołu i skryłem głowę w rękach.
- Hej. Stary, o co Ci chodzi? – wymamrotałem, ale obrus zdusił moje słowa.
- Ej, żyjesz? – zaniepokoił się. Tknął mnie parę razy palcem, sprawdzając, czy zareaguję. – Lester!
- Czuję się, jakby przejechał po mnie walec. – podniosłem nieznacznie głowę i potoczyłem naokoło nieprzytomnym wzrokiem. – Zaraz wracam. Wezmę coś na migrenę.
W moim prywatnym pokoju wstałem od kompa i powlokłem się do apteczki. Wody! Zrobiło się już dość ciemno, by włączyć światło w poszukiwaniu tabletek.
Kiedy wróciłem, Trybald przechadzał się tam i spowrotem po sali. Ledwo moja postać ożyła, a już spytał:
- I co? Wiesz już, kto ukradł Brisingamen?
- Co tak z grubej rury? Ludzie tu próbują zdychać w spokoju…
- Otrząśnij się! – mówiąc to potrząsnął mną, aż mi w karku strzeliło.
- Chłopie, daj żyć. – już bardziej trzeźwo odsunąłem się na bezpieczną odległość trzech krzeseł od Trybalda. – Zerknij na kartkę na stole. Widzisz?
- Te gryzmoły? – zdziwił się. Oglądał zabazgraną kartkę to z jednej, to z drugiej strony. – Czy ty…?
- Nie, ja też już nic nie rozumiem z tych notatek. Dlatego zrobiłem to! – zwycięsko sięgnąłem za pazuchę i wyciągnąłem kolejną kartkę, tym razem większego formatu.
- Co to?
- Sposób, by to wszystko zrozumieć! Zobacz. – rozłożyłem kartkę na stole i pokazałem palcem o co mi chodzi.
- Ale co to? – Trybald dalej nie kumał.
- Wykresy słupkowe! Wykresy słupkowe to odpowiedź na nasze pytania!! Tak sądzę.
- Jesteś chory! – gruchnął basowym śmiechem. – W czym one nam pomogą?
- Pokazują, kto był kiedy w grze i kiedy się wylogował. Widzisz?
- Ach, faktycznie. – pokiwał głową. – Ale dalej nie rozumiem, w czym to pomoże.
- No… - sam zwątpiłem. – Po prostu przeglądanie rejestru serwera to zadanie na dłuższy czas i nikt się tego nie podejmie dla nas. Dlatego nie mogłem liczyć, że admini podadzą mi listę i godziny logowań wszystkich podejrzanych graczy. Jednak, po wypytaniu wszystkich wiem już, kto kiedy wchodził i kiedy się wylogowywał. Wszystko się zgadza i nie ma żadnych niejasności.
- Ee… - Trybald nie był przekonany.
- To taki grafik, który pozwolił mi dojść do prawdy ze wszystkich mętnych wspomnień Twojej gildii!
- No spoko, spoko. – pojednawczym tonem spróbował mnie ułagodzić. – Byle Tobie to pomogło. A swoją drogą, co tu tak śmierdzi? – pociągnął nosem. – Anyż, kminek, rumianek i… jakieś cytrusy?
- Hmm? – zdziwiłem się. – A! Już zdążyłem przywyknąć. To był Orric. Znaczy, Orric tu był.
- Orric? – nie zrozumiał na początku. – Aha! Pewnie znowu warzył jakieś eliksiry.
- No właśnie. On tak zawsze śmierdzi?
- Wiesz, no różnie. Zależy, co przygotowuje. Czasem śmierdzi zgniłym mięsem…
- Mięsem? – skrzywiłem się na samą myśl.
- Tak, jak przygotowuje się na Wielką Bitwę. Zdaje się, że do koktajli Mołotowa potrzebuje surowe serca jakichś psów. BestSinEver mu je dostarcza. Poza tym, często pachnie świeżo ściętą trawą – nie pytaj mnie jak, ale robi z niej alkohol!
- Niektórzy nawet z butów robią, więc nic mnie już nie zdziwi. – uśmiechnąłem się.
- Ale zapachy nie są najgorsze. Sam widzisz, że można się przyzwyczaić. Najgorzej jest, kiedy robi wysokoprocentowe eliksiry.
- I co to przeszkadza? – ściągnąłem brwi.
- Niby nic, ale wtedy gdzie nie pójdzie, to osypuje się z niego złoty pył.
- Trochę… nieszkodliwe.
- A sprzątaj to sobie później! Ten pył lgnie do mebli gorzej niż kurz i roztocza razem wzięte.
- Widzę… że faktycznie to może być problem. – nigdy nie rozumiałem manii sprzątania niektórych osób.
- Problemy tak, ale nic nie zastąpi dobrego alchemika w trakcie Wielkiej Bitwy. – stwierdził lider gildii, która odnosiła na tym polu spore sukcesy.
- Rozumiem. – zacząłem się śmiać ze stanowczej miny rycerza Trybalda, lidera gildii „Zgromadzeni” i zakrztusiłem się, gdy gołąb pocztowy wylądował na mojej głowie. Na łebku miał czapkę pilotkę, a na oczach lotnicze gogle. Nie ma granic wyobraźni Koreańczyków w tworzeniu gier mmorpg… Mogliby jeszcze wysyłać tymi gołębiami prawdziwe wiadomości, a nie tylko sygnalizować graczom, że coś przyszło.
- O, masz wiadomość! – zauważył Trybald.
- Nie da się ukryć… - powiedziałem próbując zrzucić zwierzę ze swoich włosów. – To pewnie od moderatora serwera. Prosiłem go o pewne informacje. – gołąb w końcu ześliznął się na stół i dziobem zarył w solniczkę. – Wiesz co, wezmę zwierzaka na pocztę i wrócę niedługo. – wcisnąłem wyrywającego się ptaka pod ramię.
- Jasne, obok zamku, po lewej od altanki jest skrzynka.
- Zaraz wracam…


- No trochę Cię szukałem. – zza węgła wynurzyła się czupryna Trybalda. – Gdzieś ty był?
Rozglądnąłem się na boki w ciemnym korytarzu, odgarnąłem arras przedstawiający jakąś nordycką boginkę i podniosłem z podłogi wazon.
- Hmm? – Tryb patrzył na mnie zdumiony.
- Przeszukuję zamek. – odwróciłem wazon do góry dnem i wysypałem jego zawartość na drewnianą komodę. Kurz. Dużo kurzu.
- To widzę wyraźnie. Powiesz, co się stało? – dopytywał.
- W zasadzie, to ściśle tajne.
- Haa…? – zrobił wielkie oczy. – Łamane przez poufne, czy mi powiesz?
- Informacja za informację. – rzuciłem. – Wpierw powiedz, co tu znowu tak śmierdzi.
Trybald pociągnął nosem. Znajdowaliśmy się w jednym z bocznych korytarzy zamku. Niedaleko znajdował się skarbiec.
- To znów Orric.
- Dżizas.
- Taka profesja, sam rozumiesz. – wzruszył ramionami. – Zobacz jak tu wąsko. Z takim ciężkim wózkiem, jaki on zawsze taszczy ze sobą, to nie dziwne, że ma problemy żeby manewrować wśród tych antyków. Zdaje się, że wczoraj spadła mu z wózka jedna z tych bardziej śmierdzących mikstur.
- Wczoraj?
- Tak, wczoraj. Ale to już było mocno popołudniu. Albo nawet wieczór… Hmm. Jakoś tak. – zastanawiał się Trybald.
- Mhm. Słuchaj, zrobimy tak…
- Stop! Ja Ci powiedziałem, a ty mi nie powiesz? – obruszył się. - Nieładnie.
- A, o to Ci chodzi. – splotłem ręce zastanawiając się, czy mu powiedzieć. Dobra, mój kumpel, zasługuje by wiedzieć. – Moderator serwera wykonał dla mnie pewną prostą operację.
- Jaką?
- Prosiłem go, by sprawdził, gdzie jest przedmiot „Brisingamen” w grze. Dokładnie, w czyim jest posiadaniu, albo gdzie się znajduje. – sprecyzowałem.
- I…?
- I widzisz, Brisingamena nie ma w zamku, nie ma go też żaden z graczy.
- To… dobrze. Prawda?
- Nie do końca. – przygryzłem wargi. – Konkretnie, nie ma go na serwerze. Nikt go nie ma i nigdzie się nie znajduje. Zniknął. W rejestrach nie figuruje.
- Zniknął? – Trybald był w szoku. – Jak to możliwe? – nie dowierzał. - To jest boski artefakt! Każdy chciałby go mieć!
- Nasuwa mi się tylko jedno rozwiązanie tej kwestii. Ktoś go zniszczył. Albo po prostu wyrzucił i po jakimś czasie naszyjnik sam zniknął.
- Ale to… prawie jak bluźnierstwo! Kto miałby z tego jakiś zysk?
- Może chodzi o zwykła ludzką złośliwość? – rozłożyłem dłonie. – Nie takie rzeczy ludzie robią z zawiści.
- Ale do zamku nie ma dostępu nikt z obcych. Tylko członkowie gildii.
- I właśnie dlatego jestem tutaj, Trybaldzie. – położyłem dłoń na roztrzęsionym ramieniu mojego kumpla. – Poproś wszystkich dla mnie, żeby opuścili zamek. Niech wrócą do gry jutro o dziesiątej. Zapamiętaj: niedziela, dziesiąta rano. Ty też wyjdź z gry. – uprzedziłem jego prośbę. – Nie mogę zapomnieć, że ty także jesteś podejrzany, wybacz.
- A ty co będziesz robić? – spytał zrozpaczony.
- Ja zostanę tutaj i będę kontynuował moje poszukiwania. Szukam śladów, wskazówek… Przetrząsnę cały zamek. Może czegoś się dowiem. Śpij dobrze.
- I Tobie tego życzę. – odrzekł i zniknął w ciemnym korytarzu.
Uśmiechnąłem się smutno.
- Mnie czeka bardzo pracowita noc.
Zdmuchnąłem kurz ze starożytnego lichtarza. Zapaliłem świecę.
Tylko ty i ja, krysztale. Sami razem, przez całą noc. Na pewno już się cieszysz z tej zabawy, jaka nas czeka! A może w taką noc jak ta, Twoja kamienna skorupa runie i zdradzisz mi jakieś tajemnice. Kto wie, co skrywasz przed nami.

Offline My way

  • Marionette ;3
  • Wiadomości: 171
  • Reputacja: +8/-51
  • Gildia: Perfect World
  • Nick Dark KDR: Wrong Way
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #13 dnia: Wrzesień 17, 2010, 09:35:45 pm »
Kolejna genialna część : >.

Offline Szczeni

  • Wiadomości: 659
  • Reputacja: +21/-11
  • Płeć: Mężczyzna
  • No Nie? Squad
  • Nick rKDR: Aurora Gateway Fenrir
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #14 dnia: Wrzesień 17, 2010, 11:23:33 pm »
MOOOOOAAAR~!

Świetne!
Także... jeszcze! :D

Offline Victor

  • Wiadomości: 55
  • Reputacja: +16/-14
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gildia: HelloKici
  • Nick nKDR: Alenie
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #15 dnia: Październik 30, 2010, 05:28:33 pm »
Fumi chyba zapomniała o swoich wiernych czytelnikach :( . A niektórzy wciąż czekają na kolejne części !  ;)

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #16 dnia: Październik 30, 2010, 06:09:27 pm »
Nie zapomniała, tylko na razie nie ma czasu na pisanie kontynuacji. Wszystko jest już wymyślone i dopracowane w głowie. Teraz pozostaje mi tylko poczekać na odpowiedni stan umysłu i siąść do komputera.

A na pocieszenie podrzucę link do innych moich  eksperymentów z formą i treścią: http://www.derven.pinger.pl/

Offline Fumi

  • Wiadomości: 27
  • Reputacja: +14/-0
  • Za Imperium~!
  • Gildia: Imperium
  • Nick nKDR: Blanca, Fumi
Odp: "Bogiem być!"
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 02, 2010, 10:31:48 pm »
I'm proud to present... "Bogiem być cz. V". Ostatnia część niedługo. Naprawdę.

Gdybym tylko mógł dalej spać, nie obudziłoby mnie żadne brzęczenie telefonu komórkowego, ani nawet krzyki na ulicy. Ktoś najwyraźniej kopnął kota, ktoś wywalił ze złości śmietnik. Niedziela rano? Komedia. Zakryłem ręką oczy, w końcu był blady świt. Skąd tu tyle światła? Spać.
Wspomnienia nudnej aż do niemożliwości nocy napłynęły z zakamarków pamięci. Arrasy, wazony, kurz, rzeźby, porcelana, kurz, zbroje i kurz zamieszkiwały zamek pewnej wirtualnej gildii. A ja przeszedłem każdy korytarz (bogowie, to wcale nie było łatwe z moją orientacją w terenie!), wzbudziłem każdy stuletni kłaczek z podłogi, obudziłem każdego karalucha. I nigdzie nie było naszyjnika Freyi, zaginionego boskiego artefaktu. Może naprawdę ktoś go zniszczył, albo zostawił beztrosko dość długo aby serwer wykasował go z pamięci? To było jedyne rozsądne rozwiązanie, ale mnie nie zadowalało.
Zupełnie odrębną sprawą było, kto wziął Brisingamen i dlaczego?
A może naszyjnik wziął Toti, pogardzany i nie lubiany pajac. Lekko szurnięty. Mimo wszystko wątpię: w całej tej sprawie wydawało mi się, że Totiego ktoś wrobił. Najprostsza odpowiedź nasuwająca się od samego początku bynajmniej nie jest właściwa.
Z innych mocno podejrzanych na wierzch wypływali Santiago i Farruna. Santiago zawsze chodzi trochę napuszony i z nosem ponad wszystko. Mimo tego mocno zareagował, gdy klucz do gabloty wypadł z jajka należącego do klauna. Za mocno? Jeśli nie jest dobrym aktorem, mógł właśnie w ten sposób spróbować potwierdzić swoją niewinność. Tylko po co byłby mu Brisingamen? Jeden powód: wrobienie Totiego. Być może między nimi leży więcej uraz niż widać to na pierwszy rzut oka. Drugi powód: naszyjnik dałby mu niezłą dodatkową moc. Ale naszyjnik zniknął… Nikomu więcej się nie przyda. Trzeci powód: ech, na siłę można każdemu doprawić gębę.
Farruna, tajemnicza cyganka zaplątana w trójkąt uczuć. A nie wiadomo, czy ten trójkąt nie ma jeszcze jakichś dodatkowych kątów po bokach. Łasa na błyskotki? Zbyt proste. Znudzona sytuacją doprowadza do momentu, gdy jej romanse wychodzą na jaw? Chce, żeby dwaj najważniejsi ludzie w gildii walczyli o nią? Za dużo jest tutaj niewiadomych.
Z drugiej strony, Aligator, dotychczasowy umiłowany Farruny mógł zorientować się już wcześniej, że ona coś kombinuje z innym. I znów motyw doprowadzenia sytuacji do wrzenia i ściągnięcia do gry obiektywnego obserwatora-niuchacza pasowałby jak ulał. Ale jakoś nie pasuje mi to do tego kapłana.
BestSinEver, Długi Bolek, Klaudiusz, Orric… wszyscy oni mogli chcieć zdobyć tak słynny naszyjnik. Czy to dla pieniędzy, władzy, prestiżu, sportu.
A Trybald? Nie wiem, czy nie jest tutaj największą ofiarą. To on miał dostęp do artefaktu, co więcej: to on nosił przy sobie klucz do gabloty i najwyraźniej zgubił go. A przynajmniej tak to wygląda. W dodatku wyszła na jaw cała ta sprawa z Farruną i Aligator, wice-mistrz gildii, może mieć wiele do powiedzenia. Pozycja mistrza gildii jest bardzo ważna, otoczona szacunkiem i zbudowanie jej na pewno zajęło dużo czasu. W tym momencie Trybald bardzo dużo stracił i jego władza trzeszczy w posadach.
Co jeszcze wiem o tym wszystkim? Hmm. Długi Bolek i Santiago znają się ze świata poza ekranem komputera. Podobnie jak Farruna i Aligator, para w grze. Ta dwójka podobno poznała Trybalda na jakimś konwencie. Może tam zaczęły się ich problemy? Nie ważne teraz. Za to nikt nie widział nigdy Totiego, Klaudiusza, BestSinEver i Orrica. Ale to nic nie znaczy, wszyscy grają ze sobą jakiś czas, a w świecie gry i w świecie rzeczywistym w równym stopniu mogą zdarzyć się niesnaski.
Szlag, węzeł gordyjski.
Rozglądnąłem się po pokoju. Gdzieś mi wcięło mój magiczny notatnik! Same problemy od rana i jak ja mam pracować w takich warunkach...
- Piotrze, śniadanie! – dobiegło do mnie wołanie rodzicielki.
Jeśli pora na śniadanie, to znaczy, że jest już dziesiąta. Cholera, wszyscy już zebrali się w grze i czekają na mnie!
- Zaraaaaz… - odkrzyknąłem, jednocześnie wskakując na krzesło i włączając komputer. Niech sobie jedzą to śniadanie, ja mam ważniejsze sprawy.

- Hej, Lester! – usłyszałem czyjeś powitanie. Gra bardzo powoli mi się ładowała (przeklęty procesor!), więc minęła dobra chwila zanim zobaczyłem, że przywitał mnie Klaudiusz. Na rękach miał pełno pudeł i patrzył na mnie, jakby czegoś chciał.
- Witaj, coś się stało w gildii? Jakieś problemy? – oblał mnie blady strach, że coś się wydarzyło, gdy ja próbowałem wyrwać się ze zbyt krótkiego niedzielnego snu. – Coś wyszło na jaw?
- Nie, właściwie nie. – pokręcił głową. Poprawił trzymane pudła. Wyglądały na ciężkie
- To czemu tak patrzysz na mnie, jakbyś czegoś chciał? – o tak wczesnej godzinie wydało mi się, że to było bardzo chytre pytanie.
- Bo widzisz… - omiatał wzrokiem korytarz. O bogowie, czego on chciał?! A może chciał się przyznać? – Stoimy w dosyć wąskim korytarzu, a ja idę właśnie w stronę sali kominkowej. Do której blokujesz mi drogę…
- A! Sorki. – zreflektowałem się po czasie. Głupi, już wszędzie widzę intrygi. Mimo tego nie dałem się zbić z tropu: - A co niesiesz w tych pudłach? Coś nielegalnego?
- Nie, to tylko pudła z ołowianymi żołnierzykami i grami planszowymi. Zapowiada się długi dzień i stwierdziliśmy, że nie ma co tak siedzieć bezczynnie. – dżizas, jestem przewrażliwiony i niewyspany. – Chodź ze mną, to sam zobaczysz. Wszyscy już na nas czekają.
Ruszyłem za Klaudiuszem. Po drodze rozglądałem się uważnie. Mijane korytarze już nie wydawały mi się nie znajome. Wszędzie widać było ślady mojej nocnej wizyty: ślady w kurzu na podłodze, poodciągane na bok arrasy, krzywo ustawione wazony, zbroje bez hełmów.
- Chyba nieźle zabalowałeś w nocy. – roześmiał się mój towarzysz. – Dawno nie było tutaj takiego burdelu.
- Co ty nie powiesz. Właściwie, to dlaczego jest tutaj tak brudno? Do tej pory uważałem, że to taka cecha starych zamków: kurz. Ale to przecież nie tak działa.
- Hmm. – zamyślił się. – To dobre pytanie. Wydaje mi się, że parę miesięcy temu Trybald miał jakieś spięcie z ówczesną panią swojego serca. Rozeszli się w nie najlepszych nastrojach. Od tamtej pory nie wpuszczamy do zamku sprzątaczek. Jedynie Farruna co jakiś czas się skarży na bałagan, bo ciągle jej się suknia brudzi od kurzu. – Klaudiusz podrapał się po brodzie.
- Ale co z tym wspólnego ma rozstanie Trybalda ze swoją dziewczyną? – było to co najmniej tajemnicze. – Ona też grała w tą grę?
- Właściwie to chyba nie. Ale miała trochę grających znajomych. Raz złapaliśmy myszkującego po zamku rycerza, zdaje się, że to był jej kuzyn. Aby uniknąć kradzieży i nieprzyjemnych niespodzianek, wywaliliśmy wszystkich obcych z zamku. Także sprzątaczki. Teraz tylko członkowie gildii mogą tu wchodzić. I stąd ten burdel. – przytrzymał ręką drzwi. – Wchodź, już jesteśmy na miejscu.
Coś starało się zwrócić moją uwagę. Chwyciłem Klaudiusza za rękę zanim przekroczył próg. Złodziej stracił równowagę i na ziemię poleciało kilka pudeł. Z wnętrza pokoju spojrzały na nas zdziwione twarze. Rzuciliśmy się do zbierania rozrzuconych rzeczy.
- Kto ostatni dołączył do gildii? – zapytałem, zniżając głos.
- To chyba będzie Długi Bolek, kumpel z klasy Santiago. Wcześniej dołączyli też Orric i BestSinEver, ale to już było jakiś czas temu.
- Dzięki za informacje. - zebraliśmy z ziemi wszystkie ołowiane żołnierzyki i dołączyliśmy do reszty.
Zauważyłem, że Zgromadzeni podzielili się na dwa obozy. W grupce skupionej naokoło Trybalda znaleźli się Klaudiusz i Orric, a do Santiago popierającego zdradzonego Aligatora lgnęli Długi Bolek, i BestSinEver. Cyganka Farruna wyraźnie nie mogła znaleźć sobie miejsca (a może po prostu nie chciała podejmować teraz decyzji), więc bawiła się ze swoim zwierzątkiem przy kominku. Jej podopieczny z uwagi na swój pomarańczowy kolor i pękaty kształt nazywany był Dropsem. Radośnie skakał po całej sali nie przejmując się napięciem panującym w komnacie. Drops nie był obdarzony dużą inteligencją, ale w swoich wędrówkach pod stołami często zapuszczał się w odległy kąt, gdzie wykluczony ze wszystkich grup Toti próbował czytać książkę.
Kominek… w każdym zamku znajdował się wiecznie płonący kominek, wokół którego wszyscy się zbierali. Ogień tak jakoś skupiał ludzi. Chyba tylko mi wydawało się dziwne, że i w lecie, i w zimie, i w dzień, i w nocy, w grze wiecznie pali się ogień, który właściwie nic nie ogrzewa.
Przekazałem im dziwne wieści dotyczące całkowitego zniknięcia z serwera Brisingamena. Obie grupki popatrywały po sobie podejrzliwie, a na wszystko to smutnymi oczami patrzyli Trybald i Aligator. Najwyraźniej byli to dobrze dobrani współpracownicy, a może nawet przyjaciele. Nie podobała im się wizja podzielonej gildii, nawet jeśli Zgromadzeni podzielili się po to, by popierać jednego z nich.
- Wiecie co, ja sobie jeszcze pomyślę nad wszystkim, a wy może pograjcie w tym czasie w planszówki. – miałem nadzieję, że wspólna gra przypomni im o tym, jaką zgraną grupą byli do tej pory. Niechętnie zaczęli rozkładać plansze i rozdzielać żołnierzyki.
Rozsiadłem się wygodnie w fotelu. Ciągle nic nie było jasne. Bezmyślnie śledziłem chaotyczną trajektorię ruchu Dropsa po sali. Przestań! Zamknij oczy i myśl. Masz wszystko, co jest Ci potrzebne, musisz tylko odnaleźć wspólny mianownik.
Głos Totiego sprawił, że aż podskoczyłem: – Lesterze, przypomniałem sobie coś, co chciałem Ci wcześniej powiedzieć. To raczej nie jest ważne, ale sam prosiłeś.
- Dobrze, dobrze. – nie lubiłem, gdy mi przerywano myślenie. – Możesz mi powiedzieć później? Teraz myślę.
- Jasne, sam chciałeś. – Toti potulnie odpłynął do swojego kąta.
Gdybym tylko wtedy zwrócił baczniejszą uwagę na poruszenie w komnacie. Gdybym tylko zauważył z jaką intensywnością przyglądano się tej krótkiej wymianie zdań i z jak wyraźną ulgą przyjęto fakt, że odprawiłem klauna. Na pewno oszczędziłoby to wszystkim nerwów i czasu. Ale zignorowałem to.
Ponieważ wydarzyło się coś bardziej znamiennego.
Rozbawiony Drops na prośbę swojej właścicielki zaczął robić śmieszne minki, ku uciesze zgromadzonej publiczności. W pewnym momencie Santiago gruchnął tak tubalnym śmiechem, że biedne zwierzątko dostało czkawki i wypluło na podłogę wszystkie przedmioty, jakie zdążyło zjeść do tej pory. Było tam sporo ciekawych rzeczy, o których posiadaniu Farruna nie zdawała sobie sprawy (bogowie wiedzą, gdzie Drops je znalazł), a już na pewno nie spodziewała się zobaczyć Brisingamenu, połyskującego w świetle pochodni.
W chwili ciszy, która zapadła w sali, wszyscy usłyszeli mój głos:
- No tak, to by wyjaśniało sprawę zniknięcia naszyjnika z serwera.
I tak właśnie rozpętało się piekło, rzucanie oskarżeń na Farrunę, na Totiego, Trybalda, Santiago… a właściwie to już na wszystkich, przekrzykiwania, ogólne biadolenie i chaos. Swoją drogą, podobna sytuacja miała miejsce już wcześniej, gdy Toti stał się mimowolnym posiadaczem klucza do gabloty z artefaktami. Dlatego stałem się nagle pewien jednej rzeczy: ktoś tu wyraźnie próbuje wrobić innych i ukryć swój cel. Teraz pozostaje tylko odkryć kto, jak i dlaczego.
Niezauważony przez nikogo Drops wyskoczył z komnaty i zniknął na dłuższy czas. Późniejsze poszukiwania odnalazły go wpatrującego się intensywnie w pewien wazon znajdujący się w odległej części zamku. Dopiero interwencja Farruny odkleiła zwierzątko od napastowanej kolumny, na której stało starożytne naczynie. Tak jak wiele rzeczy tego wieczoru, zignorowałem ten fakt.